Wschód złego księżyca

Tytuł oryginalny: Bad Moon Rising

Autor: Jonathan Maberry

Wydawca: Amber 2009

Rok powstania: 2008

Każdy tom tej historii jest coraz grubszy. Strach pomyśleć co by było, gdyby to nie była trylogia. W każdym razie “Wschód złego księżyca” to finał wydarzeń w Pine Deep, które zapoczątkowane zostały “Bluesem duchów” i kontynuowane były w “Song umarłych”. Czerwona fala puka do bram.


Tym razem dzieje się zdecydowanie więcej niż w powolnym drugim tomie. Napięcie rośnie, a wydarzenia nabierają tempa, aż do dnia, gdy miasteczko zalewa czerwona fala, która wzbierała nad nim od dłuższego czasu. Znani nam wcześniej bohaterowie muszą stanąć do walki z zagrożeniem, które przerośnie ich domniemania. Domysły o wampirach stają się rzeczywistością, stare zło odradza się na bagnach, a turyści szukający zabawy w najbardziej nawiedzonym miasteczku Stanów Zjednoczonych, koszeni są ja źdźbła trawy pod ostrzem kosiarki. Podobnie jak wampiry. Będzie krwawo i intensywnie.


No właśnie. O ile w dwóch pierwszych tomach mieliśmy atmosferę sennego amerykańskiego miasteczka, a fabuła rozwijała się niespiesznie, co kreowało całkiem specyficzną dla tej opowieści atmosferę, tak tutaj jest z tym trochę inaczej. Owszem, ogólny klimat pozostaje ten sam, szczególnie na początku, ale gdy już dochodzi do otwartej walki z nieprzebraną falą wampirów, robi się z tego trochę takie Rambo. Jeśli wiecie, o co mi chodzi. Garstka bohaterów staje naprzeciwko setkom wampirów, uzbrojona w broń palną i amunicję wzbogaconą olejem czosnkowym (nie zapominajmy jeszcze o samurajskich mieczach) i sieje zniszczenie niczym wspomniany bohater kina akcji. I albo się to kupuje, albo nie. Jeśli przymkniemy na ten fakt oko, czyta się dobrze. Dzieje się dużo i to cały czas ci sami bohaterowie, którzy zdobyli sobie moją sympatię w poprzednich książkach. Jeśli natomiast takie rozwiązanie akcji komuś nie podejdzie, to chyba nie przebrnie. Niestety.


Czy warto  natomiast sięgać po “Wschód złego księżyca” nie czytając dwóch poprzednich tomów? Autor twierdzi, że tak. Na początku szybko streszcza wydarzenia z tamtych książek i przechodzi do opowiadania tej historii dalej. Pozwolę sobie jednak się z nim nie zgodzić. Jasne, da się to czytać w ten sposób, ale wydaje mi się, że cały czas czytelnik będzie miał świadomość pewnych braków i luk w fabule, które będą mu doskwierały. Bez znajomości “Bluesa duchów” i “Songu umarłych” będzie to doświadczenie niepełne, że się tak wyrażę. Dlatego nie zalecam takiego podejścia.


Wschód złego księżyca” czytało mi się bardzo dobrze, bo autor nieźle opowiada swoją historię, a ta sama w sobie jest ciekawa. Nie do końca podoba mi się wspomniana akcja w stylu Rambo, ale jestem w stanie ją przełknąć i  mimo to cieszyć się snutą opowieścią. Warto zaznaczyć, że choć jest to zakończenie trylogii, to finał pozostawia sporo miejsca na kontynuację. Nie wszystkie wątki zostają zamknięte i jeśli autor chciałby coś jeszcze dodać, to drogę ma otwartą, a punktów zaczepienie co najmniej kilka. Ja w każdym razie cieszę się, że dane było  mi odwiedzić Pine Deep i poznać tę opowieść.

underluk

GORE

5

STRACH

5

OCENA

8