Charlie's Farm

Tytuł oryginalny: Charlie's Farm

Reżyseria: Chris Sun

Obsada: Tara Reid, Nathan Jones, Kane Hodder, Dean Kirkright, Allira Jaques

Scenariusz: Chris Sun

Muzyka: Mark Smythe

Kraj pochodzenia: Australia

Rok powstania: 2014

Charlie's Farm - okładka
Przepis na przyzwoity slasher wydaje się prosty. Weź grupkę nastolatków, charakterystycznego mordercę, jakieś odludne miejsce i niech tam sobie popiją, pobawią się i poumierają. No może nie tak od razu i nie za szybko, ale niech padnie z sześć trupów w odpowiednim interwale czasowym i będzie dobrze. A, no i pamiętaj o kimś kto koniecznie musi przestrzec swawolną młodzież przed czyhającym na nią niebezpieczeństwem.

Chris Sun kręcąc "Charlie’s Farm" najwyraźniej zdawał się pamiętać o tych złotych zasadach, ale nie do końca umiał z nich skorzystać. Otóż nastolatków (a raczej czterdziestolatków) mamy czwórkę (grupka w późniejszym czasie rośnie o dodatkową dwójkę). Bohaterowie postanawiają wyrwać się na wycieczkę, ale tylko męska część tej ekipy wie dokładnie, gdzie jadą. A jadą na tytułową farmę, gdzie mieszkała chora rodzinka, nie stroniąca od mordowania przypadkowych wędrowców i kanibalizmu. Miejscowi rozprawili się z nimi, ale najmłodszego członka rodziny nigdy nie odnaleziono. Historia stała się miejską legendą, która wkrótce okaże się bardziej realna, niż można by przypuszczać. Znaczy widz doskonale wie, co się stanie, ale zanim do tego dojdzie to czeka go długi okres nudy.

To chyba największa wada tego filmu. Przez trzy czwarte czasu trwania seansu nie dzieje zupełnie nic ciekawego. Nie dość, że durni bohaterowie zasypują widza równie durnymi tekstami, to jeszcze fabuła stoi w miejscu. Niby poznajemy historię Charliego i jego rodziny, ale poza tym zmuszeni jesteśmy oglądać podstarzałych nastolatków, którzy sami nie wiedzą co ze sobą zrobić. I nie, bzykać się nie będą. Żadnego biustu też nie uświadczymy, a to już zakrawa na kpinę z gatunku.

Podobnie jak morderca. Sam jego wygląd i geneza są w porządku. Morduje też z polotem i na kilku efektach gore można dzięki niemu oko zawiesić. Gorzej, że po długim okresie nudy, cała akcja rozgrywa się w dziesięć minut. I to bez żadnego napięcia. Bez kreowania jakiejś atmosfery. Dosłownie chwila i na ekranie zostaje tylko Natasha, grana zresztą przez coraz chudszą Tarę Reid. Jakby tego było mało, to morderca jeszcze biega. Każdy wie, że w dobrym slasherze oprawca tylko chodzi i w ten sposób dogania swoje ofiary. Nawet jak te próbują uciekać samochodami. A ten jakby nigdy nic, biega sobie za postaciami. No niepoważne.

W efekcie "Charlie’s Farm" jest filmem nudnym. Owszem, czuć tutaj momentami klimat z klasyków rodem z lat ‘80tych, ale jest go zbyt mało, by osłodzić ten dłużący się podczas seansu czas. Fajnie jest też zobaczyć Kane’a Hoodera w roli innej niż zamaskowany morderca (w tego wciela się Nathan Jones), ale nie spodziewajcie się po jego grze aktorskiej wielkiego kunsztu. Zresztą pozostali członkowie obsady też nie błyszczą.

Fani slasherów obejrzeć mogą. Nie jest to do końca stracony czas, ale jest mnóstwo lepszych przedstawicieli gatunku. Ten wypada poniżej przeciętnej.



+ Charlie
+ sceny morderstw są ok

- nuda
- bohaterowie
- nie ma piersi
- morderca biega
- dialogi

underluk

GORE

5

STRACH

3

OCENA

4