To, co wylazło spod stołu

Tytuł oryginalny: To, co wylazło spod stołu

Autor: Paweł Pietrzak

Wydawca: Virtualo

Rok powstania: 2011

Internet i rozwój wirtualnego czytelnictwa, pozwala autorom ominąć całe wydawnicze piekiełko i wydać swoją twórczość, ponosząc właściwie minimalne koszty. Z drugiej strony, trzeba się pogodzić z brakiem reklamy i włożyć dużo wysiłku w autopromcję, nie wiedząc czy osiągnie się jakiś z góry określony efekt. Mimo wszystko, ebooki są coraz popularniejsze, a jednym z nich jest zbiór opowiadań Pawła Pietrzaka pt. „To, co wylazło spod stołu”.

Autor nie jest zupełnym debiutantem, bo jego historie pojawiały się już w różnych antologiach, jak choćby „Trupojad. Nie ma ocalenia”, gdzie trafiła jego fabuła pt. „Szczelina”, więc sięgając po recenzowaną książkę wiedziałem, że nie sięgam po zupełnego kota w worku. No i niska cena, oscylująca w granicy dwóch złotych, wyglądała zachęcająco. Czy było warto?

Krótka odpowiedź brzmi – tak. Za nieduże pieniądze otrzymujemy piętnaście różnej, co prawda jakości, ale w większości interesujących opowiadań, w którym z dużą dozą prawdopodobieństwa, każdy znajdzie coś dla siebie. Nie brakuje tutaj realistyczny, mocnych historii jak kończąca zbiór „Piosenka dla Zuzi” opowiadająca o zwłokach dziewczynki porzuconych gdzieś w lesie, czy smutnych dramatów rodzinnych jak „Mamo!”, w którym z punktu widzenia małego chłopca oglądamy najpierw utratę ojca, a potem nie do końca udany i zakończony tragicznie związek jego matki z innym mężczyzną. Nie brakuje też klasycznych motywów grozy, których najwyraźniejszym przykładem jest „Przemiana”. Niestety jest to też opowiadanie dosyć prostolinijne, z takim sobie zakończeniem i trochę jakby ze zbyt dużą luką fabularną. W nurt klasyki wpasowuje się również, jedna z lepszych fabuł w tym zbiorze pt. „Kanciapa”. Opowiadanie już skądś znałem, ale nie pamiętam, gdzie się z nim wcześniej spotkałem. W każdym razie po raz kolejny czytało mi się je przyjemnie. Polska, a może i cały świat, zostaje zaatakowany przez tajemnicze mordercze rośliny. Nie brakuje też wykręconych historii. Wspomnę chociażby o tytułowym „To, co wylazło spod stołu” opowiadającym o mężczyźnie, który w różnych sytuacjach widzi obrzydliwego stwora, czy „Gniew”, będący przykładem dość makabrycznym. Do tej kategorii zaliczyłbym też historię zatytułowaną „I na nas będzie sypało”, opowiadającą niby zwykłe świniobicie gdzieś na wsi, ale jednak z niezwykłym zakończeniem.

Jest też kilka historii, które, z jakichś względów nie przypadły mi do gustu, mimo z pozoru dobrego pomysłu. Względem „Domku na drzewie” mam mieszane uczucia. Niby pomysł nie najgorszy, ale prowadzenie akcji mnie zmęczyło. Podobnie miałem z „Inwentaryzacją”. Z tą różnicą, że tutaj nawet sam pomysł nie przypadł mi do gustu, a samo opowiadanie jest niemiłosiernie rozwleczone, nudne i zdecydowanie za długie.

Sam zbiór, jako że wydany został niejako na własną rękę, ma jeszcze jedną wadę. Chodzi o korektę. Niektóre opowiadania czyta się dobrze, nie ma w nich błędów, literówek i tym podobnych przypadłości trafiających się podczas procesu twórczego. Inne niestety zawierają ich aż nadto. Poza tym niektóre historie wydają się przemyślane i dopracowane. Inne niekoniecznie lub w nie tak dużym stopniu. No i przewidywalność wielu z nich trochę może przeszkadzać. Mimo wszystko myślę, że po „To, co wylazło spod stołu” warto sięgnąć.

underluk

GORE

5

STRACH

5

OCENA

6