Egzorcysta

Tytuł oryginalny: The Exorcist: 40th Anniversary Edition

Autor: William Peter Blatty

Wydawca: Vesper 2017

Rok powstania: 1971

Egzorcyzmy fascynowały i fascynują ludzi od zawsze. Chyba w każdej religii i w każdej kulturze mamy relacje o opętaniach przez złe moce, duchy czy demony i sposobach na ich wypędzenie. Nie tylko z ludzi, ale także z miejsc czy z przedmiotów. Nic więc dziwnego, że stały się także całkiem popularnym motywem w horrorze. A “Egzorcysta” Williama Petera Blatty’ego jest jednym z bardziej znanych dzieł tego podgatunku popularnej grozy, choć swoją sławę może poniekąd zawdzięczać głośnej swego czasu ekranizacji. Niemniej w tej recenzji zajmę się literackim pierwowzorem.


Fabuła książki opowiada o samotnej matce i jej córce, która zaczyna przejawiać niepokojące objawy. O ile niektóre można jeszcze zbagatelizować, tak wraz z mijającym czasem obserwacje dziecka budzą w rodzicielce coraz większy niepokój. W końcu kobieta postanawia szukać pomocy u lekarzy, ale ci nie bardzo potrafią znaleźć przyczynę przypadłości dręczących jej córkę. W końcu, choć niewierząca, prosi o pomoc księdza.


Zarys fabuły z lekkimi modyfikacjami, pasowałby do dziewięćdziesięciu procent historii o tej tematyce. Dlaczego więc ktoś miałby sięgać po “Egzorcystę”? Choćby dlatego, że ustanowił pewien kanon i do dziś czyta się go doskonale. Lepiej niż te dziewięćdziesiąt procent historii inspirujących się nim.


Ja po lekturze jestem zachwycony. Niby znałem tą historię. W końcu popkultura zdążyła już ją  przemielić na wszystkie możliwe sposoby. Ale co z tego, skoro pierwszy rozdział mnie zaciekawił, drugi wciągnął, a kolejny pochłonął. Idealnie dobrane tempo akcji nęci. Świetnie stopniowane napięcie intryguje. Ale to galeria postaci sprawiła, że wpadłem w tę opowieść po same uszy. I choć sama Chris, czyli matka Regan, jest stosunkowo standardowa, a jej opętanej córki tak na dobrą sprawę dużo tutaj nie ma, bo częściej przemawiają przez nią demony, to nawet te postacie potrafią być przekonujące. Ale najbardziej podobała mi się sylwetka ojca Karrasa oraz detektywa Kindermana. Szczególnie ten drugi nakreślony jest fantastycznie, a chemia jaka pojawia się między nim, a niepewnym swej wiary duchownym, potrafi zachwycić. Nie można także zapomnieć o postaciach drugoplanowych, która również są charakterystyczne i choć może nie tak spektakularne to jednak trudno odmówić im charakterności.


A co z fabułą? Ta daje radę, ale jak już wspomniałem, ciężko jest jej nie znać w tej czy innej formie. Po kilkudziesięciu filmach, książkach, komiksach i innych formach opowieści o opętaniu, może wydać się nawet wtórna, ale trzeba tu pamiętać o chronologii. “Egzorcysta” ma dziś prawie pięćdziesiąt lat na karku i to on stworzył podwaliny pod wiele późniejszych historii. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że nawet dziś czyta się doskonale i równie dobrze mógłby rozgrywać się współcześnie. Ta książka nie postarzała się ani odrobinę, a ta opowieść cały czas ma w sobie ogromną siłę oddziaływania.


Dlatego warto, a nawet trzeba po nią sięgnąć. Ja wcześniej nie miałem okazji jej przeczytać, ale po nadrobieniu tej zaległości, recenzowana pozycja natychmiast wskoczyła do grona moich ulubionych książek i wiem, że wrócę do niej jeszcze nie raz. I Wam polecam po nią sięgnąć. To doskonała literatura o wciągającej fabule i pełna bardzo dobrych postaci. Na pewno warta uwagi.

underluk

GORE

4

STRACH

5

OCENA

10