Coś na progu #3

Numer: #3

Coś na progu” podoba mi się coraz bardziej. Po pierwszym niezłym, ale moim zdaniem nieco chaotycznym numerze, przyszedł czas na lepszą, drugą odsłonę. Teraz, gdy mam za sobą lekturę trzeciego wydania, mogę powiedzieć, że jest coraz lepiej. Choć tym razem nieco odmiennie, bo najnowszy numer jest wydaniem specjalnym.

Jego specjalność polega na tym, że poza wstępem, dwoma artykułami i komiksem, wnętrze magazynu wypełniają opowiadania. Zacznijmy jednak od końca. Historia obrazkowa jest niezła. Krótka, opowiedziana wprost fabuła i narysowana niezłą kreską, wyróżnia się klasycznym wręcz klimatem grozy. Pierwszy ze wspomnianych artykułów przedstawia Weird Fiction, jako gatunek i jego rozwój na przestrzeni lat. Jest to świetny wstęp do tego, co czeka czytelnika dalej. Drugi jest tak naprawdę tłumaczeniem wywiadu z Arturem Conan Doyl’em. Coś dla miłośników jego twórczości.

Opowiadania podzielone są na cztery kategorie. Zaczynamy od horroru. Na dzień dobry mamy historię pewnego szlaku, na którym giną podróżni, a inni słyszą przeraźliwe krzyki umierających. „Czaszki wśród gwiazd” autorstwa Roberta E. Howarda, to zagadka nawiedzonego miejsca, której czoła stawi Salomon Kane. Idealne danie na rozgrzewkę. Następna jest klasyka gatunku pod postacią Brama Stokera i tekstu pt. „Gość Draculi”. Choć sam hrabia jest tutaj tylko wspomniany, wampirycznego klimatu nie brakuje, a nastrojowy cmentarz w horrorze zawsze jest miło widziany. Tę część zamyka „Gwiazda McIlvane’a” pióra Augusta Derletha. W tym przypadku, akurat mam mieszane uczucia, bo choć grozy tutaj nie brakuje, to wydaje mi się, że sama historia bardziej pasuje do science-fiction niż horroru. Niemniej fabuła jest w porządku i odkrycie pewnego astronoma amatora może umilić czas w podróży.

Dalej mamy dwie opowieści niesamowite. Pierwszą jest „Maszyna dezintegrująca”, w której Artur Conan Doyle przedstawi nam przygodę profesora Chellengera, którego rywal skonstruował maszynę potrafiącą dezintegrować przedmioty i sprawiać by powróciły niezmienione. Przy okazji główny bohater być może uratuje świat, ale o tym już przekonacie się sami. Drugim opowiadaniem jest postapokaliptyczny „Zielony księżyc” Fritza Leibera. Jest to smutna historia życia w świecie znoszonym wojną atomową, w którym podmuch wiatru jest tylko wspomnieniem.

Następnie docieramy do science fiction, gdzie Frank Herbert przedstawi nam „Brakujące ogniwo”. Istoty na planecie, którą odwiedzimy trochę się przeliczą w ocenie sytuacji, co nie przyniesie im nic dobrego. Dalej Robert Sheckley przedstawi nam „Koszt życia” w przyszłości. Pęd za technologią i chęcią posiadania najnowszych wynalazków jest tak silny, że ludzie są w stanie zadłużyć się na całe życie. Zresztą nie tylko swoje. No, ale wygoda to wygoda.

Na koniec pozostał kryminał. Zagadkę tajemniczego podpalenia rozwiąże bohater Samuela Dashiella Hammetta w opowiadaniu „Podpalenie oraz…”. Jak nie trudno się domyśleć, sam ogień to nie wszystko. Na zakończenie czeka sprawa tajemniczej i nieuchwytnej łodzi oraz być może związane z nią zaginięcie miejscowej księżniczki. Na szczęście sprawą zajmą się Nat Pinkerton i Sherlock Holmes. Taki duet na pewno rozwiąże zagadkę, a całość wydarzeń opowie Paweł Orłowiec.

Generalnie trzeci numer „Coś na progu” jest idealny dla miłośników opowiadań i jak zapowiadają autorzy, taka uczta czeka czytelników raz w roku. Teksty są zróżnicowane, więc każdy znajdzie coś dla siebie, a ich poziom nie pozostawia dużo do życzenia. Bardzo dobrze, że sięgnięto po klasykę, bo te opowiadania mają swój niepowtarzalny klimat, który z czasem nabiera tylko smaku. Tak szeroka tematyka sprawia, że nie wszystkie fabuły przypadną wam do gustu, ale nie zmienia to faktu, że wszystkie warto przeczytać. Szczególnie, że cena jest niewygórowana. Klasyki zawsze warto spróbować, a ten numer jest na to idealną okazją.

underluk