Populacja zero

Tytuł oryginalny: Population Zero

Autor: Wrath James White

Wydawca: Dom Horroru 2017

Rok powstania: 2009

Populacja zero” to o ile wiem, pierwsza książka Wratha Jamesa White’a jaka ukazała się na polskim rynku. Wydania tej pozycji dopuściło się wydawnictwo Dom Horroru, które od początku roku karmi nas mocną dawką grozy i niezłej ekstremy, a patrząc na ich zapowiedzi, to dopiero początek. Jednak zostawmy to, co przyniesie przyszłość i wróćmy do spraw bieżących takich jak recenzowany tytuł i zagrożenia dla naszej planety. Co grozi Ziemi? Przede wszystkim rozmnażająca się bez opamiętania ludzkość.


Co można z tym problemem zrobić? Todd ma pewien pomysł. Bohaterowi mocno leży na sercu los naszej planety. Sam jest wegetarianinem, który jeździ rowerem i unika samochodów do tego stopnia, że nawet proekologiczny Prius jest w stanie rozwalić jego związek. Jest także stałym czytelnikiem forum Populacja Zero, na którym sam niewiele się udziela, ale chłonie prowadzone tam dyskusje jak gąbka szczególnie, że pisze tam jego ekologiczny guru. Todd pracuje w ośrodku pomocy społecznej i decyduje o tym kto dostanie zasiłek, a kto nie. Dzień w dzień spotyka kobiety w ciąży, z których wiele jego zdaniem, nie powinna się rozmnażać. Nie powinna mieć nawet takiego prawa. Ale co on może zrobić? Może co najwyżej namówić kogoś do aborcji albo wykonania wazektomii.


I od tego wszystko się zaczyna. Raz się uda, a jak ktoś się nie zgodzi to Todd sam dokona operacji. Niby taki cherlawy wegetarianin, a gdy trzeba to i byłego koszykarza potrafi zniewolić i podwiązać mu nasieniowody. Wszystko w imię dobra planety i przeciwdziałaniu rosnącemu zagrożeniu przeludnienia.


No właśnie. Bohater działa dość szybko i często bez większego pomyślunku, co trochę irytuje bo czytając o tym, co wpadło mu do głowy od razu rzucały mi się na myśl problemy, o jakich on sam nie pomyślał. Pomyśli o nich później, ale sprawia to, że pojawia się pewien niesmak. Szczególnie, że są to często rzeczy podstawowe. Nie zmienia to faktu, że z każdą kolejną akcją robi się coraz krwawiej i brutalniej, a Todd staje się coraz większą i coraz bardziej bezduszną maszyną do zabijania płodów. I nie tylko zresztą. Wszystko dzieje się bardzo szybko i nie bardzo jest tu gdzie złapać oddech, a zwichrowana ekologia to tylko powód do coraz większych masakr. Czy to źle? Niekoniecznie. Taką autor przyjął konwencję i czytelnik sięgający po ten tytuł powinien mieć tego świadomość. Tu nie ma miejsca na głębię i jakieś przemyślenia. Ochrona środowiska jest tylko pretekstem by pchnąć bohatera w wir makabry. I albo się to kupuje, albo nie. Jeśli jednak ktoś sięgnie po “Populację zero” to mam nadzieję, że świadomie bo widoki są mocne. Zdecydowanie nie polecam kobietom w ciąży.


Jak już wspomniałem, akcja mknie do przodu niczym huragan, a krótkie rozdziały wywołują syndrom jeszcze jeden i kończę, przez co łatwo się ocknąć na ostatniej stronie. O ile oczywiście wcześniej nie pokona czytelnika kolejny opis mniej lub bardziej krwawej aborcji. Do tego dochodzi błyskawicznie rozegrane i w sumie nie tak do końca przewidywalne zakończenie.


Populacja zero” to moim zdaniem godna uwagi lektura. Nie ma tu drugiego dna, a całość jest dość prosta i krwawa, ale i taka literatura ma swoich sympatyków. No i jeśli szukacie książki przy okazji której po przewróceniu ostatniej strony zadacie sobie pytanie, co ja właśnie przeczytałem?, to dobrze trafiliście. Dom Horroru dostarczył nam kolejną pozycję, którą warto się zainteresować.


 

underluk

GORE

8

STRACH

3

OCENA

7