Metro 2034

Tytuł oryginalny: Metro 2034

Autor: Dmitry Glukhovsky

Wydawca: Insignis Media 2010

Rok powstania: 2009

“Metro 2033” było świetną książką, która szybko zdobyła rzeszę fanów i pochwały recenzentów. Zresztą nie ma się co dziwić, bo to naprawdę dobra pozycja, a i my oceniliśmy ją bardzo wysoko. A wiadomo, że jak coś jest zauważone to szybko powinno otrzymać kontynuację. Dmitrij Głuchowski, jako dziennikarz doskonale zdaje sobie z tego sprawę i po sukcesie swojej książki nie mógł spocząć na laurach. Szybko w ręce czytelników wpadła kontynuacja, zatytułowana “Metro 2034”. Czy sequel dorównuje pierwowzorowi? Zobaczmy.

Tym razem głównymi bohaterami powieści jest Homer i ktoś znany z poprzedniej części, ale kto, tego nie zdradzę by nie psuć zabawy tym, którzy po tę książkę sięgną. Karawana wysłana z Sewastoposlkiej gdzieś znika, a od jej członków nie ma żadnych wiadomości. Co gorsza, przepada także ekipa poszukiwawcza, która miała wyjaśnić, co się stało z zaginionymi. Niemożliwość kontaktu i przedostania się do sąsiadów, znacząco utrudnia życie, więc mieszkańcy stacji chwytają się ostatniej deski ratunku. Wysyłają jeszcze jeden, tym razem skromniejszy team, by zbadał sytuację. To, co odkryją rzuci się na całe metro długim cieniem zagrożenia zagładą.

Przyznam od razu, że straszliwie się na “Metro 2034” zawiodłem. Z tego, co bardzo mi się podobało w poprzedniku, tutaj zostało niewiele. Postaci jest mało, a te które są nie są tak charakterystyczne jak poprzednio. Historia nie zachwyca i jest raczej sztampowa. Ot, kolejne zagrożenie, któremu trzeba stawić czoła. Mało rzeczy tutaj zaskakuje, a jeszcze mniej straszy. Ulotnił się gdzieś cały klimat, który tak świetnie został nakreślony w “Metro 2033”. Mało tego, samo metro drastycznie zmalało. O ile w poprzedniej książce wędrówka Artema zdawała się trwać długo i na każdym jego kroku czuć było widmo śmierci, tak tutaj bohaterowie szybko przeskakują z jednej stacji na drugą. Ba, niektóre odcinki przejeżdżają wręcz błyskawicznie. A co z zagrożeniem? Tego właściwie się nie zauważa. Owszem jest straszliwe widmo klęski, od czasu do czasu trafi się jakiś potwór, ale tego wszystkiego jakoś tak naprawdę nie czuć. Może przez trójkąt miłosny, który się w między czasie zawiązuje.

Mimo wszystko kilka elementów przypadło mi do gustu. Podobały mi się smaczki nawiązujące do “Metro 2033”. Kilka wydarzeń i postaci jest wspomnianych, ale większość z nich w sposób dość subtelny. Na tyle by czytelnik nie znający poprzedniej części nie czuł się w żaden sposób zagubiony. Dobrze została także rozbudowana mitologia metra, ale to zasługa głównie Homera, który jak wskazuje jego przezwisko, lubi snuć różne historie, legendy są jego pasją, a i sam stara się pisać. Staje się niejako kronikarzem tych mrocznych dni. Pozytywnie wypada także ocenić opisy wydarzeń sprzed apokalipsy i w czasie jej początków. To wszystko dobrze rozwija mitologię metra i dodaje mu nowych elementów. A co jak co, ale to uniwersum ma w sobie przez cały czas duży potencjał.

Tym co najbardziej stawia “Metro 2034” w niekorzystnym świetle jest “Metro 2033”. Ogólnie rzecz biorąc, recenzowana właśnie książka nie jest złą pozycją, jednak w porównaniu ze świetną poprzedniczką, wypada blado. Może nawet sprawiać wrażenie odcinania kuponów od starszej siostry. Czy był to typowy skok na kasę? Niekoniecznie, jednak zabrakło dobrego pomysłu na fabułę, a i jej poprowadzenie nie wyszło najlepiej. Być może “Metro 2035”, jeśli się ukarze, wypadnie lepiej.

underluk

GORE

4

STRACH

2

OCENA

5