Krew Zapomnianych Bogów

Tytuł oryginalny: Krew Zapomnianych Bogów

Autor: Sylwia Błach, Marcin Piotrowski, Karolina Kaczkowska, Tomasz Czarny, Krzysztof Haczyński, Dagmara Ad

Wydawca: Horror Masakra

Rok powstania: 2016

Słowiańska mitologia jest tak szeroka, że stanowi przepastną studnię inspiracji dla wszelkich maści strasznych opowieści. I choć może się wydawać niewykorzystana, a nawet nieco dziś zapomniana to wystarczy zdać sobie sprawę, że to w niej leży źródło takich banalnych wampirów na przykład, by szybko zdać sobie sprawę, że współcześnie jest żywsza niż kiedykolwiek wcześniej. Duże zainteresowanie rodzimowierstwem, wszelkie ruchy rekonstruktorskie, czy sukces “Wiedźmina” (bardziej tego od CD Projekt Red niż spod ręki Sapkowskiego) sprawiają, że antologia “Krew zapominanych bogów” trafia na podatny grunt i wydaje się skazana na sukces. Sprawdźmy czy obroni się także zawartością.

Na początek Dagmara Adwentowska przedstawi nam “Niezwykłą kobietę”. Odnajdzie ją pewien archeolog amator, ale to odkrycie nie przyniesie mu nic dobrego. Długowieczna istota ma tylko jeden cel. Władzę. Następnie Tomasz Czarny “Angelus” zabierze nas w świat niepohamowanych żądzy spod znaku seksu i narkotyków, ale bez rock and rolla. Skończy się sami już pewnie wiecie jak. “Babie lato” Piotra Borlika, to historia pewnej wioski, którą pewnego dnia spowija tytułowe zjawisko. I tylko jedna osoba widzi tego objawy. Gdyby podczas lektury zrobiło się Wam za gorąco, to Piotr Ferens swoim “Powrotem Pradawnych” ochłodzi nieco klimat. Pewne miasteczko zostaje otoczone lodowym murem nie do przebycia, a w jego mieszkańcy losowo zamarzają na śmierć lub doznają tajemniczych odmrożeń. We wrześniu. Jeśli natomiast łakniecie krwi i bitew to Maciej Szymczak prezentuje “Krew dla bogów”. Wikingowie kontra Słowianie. Topór kontra miecz. Ludzie kontra… nieludzie. Bitwa jest też wstępem do “Pośród drzew” Sylwii Błach. Pewien dezerter ucieka z pola walki, gdzie jego kompani masowo giną od broni, której położenie ciężko jest nawet określić. Przedarłszy się przez las trafia do samotnej chaty, której mieszkaniec ratuje mu życie i straszy południcami. Delikatny wariat, czy może ma coś do ukrycia? Dalej Sandra Gatt Osińska przedstawia “Rybie oko”, historię pewnego mężczyzny, który wybiera się na ryby. Akwen kryje jednak nie tylko płotki. “Upiór” Krzysztofa Haczyńskiego to powrót w dawne dzieje i walka miedzy dwoma plemionami. Tytułowego upiora nie mogło tam zabraknąć. Z kolei nieco mniej odległa przeszłość to “Urat 1974” Patryka Hirsekorna, który przedstawi nam historię pewnego odkrycia pod krzyżem. Tylko, czy warto odkopywać coś, co od dawna było zakopane? Piotr Borowiec przedstawi nam pewnego adwokata, któremu w “Ludziach których zabrakło” przypadnie bronić dzieciobójczyni. Wkrótce jego punkt widzenia na niektóre rzeczy, ulegnie istotnej zmianie. Flora Woźnica przedstawia “Powiew Wolności”, historię pewnej bogatej rodziny, której pieniądze nie pomogą gdy spadnie na nich choroba. Dla śmierci wszyscy są równi. Nawet “Maluszek”, o którym opowie Karolina Mangusta Kaczkowska. Chociaż ten akurat śmierci się wymknie i to więcej niż raz. Tak jakby przeżycie aborcji byłoby za słabym wyczynem. Krwawo jest też w “Wannie pełnej krwi” Marcina Piotrowskiego, choć zapomnijcie o brutalności. Za to młodość nie jedna osoba chciałaby zatrzymać na dłużej. Piotr Ferens przekonuje, że “Licho nigdy nie śpi”, a jak zrobicie coś złego to przyjdzie po to co mu się należy. Jak do bohatera tego opowiadania. Całość podobnie jak rozpoczyna tak i kończy Dagmara Adwentowska. Jej “Grad na was i burze” to całkiem niezły i chyba najoryginalniejszy tekst w całym zbiorze. Choć na pewno nie mój ulubiony.

