Cierń

Tytuł oryginalny: Splinter

Reżyseria: Toby Wilkins

Obsada: Shea Whigham, Paulo Costanzo, Jill Wagner, Rachel Kerbs

Scenariusz: Toby Wilkins, Ian Shorr, Kai Barry

Muzyka: Elia Cmiral

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2008

Cierń - okładka
Nie wiem, ale jakoś lubię horrory, w których jakaś istota, wirus, czy inne paskudztwo przejmuje kontrolę nad ciałem swojego nosiciela. Często przy tym zmieniając jego fizjonomię od razu, albo dopiero po wykryciu lub ujawnieniu jej istnienia. Jeśli przyszło teraz komuś do głowy “Coś” to muszę przytaknąć. Ale nie o wiekopomnym dziele Carpentera będę tutaj pisał, a innym filmie, w którym występuje podobny motyw.

Ścigany przez policję przestępca wraz ze swoją dziewczyną, próbują przedostać się za granicę USA. Niestety ich samochód się psuje, więc postanawiają jakiś uprowadzić. Trafiają na przypadkową parę, a plan się udaje, choć nie bez drobnych komplikacji. Po drodzę musza zatrzymać się na stacji benzynowej, która wydaje się opuszczona. Do czasu aż nie znajdą obsługującego ją gościa, który raczej nie jest już sobą i prosi by skrócić jego męki. A koszmar dopiero się rozpoczyna.

Cierń” bo taki tytuł nosi recenzowany obraz, nie jest może filmem wybitnym, ale może się podobać. Tytułowy kolec to dość przerażająca… istota? W sumie nie jest do końca wyjaśnione czym ów cierń jest, ale efekt zarażenia się nim jest dość makabryczny. Ciało żywiciela obrastają liczne kolce, nie ważne czy ten jeszcze żyje czy już nie, które potrafią łączyć się także z innymi organizmami w jeden, koszmarny twór. Zresztą żywicielem nie musi być od razu jakiś człowiek czy zwierzę. Wystarczy nawet odcięta dłoń. Gdy zdrowa osoba ulegnie infekcji, poprzez np. ukłucie się w palec, z czasem traci panowanie nad zarażoną kończyną. Ręka zaczyna żyć własnym życiem, co dla jej właściciela może być bolesnym doświadczeniem. Co zresztą jest doskonale ukazane w filmie.

Niewielka liczba aktorów, pewien konflikt między bohaterami i odosobniona miejscówka, pozbawiona możliwości kontaktu z kimś, kto mógłby przybyć z pomocą, buduje niezłą atmosferę zaszczucia. Szczególnie, że akcja dzieje się w nocy. Poczucie osaczenia wzmaga wróg czający się poza budynkiem stacji, co sprawia, że bohaterowie są w zasadzie uwięzieni. I choć mogłoby się wydawać, że takie umiejscowienie fabuły nie daje twórcom dużego pola popisu, to jednak doskonale wykorzystali oni dostępne im środki. Nudy nie czuć nawet przez chwilę, a losy bohaterów ogląda się cały czas z zainteresowaniem.

Aktorsko nie ma tu jakichś szaleństw, ale nic nie przeszkadza w oglądaniu wydarzeń na ekranie. Efekty specjalne zdradzają niski budżet produkcji, ale nie jest z tym jakoś bardzo źle. Szczególnie, że kamera kiedy ma ukazać wroga, porusza się bardzo chaotycznie, kadry są rwane i szarpane, co z jednej strony pozwala ukryć niedoskonałości w wyglądzie potwora, a z drugiej całkiem skutecznie wzmaga napięcie. Fabuła nie jest szczególnie skomplikowana, ale pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi. W tym najważniejsze. Czym jest tytułowy cierń? Skąd się wziął?

Jak już wcześniej wspomniałem. Nie jest to film idealny, ale ma w sobie to coś, co przykuwa do ekranu i zostaje w pamięci na dłużej. Mi się podobało i z chęcią obejrzałbym jakąś kontynuację, która dostarczyłaby jakichś odpowiedzi na wcześniej postawione pytania. Warto sprawdzić czy i Wam przypadnie do gustu.

underluk

GORE

5

STRACH

5

OCENA

7