Wielka księga horroru. Tom Drugi

Tytuł oryginalny: The Mammoth Book of Best New Horror

Autor: Glen Hirshberg, Caitlín R. Kiernan, David Morrell, Kim Newman...

Wydawca: Fabryka Słów 2010

Rok powstania: 2006

Pierwszy tom “Wielkiej księgi horroru” nie był idealny, ale zawierał kilka bardzo dobrych opowiadań, które na pewno warto poznać. Czy tom drugi wypada lepiej? Na to pytanie odpowiem pod koniec recenzji. Tymczasem przyjrzyjmy się poszczególnym tekstom.

Opowiadaniem otwierającym jest „Rzucony” autorstwa Dona Tumasonisa. Historia pewnej pary, która zwiedza grecką Kretę, a gdy ma wolną chwilę baraszkuje w łóżku. Pewnego razu podczas zbliżenia, mężczyźnie wydaje się, że jego partnerka jest kimś innym. Pierwsze opowiadanie w poprzednim tomie było świetne. Tym razem, otwarcie jest mocno średnie. Bohaterowie snują się po wyspie, a nuda wkrada się do umysłu czytelnika. Zakończenie nie jest zaskakujące, a całość wydaje się niedopracowana i mało ciekawa.

Trochę lepiej wypada kolejny tekst. „Wszystkie domy zniknęły, zalało je morze” pióra Caitlín R. Kiernan, to historia pewnego grupowego samobójstwa. Ocean kryje przed ludźmi różne tajemnice, a na jedną z nich trafił pewien badacz. Co, to ma wspólnego z pewną sektą? Dowiecie się sięgając po tę pozycję, ale krótko mówiąc, szału nie ma. To już drugi tekst, który tutaj zawodzi. Tematyka jest niezwykle intrygująca, ale niestety autorce nie udało się mnie zaciekawić. Całość wydaje się nijaka i jakaś nieskładna.

Na szczęście trzeci tekst, za którym stoi David Morrell jest wreszcie czymś godnym uwagi. „One” to tragiczna historia rodziny amerykańskich pionierów, która musi stawić czoła nie tylko niesprzyjającym warunkom życia, ale także dzikim zwierzętom, które po przetrwaniu pożaru, zmuszone są szukać pożywienia w zagrodzie bohaterów. Giną owce, kury aż w końcu dochodzi do napaści na człowieka. Opowiadanie jest świetnie napisane. Bohaterowie są sympatyczni, a ich los nie był mi obojętny. Całość utrzymana jest w odpowiednim, niespiesznym tempie i autentycznie zaciekawia.

Całkiem interesujący jest także „Mechaniczny horror”. F. Gwynplaine MacIntyre bierze na warsztat postać Poego i jego esej „Szachista Maelzla”. Mistrzowska gra w szachy nie jest łatwa, a gdy z ludźmi wygrywa maszyna, to mamy sensację. Dziennikarz, którym jest sam Poe, demaskuje jednak całą sztuczkę, ale to, co kryje się za oszustwem zaskoczy jego samego. Dziewiętnastowieczna atmosfera zawsze buduje fajny klimat, ale niestety w opowiadaniu zdecydowanie brakuje grozy. Jest za to tajemnica, więc jeśli ktoś lubi retro kryminały, to „Mechaniczny horror” może przypaść mu do gustu. Mi się nawet podobał.

„Szafki” Richarda Christiana Mathesona to króciutka opowieść o tym, że czasem osoby, które wydają nam się dobrze znane, okazuję się mieć mroczne sekrety. Mąż bohaterki zbija w piwnicy szafki. Przynajmniej tak jej powiedział. Pewnego dnia, kobieta jednak przekona się, że to, co jej małżonek tam robi, ze stolarką nie ma nic wspólnego. Makabryczne, krótkie, bez ogródek i ciekawie napisane. Dobry tekst.

Następnie Geoff Ryman zapozna czytelnika z „Piękną córką Pol Pota”. Jest to jednocześnie chyba najlepsze opowiadanie w cały zbiorze. Córka byłego dyktatora, zakochuje się w pewnym sprzedawcy telefonów z centrum handlowego. Kobiecie nie brakuje pieniędzy, ale dręczą ją tajemnicze telefony. Okazuje się, że to duchy zamordowanych przez jej ojca, chcą by ktoś odprawił ich dusze na drugą stronę. Klasyczne opowiadanie o duchach, mocno osadzone w Kambodżańskiej kulturze. Jest romans, są nawiedzone telefony, drukarki drukujące zdjęcia nieznanych osób i ludowe rytuały. Wszystko dobrze napisane z odpowiednią dawką tajemnicy i grozy.

Glen Hirshberg w „Uśmiechu diabła”, przedstawi tragiczne wydarzenia, jakie miały miejsce pewnej nocy na morzu, niedaleko lądu. Sztorm nie pozwoli marynarzom przybić do brzegu, a ekipie ratowniczej dopłynąć do będącej w tarapatach jednostki. Ale czy za całą tragedię odpowiedzialny jest tylko kaprys natury? Tajemnicze opowiadanie, z niezłym klimatem i fabułą, której mimo wszystko czegoś brakuje. Całość pozostawia pewien niedosyt.

Tom drugi „Wielkiej księgi horroru” kończy „Człowiek, który wysiadł z Pociągu Duchów” autorstwa Kima Newmana. Tekst, któremu bliżej do obszernej noweli niż opowiadania. Szkocka Smuga to legendarny pociąg. Wiekowy skład, z którym wiążą się liczne legendy, a którego przypadkiem zajmie się Klub Diogenesa, tajemnicza organizacja zrzeszająca ludzi o paranormalnych zdolnościach. Czy dadzą radę pokonać zło, które czai się w legendarnym pociągu duchów? Obszerny tekst o nawiedzeniu, który choć interesujący, ma swoje wady. Mimo wszystko warto dać mu szansę, bo to niezła lektura, z interesującymi postaciami oraz odpowiednią dawką akcji i sensacji.

To wszystko, co ma do zaprezentowania „Wielka księga horroru. Tom drugi”. Opowiadań jest dużo mniej niż w pierwszej części, ale ich poziom wydaje się równie rozchwiany. Zaczyna się słabo, ale na szczęście wraz z kolejnymi tekstami, jakość przedstawionych historii rośnie. Do książki można mieć właściwie takie same zastrzeżenia, co do jej poprzedniczki. Poczucie niedosytu i mocno różny poziom poszczególnych opowiadań to najważniejsze z nich. Po lekturze mam mieszane uczucia. Całość wydaje się być średnia, ale jednak dwa, trzy teksty warto byłoby poznać. A co z resztą? Jak już się wyda kasę na książkę to i pozostałe wypada przeczytać, choć radość z ich lektury nie będzie największa.

underluk

GORE

4

STRACH

5

OCENA

5