Jak widać przekrój pomysłów jest spory i twórcy dość szeroko sięgali po motywy ze słowiańskiej mitologii. Owszem, niektóre z nich powtarzają się w kilku tekstach, ale na szczęście nie jest tak, że mamy tutaj wrażenie kopiowania pomysłów. Raczej podobnych inspiracji, co przekłada się na poczucie, że te niepowiązane ze sobą teksty, stanowią spójną całość . Szczególnie, że te powtarzające się (rzadko) motywy, najczęściej przewijają się tylko w tle.

Większość tekstów prezentuje zadowalający poziom i ciężko jest mi tutaj któreś szczególnie wyróżnić. W pamięci na pewno pozostanie mi “Babie lato” bo podczas lektury przed oczyma stawała mi okładka polskiego wydania “Sukkuba” Edwarda Lee. “Powrót pradawnych” natomiast przywodził mi na myśl “Demona zimna” Grahama Mastertona. Ale nie na zasadzie, że Piotr Ferens podszywał się tutaj pod kogoś. Po prostu obie historie mają podobny pomysł na straszenie. I nie jest to wadą. “Niezwykła kobieta” także daje radę i świetnie sprawdza się na otwarciu. “Urat 1974” to kolejny tekst, który przypadł mi do gustu. Urzekł mnie atmosferą, którą udało się autorowi wykreować. Również “Ludzie których zabrakło” to historia, która zostanie ze mną na dłużej. Dobrze nakreśleni bohaterowie i interesująca fabuła to zalety tego opowiadania.

A co nie wyszło? “Powiew wolności” to moim zdaniem najsłabszy tekst w tym zbiorze i chyba jedyny, z którego bym zrezygnował. Okropni bohaterowie to jego największa wada, ale i fabuła z nóg nie zwala.

Pozostałe teksty mają swój urok i na pewno znajdą swoich zwolenników, ale nie urzekły mnie tak jak te przytoczone powyżej. Niczym też nie zraziły, choć kilka zastosowanych w nich rozwiązań mogło mi się nie podobać. Nie zmienia to faktu, że czyta się je nieźle i z przyjemnością. Chociaż generalnie bardziej podobały mi się historie osadzone współcześnie lub te dziejące się w niedalekiej przeszłości, niż opowieści z pradziejów, kiedy to, że tak napiszę, przedstawione demony chodziły po ziemi. Nie umiem nawet powiedzieć dlaczego. Po prostu czytając tych kilka tekstów, których autorzy postanowili osadzić akcję za czasów Słowian, czułem jakiś taki dyskomfort, który ciężko mi nawet sklasyfikować.

W każdym razie “Krew zapomnianych bogów” uważam za antologię jak najbardziej udaną. Bywa krwawo, bywa mrocznie, a gdy trzeba bywa także intrygująco. Każdy na pewno znajdzie tutaj coś dla siebie, a dodatkowym plusem jest jej wydanie. I choć najczęściej w przypadku pozycji wydawanych przez Horror Masakrę, wytykałem im techniczne niedoróbki, tak tym razem nie mam się do czego przyczepić. Twarda oprawa prezentuje się znakomicie. Grafiki są ostre, a papier dobrej jakości. Zmieniłbym może font tytułów i kilka razy wpadła gdzieś o jedna spacja za dużo, ale to tylko pierdoły, na które nie warto psioczyć. Najważniejsze, że jest to po prostu dobra robota.

underluk

GORE

5

STRACH

6

OCENA

7+