Kleszcze śmierci

Tytuł oryginalny: Killer Crabs

Autor: Guy N. Smith

Wydawca: Phantom Press International 1991

Rok powstania: 1978

Kleszcze śmierci” to jak nie trudno się domyśleć kontynuacja „Nocy krabów”. Czy i tym razem przerośnięte skorupiaki zagrożą światu? A jeśli tak, to czy uda się je powstrzymać?

Cliff Davenport, choć pokonał kraby na wybrzeżu Walii nie może powiedzieć by spał spokojnie. Prześladuje go myśl, że gdzieś kiedyś one powrócą. I niestety jego obawy staną się faktem. U wybrzeży Australii na wyspie Hayman pewien rybak dostrzega jednego z nich. Okazuje się, że to nie jest odosobniony przypadek, a w okolicy zaczynają ginąć ludzie, jak i kutry. Wkrótce olbrzymie kraby po raz kolejny udowodnią, że owoce morza nie są tak bezbronne, jak się ludziom wydawało. Cliff zostaje wezwany na miejsce gdzie pojawiły się kraby, by po raz kolejny stawić im czoła.

Przeniesienie akcji do Australii, zmienia tylko realia tej opowieści. Skorupiaki nadal są niepowstrzymane, a armia jest tylko bezradnym obserwatorem zniszczeń, jakie powodują kraby. Choć wiadomo jak można je pokonać, zaatakowanie ich trującym środkiem nie wchodzi w grę. Przynajmniej dopóki nie odkryje się ich siedliska. W innym razie groziłoby to zbyt dużą katastrofą ekologiczną, która zbyt mocno odbiłaby się na okolicznej florze i faunie. Rozpoczynają się poszukiwania, które nie od razu dadzą efekt.

Autor w kontynuacji musiał dodać jakieś nowe elementy do tej historii. Tym razem udaje się zabić jednego z napastników. Trochę przypadkiem, ale liczy się fakt, że nasz profesor będzie miał obiekt dla swoich badań. Szkoda tylko, że zupełnie nic to nie zmieni.

Na tle krabów, snute są także inne wątki, które z czasem przybierają coraz bardziej groteskowy obrót. W grę wchodzą duże pieniądze, oszuści i złodzieje. Galeria postaci jest różnorodna, ale trudno obdarzyć kogoś z nich sympatią. No poza samym Davenportem, z którym czytelnik może być już oswojony i któremu można kibicować.

Niestety nadal brakuje tutaj grozy. Jest trochę makabry, bo skorupiaki nie obchodzą się z ludźmi zbyt łagodnie, więc kilka obciętych kończyn się znajdzie, ale w tym wszystkim brakuje strachu. Autorowi nie udaje się zbudować ciekawej atmosfery, a fabuła szczególnie nie wciąga. Brnąłem przez tą książkę tylko, dlatego by mieć już ją za sobą i muszę przyznać, że czuję się już nieco zmęczony tym tematem. A tu jeszcze trzy tomy przede mną.

Jeśli komuś podobała się pierwsza część może „Kleszcze śmierci” sprawdzić. Być może znajdzie tutaj coś dla siebie. Pozostali spokojnie mogą sobie darować i rozejrzeć się za czymś innym.

underluk

GORE

4

STRACH

2

OCENA

3