The Void

Tytuł oryginalny: The Void

Reżyseria: Steven Kostanski, Jeremy Gillespie

Obsada: Kathleen Munroe, Aaron Poole, Ellen Wong, Kenneth Welsh, Evan Stern

Scenariusz: Steven Kostanski, Jeremy Gillespie

Muzyka: Joseph Murray, Lodewijk Vos

Kraj pochodzenia: Kanda

Rok powstania: 2016

The Void - okładka

Znajomy polecił mi “The Void” (siema Dante). Jasne, obejrzę wcześniej czy później na pewno. Raczej później, ale w końcu się za niego zabrałem i muszę przyznać, że podobało mi się. Można by sądzić, że dziś takich filmów już się nie robi, a tu masz, taki strzał prosto w pysk. Jednak się robi. Ale po kolei.


Pewien gliniarz na nudnym patrolu natrafia na rannego mężczyznę. Właściwie to ten z ciemnego lasu wytacza się pod koła samochodu. Stróż prawa zabiera jegomościa do najbliższego szpitala, który po pożarze jest w trakcie zamykania swoich podwojów, ale jako, że do następnego jest kawał drogi, nie ma zbytniego wyboru. Nasz bohater nie spodziewa się jednak, że spotkanie z pracującą tam byłą żoną, będzie wkrótce jego najmniejszym zmartwieniem.


Ach, czego tu nie ma. Ludzie zmieniający się w potwory rodem z “Coś”, tajemnicza sekta, inny piekielny wymiar, do którego brama otwiera się w piwnicy. Brzmi apetycznie prawda? Dorzućcie sobie do tego efekty specjalne rodem z lat osiemdziesiątych i garść klimatu towarzyszącego filmom z tamtego okresu, a będziecie mieli jako taki obraz recenzowanego obrazu. I piszę o tym wszystkim jako zaletach tej produkcji. Żeby nie było. Nieźle zresztą wypada też tempo akcji, które od początku daje kopa, a potem nieco zwalnia by z czasem sukcesywnie zagęścić atmosferę i windować napięcie zdradzając kolejne niuanse fabuły. Ta, choć nie jest szczególnie skomplikowana, nie zdradza jednak wszystkiego od razu przez co intryguje i skutecznie trzyma przy ekranie. Z czasem nabiera także rumieńców i kryje kilka mocnych akcentów.


Posiada także kilka słabszych momentów i garść kalek (a może inspiracji), których jak sądzę, nie dało się uniknąć. Na dobrą sprawę doczepić się można tylko do aktorstwa, które generalnie jest w miarę w porządku, ale w kilku momentach jednak siada i pewne postaci mogą trochę irytować oraz budżetowego posmaku całości. Choć to ostatnie akurat paradoksalnie może być także zaletą. Faktem jest, że wyraźnie brakowało twórcom kasy, ale obawiam się, że zastrzyk gotówki mógłby w jakimś stopniu zepsuć klimat całości. Może film byłby przez to lepszy, ale atmosfera byłaby inna. Mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli.


W każdym razie “The Void” to na pewno interesujący i wart uwagi horror, który mi osobiście bardzo się podobał. Ma swoje mankamenty, ale ma także to coś, co w tym gatunku lubię i cenię. I choć nie umiem tego nazwać, to jestem w stanie dać za to punkcik do oceny więcej. Niezła historia okraszona nieco oldschoolowym klimatem sprawia, że obraz pamięta się dłużej niż przeciętne straszydło, a staroszkolne wykonanie dodaje całości uroku. Jak dla mnie, film wart obejrzenia.


underluk

GORE

6

STRACH

5

OCENA

8