Klątwa Śpiącej Królewny

Tytuł oryginalny: The Curse of Sleeping Beauty

Reżyseria: Pearry Reginald Teo

Obsada: Ethan Peck, India Eisley, Natalie Hall, Bruce Davison, James Adam Lim

Scenariusz: Josh Nadler

Muzyka: Scott Glasgow

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2016

Klątwa Śpiącej Królewny  - okładka
Klątwa śpiącej królewny” jest ekranizacją komiksu o tym samym tytule i wariacją na temat znanej wszystkim baśni braci Grimm. Materiał wyjściowy został tutaj mocno zmodyfikowany i ubrany w szaty gotyckiego horroru, ocierającego się miejscami o mystery i fantasy. Efekt końcowy jest interesujący, ale obarczony straszliwą rysą, która dla niektórych będzie nie do przełknięcia. Ale po kolei.

Thomas jest trochę wycofanym artystą, który często śni sen o śpiącej kobiecie. Pewnego dnia dowiaduje się, że po śmierci wuja, z którym nie utrzymywał bliższych kontaktów, odziedziczył rodową rezydencję oraz pewną klątwę, która jest w jego rodzinie od pokoleń. Jego sen nagle się zmienia, a piękna Rose zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Miejscowi nie mają jednak dobrego zdania o posiadłości, w której jak twierdzą niektórzy, na przestrzeni lat zginęło kilkadziesiąt osób.

Z baśni braci Grimm zaczerpnięty jest tutaj motyw ze śpiącą królewną, choć ona sama jest mocno uwspółcześniona i wygląda jak gotka. Dom, który odziedziczy bohater jest bramą do niej prowadzącą, ale żeby ją odnaleźć Thomas będzie musiał trochę się postarać. Szczególnie, że rezydencja wydaje się nawiedzona, co szybko się potwierdza. Manekiny poruszające się poza zasięgiem wzroku, niepokojące zdjęcia twarzy, które uchwyciła pewna blondynka poszukującego swojego brata, demoniczna postać ze starożytnej legendy i tajemniczy mechanizm uruchamiany krwią. Twórcy wyraźnie mieli kilka pomysłów by zainteresować widza i podnieść mu nieco ciśnienie krwi. I kilka scena naprawdę im wyszło.

Podobała mi się warstwa wizualna filmu, choć można jej zarzucić brak mroku. Zdjęcia często są zbyt czyste jak na horror, ale nie można im odmówić uroku. Na plus zasługują też charakteryzacje, które przypadły mi do gustu. I nie ważne czy na ekranie pojawia się tytułowa królewna, demon czy kilkanaście manekinów, jest na czym oko zawiesić. Niezłe wnętrza i różne eksponaty też mogą się podobać.

Żeby nie było tak różowo, kilka rzeczy nie zagrało. Po pierwsze, akcja czasami niepotrzebnie zwalnia. Generalnie jej tempo mogłoby być szybsze bo choć jest kilka scen, które fajnie przyspieszają, to jednak całość momentami delikatnie nuży. Brakuje trochę konsekwencji w przedstawionych wydarzeniach. Bóle brzucha bohatera są mało wiarygodne i słabo uzasadnione. W pewnym momencie wkrada się wątek wręcz cyberpunkowy, który zupełnie tutaj nie pasuje. Jest także trochę mniejszych rzeczy, które nie do końca mnie przekonały.

Ale najgorsze jest zakończenie. To jest ta rysa, o której wspomniałem we wstępie. Nie wiem jak w komiksie, ale ten film kończy się w miejscu, w którym tak naprawdę powinien zacząć się rozkręcać. Trochę jakby twórcy postanowili zostawić sobie furtkę do kontynuacji, ale zamiast niej wstawili drzwi do olbrzymiego hangaru zasłaniającego wszystko dookoła… albo silili się na oryginalność i urwali po prostu film. Raz, że zakończenia można się domyśleć, dwa, że jest ono po prostu porzucone w najważniejszym punkcie. Nieładnie.

W efekcie “Klątwa śpiącej królewny” to całkiem interesująca mroczna baśń, którą przekreśla zakończenie. Ktoś może powiedzieć, że o to w tym właśnie chodzi, że to tak celowo jest zrobione, ale ja tego nie kupuję. Zakończenie przynosi ogromny zawód. A szkoda bo całość godna jest uwagi i może się podobać. Gdyby nie ono, ocena końcowa byłaby przynajmniej o oczko wyżej. Mimo wszystko warto obejrzeć, chociażby dla kilku fajnych scen i w sumie niezłych aranżacji wnętrz.

underluk

GORE

2

STRACH

3

OCENA

5