Manitou

Tytuł oryginalny: Manitou, The

Autor: Graham Masterton

Wydawca: Amber 1989

Rok powstania: 1976

W roku 1976 Graham Masterton wydał swój pierwszy horror. „Manitou” bo o nim mowa, rozpala gwiazdę autora i rozsławia jego imię w świecie grozy. Książka staje się bestsellerem i szybko zostaje przetłumaczona na inne języki. Zostaje także zekranizowana. Jednak czy rzeczywiście warta jest poświęconej jej uwagi?

Harry Erskine jest jasnowidzem. Przynajmniej stara się za takiego uchodzić, a jego klientkami są głównie starsze panie, które chcą poznać swoją przyszłość. Nie jest to szczególnie trudna praca, a dochód, jaki z niej uzyskuje wystarcza by się utrzymać. Pewnego dnia przychodzi do niego młoda kobieta, z prośbą o wyjaśnienie dręczących ją snów. Sprawa jest dla niej ważna, ponieważ następnego dnia, ma być poddana operacji wycięcia guza, który bardzo szybko rośnie na jej szyi. Kobieta nie wie jeszcze, że jej narośl jest tak naprawdę płodem indiańskiego szamana, który odprawiwszy tajemniczy rytuał 350 lat temu, teraz odradza się ponownie. Światu grozi niebezpieczeństwo, któremu stawić czoło może tylko inny szaman. Nasz bohater wraz ze Śpiewającą Skałą staną w obronie życia kobiety, a kto wie czy i nie całego świata.

Indiańska mitologia, ciekawi bohaterowie, spora dawka brutalności i nastrój grozy to filary, na jakich opiera się cały cykl „Manitou” i pierwszy jej tom nie jest tutaj wyjątkiem. Ciekawym jego aspektem jest przeciwstawienie sobie sfery nadnaturalnej, reprezentowanej przez Misquamcusa i sfery technologicznej. Odradzający się szaman uosabia wszystko, co duchowe. Samo jego pojawienie się jest magiczne, a później odprawia jeszcze rytuały, przyzywa duchy, kreśli znaki. Podobnie działa Śpiewająca Skała. Przeciwko indiańskiej magii stawiana jest współczesna nauka. Medycyna okazuje się bezsilna, ale na szczęście… a zresztą tego dowiecie się na końcu lektury. Teraz nie będę zdradzał zakończenia, choć dodam, że technologia odegra tutaj pewną rolę. Chociaż będzie to również technologia połączona z czymś nadnaturalnym.

Choć tępo akcji jest wartkie, nie brakuje tutaj także nudniejszych momentów. Nie brakuje także sporej ilości swego rodzaju skrótów fabularnych. Lekarze dość łatwo są w stanie uwierzyć, że na szyi jednej z pacjentek odradza się szaman. Co prawda autor stara się usprawiedliwić ich postawę bezradnością medycyny i chęcią uratowania chorej za wszelką cenę, ale i tak jest to dosyć naciągane. A to nie jedyna sytuacja, gdzie zachowanie bohaterów zdaje się przeczyć zdrowemu rozsądkowi.

Mimo wszystko „Manitou” uważam za udaną książkę. Podobnie zresztą jak cały cykl. Nie jest to pozycja idealna i widać, że Graham Masterton dopiero uczył się swoje rzemiosła, ale znajdziemy w niej właściwie wszystko, co będzie potem charakteryzowało jego literaturę. Na pewno warto przeczytać.

underluk

GORE

6

STRACH

5

OCENA

7