Wielka księga horroru. Tom pierwszy

Tytuł oryginalny: Mammoth Book of Best New Horror, The

Autor: Gene Wolf, Michael Bishop, Ramsey Campbell, John Gordon, Mark Samuels…

Wydawca: Fabryka Słów 2010

Rok powstania: 2006

Zbiory opowiadań mają to do siebie, że zawarte w nich teksty, zazwyczaj są nierówne. Co jest zresztą logiczne. Ciężko byłoby zebrać kilka opowieści trzymających taki sam poziom. Całe szczęście, kiedy w takiej antologii znajdą się historie niespadające poniżej pewnego poziomu. Niestety „Wielka księga horroru. Tom pierwszy” prezentuje całe spektrum fabuł, od bardzo dobrych, do mocno słabych.

Zaczyna się obiecująco. Al Sarrantonio przedstawia nam „Lato”, porę roku słynącą z wysokich temperatur, ale gdy te z dnia na dzień rosną i nic nie zapowiada ochłodzenia, zaczyna robić się nieprzyjemnie. Akcja ukazana jest z punktu widzenia trzech dwunastoletnich chłopców, którzy wpadają na pomysł, dlaczego jest coraz cieplej. Zakończenie jednak okazuje się zupełnie inne. Historia jest dobrze napisana, wciąga w swój świat, a losy sympatycznych bohaterów śledzi się z przyjemnością. Warto.

Następnie za sprawą Ramsey’a Campbella i jego opowiadania pt. „Głęboko”, trafiamy do trumny. I to dosłownie. Bohater budzi się zagrzebany pod ziemią w drewnianej skrzyni. Na szczęście ma komórkę i udaje mu się dodzwonić na policję. Nikt jednak nie bierze go na poważnie. Tekst oparty na dość zgranym motywie, wyróżnia się niezłym, klasycznym zakończeniem. Warto.

„Nocna zmiana” Johna Gordona to z kolei dość przeciętna historia pewnego doktora pracującego w muzeum. Pewnego dnia spotyka nocnego dozorcę, który ukaże mu historię w nowy, namacalny wręcz sposób. Klasyczny klimat grozy i dość przewidywalne zakończenie sprawiają, że tekst pozostawia spory niedosyt, choć wart jest poznania.

Gorzej wypada „Luksus krzywdzenia” pióra Christophera Fowlera. Historia dwójki przyjaciół, którzy wybierają się na konwent miłośników horrorów. Jeden jest zainteresowany tematyką, drugi towarzyszy tylko temu pierwszemu. Zakończenie przewidywalne do bólu, a samo opowiadanie wypada poniżej przeciętnej. Na szczęście jest krótkie.

Poprzeczka z powrotem powraca na odpowiedni poziom za sprawą „Pociągów specjalnego nadzoru” Marka Samuelsa. Maszynista ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, a policjant zajmujący się jego sprawą nie daje się łatwo spławić. Zejście do podziemnego systemu tuneli metra odkryje w mroku nie jedną straszną historię. Dobre opowiadanie, przez miejsce akcji mocno kojarzące się z „Nocnym pociągiem z mięsem”, ale mające własny klimat i potrafiące zainteresować. Warto.

Natomiast Elizabeth Hand swoimi „Krokusami” po raz kolejny wspomnianą poprzeczkę, strąca w dość niskie rejestry. Bohaterka leci samolotem, a poniżej znany jej świat wali się w gruzy. Bardziej romans i tragedia niż horror, a do tego dosyć nudna i mało interesująca historia. Spokojnie można sobie darować.

„Czego nienawidzi natura” Marka Morrisa to z kolei nieco apokaliptyczna wizja świata, w którym ludziom nie powiodło się najlepiej. Ciekawy klimat i niepokojąca wizja przedstawionej rzeczywistości to plusy tej fabuły. Niestety brakuje w niej jakiegoś nieuchwytnego pierwiastka, który wyniósłby ją powyżej przeciętnej.

Następnym opowiadaniem jest „Ostatni krąg” Lyndy E. Rucker i wraz z nim wracamy do pierwszorzędnego horroru. Bohaterami jest para, która wyrusza do pustego domu, pozostawionego przez zmarłą ciotkę bohaterki. Chata na odludziu, rodzinne tajemnice, intrygujące rytuały, noc i zmarła, która okaże się wiedźmą. To musi skończyć się ciekawie, a do tego klimat opowieści oraz jej tempo i sposób poprowadzenia fabuły zasługują na uwagę.

