Coś na progu #8

Numer: #8

Ósmy numer magazynu „Coś na progu” jest wydaniem specjalnym (drugim już w historii pisma) i skupia się raczej na dostarczeniu czytelnikowi pulpowej pożywki niż artykułów. Tych ostatnich znajdzie się kilka, ale daniem głównym jest umieszczona tutaj, całą powieść pt. „Władca umysłów z Marsa” pióra Edgara Rice’a Burroughsa, będąca szóstą książką marsjańskiego cyklu, z którego wywodzi się postać kapitana Johna Cartera, który w tej historii nie jest głównym bohaterem, choć na chwilę się pojawia.

Poznamy tutaj losy Ulyssesa Paxtona, który na czerwonej planecie trafia pod opiekę zdolnego, choć lekko zwariowanego naukowca. Jest on w stanie żyć wiecznie, ale nie ufa nikomu ze swoich poddanych, a potrzebuje kogoś zaufanego, komu mógłby powierzyć swoje tajemnice i nauczyć go, sztuki przenoszenia umysłów z jednego ciała do drugiego. W końcu mózg w przeciwieństwie do organizmu się nie starzeje. Jednak nasz doktorek wykorzystuje również swoje umiejętności by spełnić zachcianki bogatych mieszkańców planety. I tak przenosząc umysł z ciała starej wiedźmy Xaxy do ciała pięknej młodej kobiety, stawia pierwszy stopień do buntu swojego ucznia. Dalej jest spisek, zebranie charakterystycznej i pełnej oryginałów drużyny, ucieczka… Wszystko, co w pulpowej powieści być powinno.

Poza tym mamy tutaj również przybliżenie całego marsjańskiego cyklu, oraz pozostałej twórczości Barroughsa z Tarzanem na czele. Jest też trochę o ekranizacjach i perypetiach, z jakim musiał zmagać się filmowy John Carter, zanim trafił pod strzechy Disneya. Na końcu znalazł się niezły komiks, łączący z przymrużeniem oka dwa główne uniwersa, jakie zrodziły się głowie autora, któremu poświęcony jest najnowszy numer magazynu.

Ogólnie rzecz biorąc, najjaśniejszym punktem tego numeru jest otwierający całość artykuł i zamykający komiks. Artykuły, które są pomiędzy nie wyczerpują tematu i ślizgają się tylko po jego powierzchni (w szczególności ten o Tarzanie), a wydrukowana tutaj powieść nie porywa. Ma już swoje lata i trochę się zestarzała, choć przy odrobinie samozaparcia da się przez nią przebrnąć, a nawet czerpać z jej lektury nieco zadowolenia.

A co z horrorem? No tego tutaj nie ma wcale tak, więc jeśli kupujecie „Coś na progu” tylko dla grozy, to ósmy numer będzie ogromnym zawodem. Nie znajdziecie tutaj nic dla siebie. Natomiast, jeśli strachy nie są waszym głównym wabikiem, a zainteresował was np. kinowy „John Carter” i chcielibyście poznać nieco bardziej to uniwersum, dobrze trafiliście.

W moim odczuciu ósmy numer jest mocno średni i polecam go tylko wielbicielom Barroughsa oraz prawdziwym fanatykom pulpy. Reszta może sięgnąć, a kto wie może zainteresują się tematem.

underluk