Until Dawn

Tytuł oryginalny: Until Dawn

Producent: Supermassive Games

Wydawca: Sony Interactive Entertainment

Premiera na świecie: 25 sierpnia 2016

Premiera w Polsce: 25 sierpnia 2016

Until Danw” zaczynało swoje życie jako gra zmierzająca na PlayStation 3. Miała wykorzystać możliwości kontrolerów PlayStation Move i w sumie zapowiadała się całkiem przyzwoicie… aż słuch o niej zaginął. Jak się okazało, projekt został przeniesiony na PlayStation 4, koncept przebudowany i w efekcie otrzymaliśmy wirtualny slasher, który miał niewiele wspólnego z tym, co pierwotnie zapowiadano. Która koncepcja była lepsza? Trudno wyrokować, dlatego skupię się na tym, co posiadacze PlayStation 4, bo jest to tytuł ekskluzywny dla tej konsoli, otrzymali.

Grupka przyjaciół spotyka się w domku w górach, w którym rok temu zginęły dwie ich koleżanki. Zjazd organizowany jest przez brata tragicznie zmarłych, a miejscówka należy do jego rodziny. Ma być jak zwykle. Dobra zabawa i odpoczynek, ale wkrótce okazuje się, że nie są tam sami i ktoś czych na ich życie. Rozpoczyna się gra o przeżycie.

Nie ukrywam, że konwencja slashera w grze jest kusząca. Twórcom z Supermassive Games udało się ją całkiem nieźle wykorzystać. Mamy grupkę młodych bohaterów, zasypany śniegiem domek w górach na odludziu i mordercę. Podczas gry przełączamy się między poszczególnymi postaciami i rozgrywamy ich partie. Kręcimy się po lokacjach, prowadzimy dialogi, podejmujemy różne decyzje (często pod naciskiem upływającego czasu), a czasami musimy uciekać i szybko wciskać pojawiające się na ekranie przyciski. Całość obserwujemy z trzeciej osoby z kamery, która najczęściej umieszczona jest w z góry ustalonym miejscu i nie bardzo mamy na nią wpływ.

Brzmi to całkiem nieźle. Szczególnie, że grafika jest całkiem ładna, choć animacjom czasem zdarzy się przyciąć i widać jak klatki lecą na łeb na szyję. Trochę to czasami irytuje, ale nie zabrakło też kilku fajnych smaczków.

Bohaterowie są różnorodni, ale nie da się ukryć, że mocno szablonowi. Wiadomo, że jak są laski to jakaś musi być lekkomyślna i łatwa, inna nad wyraz dorosła, a jeszcze inna po prostu wnerwiająca. Wśród kolesi też szybko znajdziemy szablony siłacza, inteligenta i cwaniaka. Standard, ale nie jest to wadą. W takiej opowieści takie charaktery się sprawdzają i od razu można poczuć się jak w domu.

Fabuła nie jest jakaś mocno skomplikowana, ale czuć, że mamy na nią pewien wpływ. Nad bohaterami musimy czuwać bo jak ktoś zginie, to umarł i nie żyje. Dzięki temu grając ponownie, pewne wątki możemy rozegrać inaczej.

Choć całość utrzymana jest w konwencji slashera, to znajdzie się też parę elementów ghost story, psychodeli oraz kilku innych podgatunków horroru. I fajnie, bo urozmaica to w pewien sposób rozgrywkę, a wiadomo, że z grą spędzimy więcej czasu niż z filmem i po jakimś czasie można by odczuć zmęczenie. Na szczęście twórcy dość hojnie oferują nam nowe atrakcje. Ponadto gra została podzielona na rozdziały, które serwowane są graczowi w formie serialu. Nie jest to szczególnie oryginalne, bo kilka gier korzystało z tego chwytu.

Niestety do paru rzeczy muszę się przyczepić. To co wnerwiało mnie najbardziej, to poruszanie się po schodach. Sterowani przez nas bohaterowie wchodzą i schodzą po nich tak wolno, że to jest jakieś nieporozumienie. Po prostu nóż w kieszeni się otwiera. Średnio pasowała mi też kamera, a jako że nie mamy na nią wpływu i nie da się jej ustawić pod innym kątem, pozostaje zagryźć wargi i grać dalej. Chciałoby się też trochę więcej gry w tej grze. Najczęściej łazimy po lokacjach, w których za bardzo nie ma co robić. Znajdujemy jakieś nowe fakty, czasami mamy wpływ na dialog, a czasami trzeba uciekać, ale najczęściej ogranicza się to do szybkiego naciśnięcia wyświetlonego na ekranie przycisku. Wiem, że dzięki temu twórcy mogli mocniej skupić się na opowiadanej historii, ale jakieś zagadki i większa kontrola nad postaciami by się przydały. No i pomysł podzielenia całości na odcinki nie przypadł mi do gustu. Ale to w grach zawsze jakoś mi nie pasuje.

Z rzeczy, które mi się nie podobały, wymienię jeszcze otwarcie. Żart, który obserwujemy na początku, a który będzie powodem tragedii sprawia, że w sumie na prawie żadnym bohaterze mi nie zależało i w efekcie tak prowadziłem rozgrywkę, że do napisów końcowych dotrwała tylko jedna postać. A szkoda.

Until Dawn” skupia się na opowiadanej historii, a ta jest całkiem całkiem. Nie wszystko mi się w niej podobało, ale generalnie jest w porządku. Całość jest ładna i ma swoje momenty. Czasami można się też przestraszyć. Niestety, gra nie domaga od strony gamepleyowej. Za mało jest tutaj gry w grze, że się tak wyrażę. Mimo wszystko, polecam zagrać bo to cały czas przyjemny kawałek kodu, który warto sprawdzić.

underluk

GORE

5

STRACH

6

OCENA

7