Komórka

Tytuł oryginalny: Cell

Reżyseria: Tod Williams

Obsada: John Cusack, Samuel L. Jackson, Griffin Freeman, Isabelle Fuhrman

Scenariusz: Adam Alleca, Stephen King

Muzyka: Marcelo Zarvos

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2016

Komórka - okładka
Czy na podstawie przeciętnej książki może powstać dobry film? Pewnie tak. Jeżeli za temat weźmie się odpowiedni twórca i będzie miał dobry pomysł, to myślę, że z nie do końca udanej literatury da się ulepić niezłe kino. Stephen King to legenda literackiego horroru i nigdy poniżej pewnego poziomu nie spada. Co znamienne, jego twórczość cieszy się ogromną popularnością wśród filmowców i chyba wszystko co wyjdzie spod jego ręki, wcześniej czy później zostanie zekranizowane. Nawet "Komórka", która moim zdaniem jest jedną z tych słabszych powieści króla.

Pewnego dnia w sieci komórkowej zostaje wyemitowany sygnał, który zmienia wszystkich ludzi, którzy w tym czasie trzymali telefony przy uchu w zombie. Albo w coś w rodzaju zombie. Ludzie nagle zaczynają rzucać się na innych, a fala mordu rozlewa się po świecie (Ameryce?). Całą sytuację obserwuje pewien rysownik, który jest akurat na lotnisku. Udaje mu się uciec z opętanego szaleństwem miejsca i w podziemnej kolejce spotyka grupkę ocalałych. Wśród nich jest dwóch, którzy postanawiają ruszyć z nim tunelem i wydostać się a powierzchnię. Celem naszego bohatera jest dom jego byłej żony, gdzie wraz z nią mieszka ich syn. Być może jeszcze żyją. Zadzwonić nie można, bo cały czas istnieje ryzyko usłyszenia przeklętego sygnału. Pozostaje wędrówka, w którą nasz bohater wyruszy wraz z nowo poznanym kompanem.

Tak mniej więcej kształtuje się początek tego horroru drogi. Pierwsze co rzuca się w oczy to obsada. W rolach głównych zobaczymy Johna Cusacka i Samuela L. Jacksona, co może zwiastować nie najgorszy budżet i raczej gwarantuje dobry poziom aktorstwa. I tak jest w istocie. Zresztą pozostałym członkom obsady też nie mam nic do zarzucenia. Ich gra dobrze wpasowuje się w realia filmu, choć powiedzmy sobie szczerze, tylko Cusack miał tutaj coś do zagrania. I to jego będziemy widzieć na ekranie najwięcej.

Nie najgorzej wypadają przedstawione w “Komórce” zombie. Są szybkie i zgrane, co znajduje swoje wytłumaczenie w fabule. Z czasem także ewoluują, a bohaterowie wraz z upływającymi minutami seansu, przekonują się o ich nowych umiejętnościach. Jako, że nikt tutaj z grobu nie powstaje, a przedstawione wydarzenia rozgrywają się na niewielkiej przestrzeni czasowej, to zapomnijcie o widoku nadgniłych trupów. Generalnie efektów gore nie uświadczymy tutaj dużo, a największa ich ilość zgromadzona jest w sekwencji otwierającej, a i tam szczerze mówiąc nie bardzo jest w tej kwestii na czym oko zawiesić. Krótko mówiąc, krwawych orgii brak.

Choć wcześniej wspomniałem, że budżet filmu pozwolił na zatrudnienie znanych aktorów, to najwyraźniej brakło go trochę na speców od efektów specjalnych. Zderzenie samolotów na początku filmu wygląda sztucznie, a stada zombie śpiące na stadionie lub maszerujące pod koniec seansu wyglądają nieprzekonywująco. Na szczęście większość akcji rozgrywa się bez ich udziału, więc jest to do przełknięcia. A jak już o wydarzeniach mowa, to większość z nich ma dość kameralną oprawę. Tylko na początku filmu widzimy duże skupisko ludzi. Reszta seansu rzadko wykracza poza pięć osób na planie, nie licząc oczywiście zombie, których generalnie też nie jest jakieś zatrzęsienie. Bohaterowie przemieszczają się przez pustawe lokację, od czasu do czasu spotykając kogoś na swojej drodze. Buduje to pewien postapokaliptyczny klimat, ale jednocześnie z czasem trochę nuży.

W efekcie “Komórka” jest filmem nijakim. Da się go spokojnie obejrzeć i seans momentami nabiera nawet rumieńców, ale w ostatecznym rozrachunku zawodzi. A może nawet nie tyle zawodzi, co nie pozostawia po sobie jakichś konkretnych uczuć. Ani chłodzi, ani ziębi. W kilku elementach odbiega też od książkowego pierwowzoru, ale to akurat jakoś bardzo mi nie przeszkadza. Mimo wszystko mogło być lepiej.

underluk

GORE

3

STRACH

3

OCENA

5