Coś na progu #6

Numer: #6

Po potworach przyszedł czas na postapokalipsę. To ona jest tematem numeru szóstej odsłony magazynu „Coś na progu”. Nowy numer wypada lepiej niż jego poprzednik, ale fani grozy znajdą tutaj dla siebie nieco mniej niż poprzednio. Mimo wszystko po lekturze nie powinni czuć się zawiedzenie. Przejdźmy jednak do szczegółów.

Za krótkim wstępniakiem, czeka od razu mocne uderzenie. Uniwersum Metro 2033, choć młode jest już mocno rozbudowane, a poświęcony mu artykuł to niezłe wprowadzenie do życia pod ziemią. Zaraz za nim czeka coś dla fanów horroru. Apokalipsa przez pryzmat zombie. Jeśli ktoś się boi żywych trupów to może koniec świata w stylu japońskich filmów anime bardziej przypadnie mu do gustu. Zakręceni japończycy po raz kolejny udowadniają, że ich punkt widzenia na różne rzeczy jest mocno odmienny. Zaraz za kreskówkami czyha ciekawy tekst o amerykańskiej erze atomu. Czasach, kiedy Stany Zjednoczone zachłysnęły się możliwościami energii jądrowej, tracąc jakby z oczu związane z nią niebezpieczeństwo. Było Metro 2033, musi być i Stalker, zarówno w ujęciu literackim, filmowym jak i growym. Wyprawy do zony to zapewne niezwykłe doświadczenie. Z rzeczy nieco bardziej klasycznych na czytelnika czeka Mad Max. Niby tylko trzy filmy, ale do dziś robią odpowiednie wrażenie. Wrażenie pozostawiają po sobie także Barb Wire i Tank Girl, dwie bohaterki różnych komiksów, które łączy jedno – robienie zamętu w postapokaliptycznym świecie. Skoro był Mad Max to sięgnijmy jeszcze dalej w historię kina. Charlton Heston wykreował przynajmniej cztery wyraziste postaci, które wpasowują się w temat numeru. Do galerii osobowości dorzucił sporo od siebie Grant Morrison w komiksie The Invisibles oraz twórcy stojący za serią Crossed. Szczególnie po tę drugą powinni sięgnąć fani krwawego horroru. Ciekawie czyta się także wywiad z Orsonem Wellesem, dzień po słynnej audycji Wojny Światów, przez którą amerykanie wpadli w panikę. W temat numeru wpisuje się także strefa gier, w której tym razie czytelnik może zapoznać się ze światem Neuroshimy oraz Światem Mroku. Historia serii gier spod znaku Fallouta, także jest nieodłącznym elementem postapokalipsy, więc i dla niej znalazło się tutaj miejsce.

Powyżej wspomniałem o kilku punktach, z którymi fani grozy powinni się zapoznać, ale to jeszcze nie wszystko, co przygotowali dla nich twórcy magazynu. Do gustu za pewne przypadnie im także całkiem spora, choć dopiero pierwsza część artykułu poświecona Zodiakowi. Ale to nie jedyny seryjny morderca, który występuje w szóstym „Cosiu”. Wielu muzyków zainspirowanych takimi postaciami, jak John Wayne Gacy czy Jeffrey Dahmer, nawiązywało do nich w swojej twórczości. Więcej dowiecie się z tekstu Mateusza Wacyra.

Również w opowiadaniach czuć tchnienie grozy. „Wilkołaki” to taki horror w starym dobrym stylu. Natomiast „Spowiedź Króla” wręcz przeciwnie. Egzorcyzmy z wykorzystaniem zdobyczy techniki wyglądają całkiem interesująco. W prozie swoje miejsce znalazł także temat numeru, pod postacią utrzymanego w świecie Neuroshimy „Przekrętu”.

Pozostałe materiały to już świat kryminału. Trochę o rosyjskich detektywach, interesująca historia kradzieży dzieła Moneta z Poznańskiego muzeum, powieści detektywistyczne osadzone w świecie Gwiezdnych Wojen oraz felieton o tym jak napisać dobry kryminał.

Nie zabrakło także tekstów nieco oderwanych od głównych tematów. Mam tutaj na myśli głównie interesujący artykuł o kastratach, ich masowej produkcji i konsekwencjach, jakie niosła ze sobą operacja, słowiańskie spojrzenie na stworzenie i koniec świata oraz krótki przegląd twórczości Davida Bowiego. To ostatnie akurat zrozumiałe, bo wydawnictwo Dobre Historie wypuściło właśnie na rynek biografię tego artysty. Stara się także promować swoją fantastyczną heroinę, znaną pod nazwą Tequila, która w tym numerze jest obecna na czterech kolorowych kartach. Nie mówię, że nie chciałbym poznać dalszych jej losów bohaterki, ale niestety zaprezentowana zajawka zdecydowanie nie porywa. Ale przynajmniej są cycki.

I tak oto w skrócie prezentuje się zawartość szóstego numeru „Coś na progu”. Po lekturze jestem usatysfakcjonowany. Jasne, że wolałbym więcej horroru, ale postapokalipsa to także świetny temat, któremu i groza nie jest obca. Do tego całość jest treściwsza i mniej chaotyczna od tego, co zaprezentowano w piątej odsłonie „Cosia”. No, ale i temat numeru jest mniej obszerny, a za to zdecydowanie ściślejszy. Podobnego poziomu spodziewam się w kolejnym wydaniu, którego motywem przewodnim będzie cyberpunk, ale to pieśń przyszłości. Tymczasem, jeśli nie masz jeszcze szóstego numeru „Coś na progu” to wysupłaj trochę grosza (o złotówkę więcej niż zwykle, bo cena podskoczyła do 9.90) i nie zastanawiaj się długo. Warto.

underluk