Amerykanie w wielu biedniejszych krajach uchodzą za bogatych. Nawet ci nieżyjący, o czym próbuje przekonać czytelnika Jay Lake w „Amerykańskich zmarłych”. Tragiczna historia pewnego młodzieńca marzącego o zostaniu obywatelem Stanów Zjednoczonych, zmagającego się, na co dzień z przemocą, handlem żywym towarem i ciemiężeniem przez pobliski kler. Ciężkie opowiadanie, które nie przypadło mi do gustu, ale w ogólnym rozrachunku niewypadające najgorzej.

Noc kryje różne tajemnice, a światło księżyca bogate jest w mistyczne znaczenia. W „Między zimnym księżycem a ziemią” Peter Atkins opowiada jedną z nich. Spotkanie kochanków i zmyślona historia prowadzi do ciekawego, nadnaturalnego zakończenia. Całość jednak nie wypada szczególnie dobrze i pozostawia spory niedosyt.

„Łkanie pośród ciszy” Gene’a Wolfe’a to historia pewnego pisarza horrorów i jego gości. Odwiedziny u znajomego zakończą się tragicznie dla odwiedzających, a niecny plan pisarza dobiegnie do nieplanowanego przez niego finału. Całość dość średnia, ale dająca się czytać.

Za to „Błąd scenariusza” Nicholasa Royle’a to jedna z najsłabszych historii w tym tomie. Długa, nudna i bez sensu. Fabuła zupełnie nie trzyma się kupy, wydaje się o niczym i męczy z każdą kolejną stroną coraz bardziej. Plusem nie są nawet liczne nawiązania do filmowego „Hellraisera”. Szkoda czasu.

Fani opowieści o wampirach, znajdą w recenzowanym tomie tekst „Opętany snami pacjent doktor Pridy”, który porusza tematykę dzieci nocy w nieco mniej standardowy sposób. Pozostawia także duży niedosyt i mi osobiście nie podszedł.

Niezłe jest za to kolejne opowiadanie pt. „Których zostawiamy”. Mark Chadbourn zabiera czytelnika na wojnę w Wietnamie i zwiedzanie tamtejszych podziemnych tuneli, w których czyha olbrzymie niebezpieczeństwo, dające o sobie znak nawet po wojnie. Ludzie znikają, a wraz z nimi historia ich życia. Tak jakby zupełnie nie istnieli. Ulatniają się ze zdjęć, wspomnień i wszelkich innych potencjalnych źródeł mogących potwierdzić fakt ich istnienia. Interesująca i dobrze napisana historia, którą warto poznać.

„Moja” to zupełnie nijakie opowiadanie napisana przez Joela Lane’a, którą można sobie darować. Opowieść o pewnym muzyku, która w sumie niczego sobą nie reprezentuje.

I docieramy wreszcie do końca tomu, a tam czeka „Pogrzeb”. Mistrzem ceremonii jest David J. Show, który opowiada historię pewnego mało znaczącego miasteczka i znajdującego się w nim cmentarza, który trzeba przenieść. Pech chce, że zmarli powracają do życia, a natura wymaga równowagi, więc żywi zajmują ich miejsce. Dość makabryczne opowiadanie, które potrafi jednak zainteresować i jest godnym zamknięciem całej antologii.

I tak oto „Wielka księga horroru. Tom pierwszy” okazuje się wydawnictwem nierównym, ale zawierającym kilka godnych polecenia tekstów. Niestety nad całością unosi się fatum niedosytu pozostającego po lekturze, który mocno wpływa na jej odbiór. Po książkę warto sięgnąć, ale trzeba mieć świadomość, że nie wszystkie teksty przypadną czytelnikowi do gustu. Na rynku są lepsze zbiory opowiadań, ale jak już je przerobiliście, to i po „Wielką księgę…” warto sięgnąć.

Warto wspomnieć o samym wydaniu, bo Fabryka Słów przyzwyczaiła już czytelników do dobrych wydań. Nie inaczej jest tym razem. Okładka przyciąga wzrok, a przed każdym tekstem znajdziemy sylwetkę autora oraz niezłą grafikę nawiązującą do treści opowiadania. Ot, takie drobiazgi, które cieszą.

underluk

GORE

5

STRACH

4

OCENA

6