Coś na progu #4

Numer: #4

Czwarty numer „Coś na progu” udowadnia, że magazyn cały czas się rozrasta, a jego poziom jest coraz wyższy. Tym razem dostajemy aż 112 stron pełnych ciekawych tekstów. I aż szkoda, że mimo takiej objętości, horroru jest jakby mniej niż w poprzednich wydaniach. Ale po kolei.

Tematem numeru są tym razem herosi i heroiny. Choć superbohaterowie w polskiej podkulturze nie są darzeni takim uwielbieniem jak jest to np. w Stanach Zjednoczonych, warto kilku z nich poznać. Szczególnie, że autorzy tekstów przedstawili postaci nieco mniej znane niż Batman, czy inny Superman. I tak na pierwszy ogień idzie znany z serii horrorów Sama Raimiego - Ashley J. Williams, znany bardziej jako Ash. Dalej czeka ponętna Barbarella, a zaraz za nią czai się niesamowity i wyrwany zupełnie z innej opowieści „The Maxx”. I choć bizarro fiction nie jest gatunkiem, za którym bym przepadał, to tekst Radosława Pisula sprawił, że z chęcią poznałbym bliżej perypetie tego ostatniego. Kapitan Kirk, to już postać z uniwersum Star Treka, której życiorys okazuje się niezwykle interesującą lekturą. Jeżeli macie już dość męskiego pierwiastka, to materiał poświęcony animacji „Heavy Metal” w ujęciu ewolucji żeńskiej heroiny, na pewno przypadnie wam do gustu. Odetchnijcie, bo następny jest sędzia Dredd, czyli prawo w czystej postaci. Zaraz za nim mroczne tajemnice tropi Dylan Dog, po którym będziemy mieli jeszcze okazję poznać kolejną heroinę, którą jest Fantomah. Sami przyznacie, że galeria postaci okazuje się całkiem interesująca.

Gdy temat numeru mamy już za sobą, należy przejść do kolejnego punktu „Cosia”, czyli opowiadań. Na początek coś dla fanów uniwersum „Kruka”, którzy na pewno znajdą coś dla siebie w „Dwoje w ogniu”, pióra Ramsey’a Campella. Następnie czytelnikowi przyjcie skonfrontować się z „Sektą idioty”, a arbitrem będzie Thomas Ligotti, którego zresztą dalej przyjdzie poznać nam nieco bliżej. A to dzięki wywiadowi z tym właśnie autorem. Warto także przeczytać „Krople lodu” Jacka Skowrońskiego i Kasi Szewczyk. Wszystkie opowiadania są interesujące i godne czasu, jaki trzeba im poświęcić. Na deser pozostaje jeszcze odrobina poezji.

Wreszcie docieramy do strefy kryminału, która na dzień dobry zapozna nas z Pinkertonem i jego agencją. Fanom kina przybliżony zostanie gatunek heist-movies wraz z obrazami, po które warto sięgnąć. Następnie poznamy Aleksandrę Marininę uznawaną za królową rosyjskiego kryminału oraz poznamy losy „Damy z gronostajem”, obrazu Leonarda da Vinci, którego historia kryje zaskakująco wiele tajemnic. Kurt Wallander to z kolei detektyw, którego życie nie oszczędzało. Może, dlatego trafił do cyklu książek, a jego przygody doczekały się wielu ekranizacji. Czytelnicy recenzowanego magazynu, na pewno kojarzą medyków sądowych. Tym razem grupa ekspertów opowiada o kościach, i ich roli w śledztwie. Jak widać, fani detektywistycznych opowieści nie mają na co narzekać.

Ale to nie wszystko, co czeka na łamach czwartego numeru „Coś na progu”. Wired West to wybuchowa mieszanka westernu, steampunku, fantastyki i horroru. Jak się okazuje jest to gatunek cieszący się sporym powodzeniem w kinie, literaturze, grach jak i komiksach. Warto zapoznać się także z drugą częścią charakterystyki epoki Młodej Polski. Fantastyka była w niej zaskakująco silnie reprezentowana. Aż szkoda, że w szkole ten temat jest pomijany. Jeżeli przy lekturze lubicie posłuchać muzyki, a do tego groza jako gatunek nie jest wam obojętna, to może i horror punk przypadnie wam do gustu. Charakterystyka gatunku zaczyna od zupełnej klasyki w postaci Misfits i przez kolejne zespoły dociera do współczesnych wykonawców. Warto posłuchać, a nuż komuś się spodoba i taka osoba uzna, że warto taki podkład wykorzystać przy sesji z grą planszową. Np. taką jak „Duchy”, której recenzja może czytelnika zachęcić do jej wypróbowania. W felietonach Michael Moorcock przybliży nam losy niesamowitych historii, Bartosz Czartoryski powspomina lata dziewięćdziesiąte, a Marcin Wroński poopowiada o ciężkim losie superbohatera.

Nie zabrakło także komiksu. Kolejna historia z Midnight City nie zawodzi i po raz kolejny zachwyca dobrą kreską oraz niezłym scenariuszem. Poza tym krótka historia z Blerem w roli głównej, może zachęci kogoś do sięgnięcia po pełny album.

Jak widać kolejny numer „Coś na progu” potwierdza dobrą formę twórców i tendencję wzrostową samego magazynu. Jako fan horroru ubolewam trochę, że grozie poświecono tym razem tak mało miejsca, ale i tak nie jest źle. Zresztą ten brak wynagradzają inne materiały, które nie tylko są interesujące i wciągające, ale udowadniają także, że ich autorzy nie idą na łatwiznę i cały czas wypatrują ciekawych tematów. Oby kolejny numer był równie dobry.

underluk