OkoLica Strachu #1

Numer: #1

Papierowych magazynów poświęconych grozie mieliśmy już kilka. Średnio wytrzymują jakieś pięć numerów. Tym razem na rynku ukazał się kwartalnik. “OkoLica Strachu”, bo o niej mowa, to przykład trochę innej filozofii. Sto dziesięć stron, podzielonych mniej więcej po równo na opowiadania i publicystykę (plus poezja i wywiad). Czy to okaże się kluczem do sukcesu? Odpowiedź jest banalna - czas pokaże.

Pierwszy kontakt z “OkoLicą…” jest pozytywny. Objętościowo daje radę. Zeszytowy format jest poręczny. Klimatyczna okładka wydrukowana na porządnym papierze robi dobre wrażenie. Wewnątrz czerń i biel. Każda strona z delikatnym tłem, które w czytaniu w żaden sposób nie przeszkadza, a wizualnie każdą kartę urozmaica. Od czasu do czasu trafi się jakaś grafika lub zdjęcie. Jedno lub dwa źle wyskalowane przez co nieostre, ale generalnie widać, że cała koncepcja jest przemyślana i porządnie zredagowana.

Szata graficzna, w porównaniu z “Czachopismem”, “Lśnieniem” czy “Coś na progu” wypada biednie, ale trudno traktować to jako wadę. Jest to po prostu inna filozofia, skupiająca się na treści bez kolorowych ozdobników. Liczy się mięsko. Coś jak “Horror Masakra” tyle, że tutaj całość jest zredagowana klasę wyżej.

Po krótkim wstępniaku przychodzi czas na opowiadania. To, które Wam się spodobają, to już rzecz gustu. Na pewno ich poziom jest zróżnicowany. Mamy na przykład bardzo dobrze napisane, ale mało odkrywcze “www.cien_nad_cobbsport.com” Krzysztofa Cerana, czy przewrotny, ale mało zaskakujący “Układ” Juliusza Wojciechowicza. Marek Stelar dostarcza “Trzeba kaszleć” tekst, który z jednej strony nieźle się czyta i jest takim typowym horrorem, ale z drugiej strony kilka zastosowanych rozwiązań jest bardzo irytujących. No i mamy najgorszą chyba “Drogę bez nazwy” Wojciecha Gunia, jedyne opowiadanie, które miałem ochotę sobie darować po pierwszej stronie. Mam niestety tak, że jak już coś zacznę czytać, to zagryzam zęby i złorzecząc na swoje słabości brnę do końca. Tutaj się zmęczyłem. Choć w całości dało się wyczuć nawet nie najgorszy pomysł to wykonanie mnie dobijało. Pozostałe historie trzymają odpowiedni poziom, ale wśród nich pozwolę sobie wyróżnić “Dreszcze” Mariusza “Orła” Wojteczka, ze względu na dołujący i depresyjny klimat. I nie jestem nawet pewien czy jest to wyróżnienie pozytywne czy negatywne. Na pewno jednak ta opowieść została mi w pamięci.

Inna kwestia to “Kobiety Błogosławionych” Wojciecha Chmielarza. Historia doskonale napisana, ze świetnymi bohaterami, która zdecydowanie się tutaj wyróżnia. Klimat, poczucie humoru, łatwość czytania to pierwsza liga. Ale jest to część pierwsza. To czego po prostu nienawidzę i za co redaktorzy dostają u mnie minus. “Okolica strachu” to kwartalnik, czyli na ciąg dalszy muszę poczekać trzy miesiące. Ponad dziewięćdziesiąt dni, przez które najpewniej zapomnę to, co już przeczytałem. Rozumiem taki ruch i nie jest to wielka wada, ale i tak Was nienawidzę (redaktorów ma się rozumieć ;)).

Aha, jest jeszcze poezja Norberta Góry. Trzy wiersze, o których tylko wspomnę, że są.

Dalej zaczyna się publicystyka, czyli drugi pełnoprawny filar magazynu. Dla ułatwienia zaliczę sobie do tej części ciekawy wywiad z Krzysztofem Azarewiczem, postacią zdecydowanie interesującą. Jedyna rzecz, która mnie tutaj kłuje w oczy, to moment kiedy Azarewicz tłumaczy iż nie stoi za niczym takim jak “Kalifat O.T.O”. Że jest to w pełni błędna nazwa, a poprawna to Ordo Templi Orientis (O.T.O), by w następnym pytaniu usłyszeć: “Jeśli nazwa Kalifat O.T.O jest oficjalną nazwą…”. Halo, przecież kilka zdań wcześniej było wyraźnie powiedziane, że to nie jest oficjalna nazwa. Jest to tylko mały szczegół, który jednak rzucił mi się w oczy. Dalej mamy… drugi wstępniak. To chyba jedyna rzecz, której bym tutaj nie publikował. Następnie świetny artykuł Filipa Szyszko o tym jak to jest być laborantem sekcyjnym. Kazimierz Kyrcz Jr postraszy trochę koleją, Krzysztof Biliński przybliży powieść okultystyczną, Simon Zack przyrówna uzależnienie od sacial mediów do opętania, Piotr Borowiec wsparty toną źródeł zabierze nas na wycieczkę po okropnościach literackiego Londynu, Magdalena Paluch przedstawi stereotyp pisarza grozy, a na koniec Mariusz “Orzeł” Wojteczek po rozwodzi się nad “Wgilijnymi psami”, Orbitowskim i całym naszym polskim środowiskiem grozy, czyli w skrócie kółkiem wzajemnej adoracji.

Cała publicystyka jest interesująca, w większości świetnie napisana i w sumie jak by było jej z osiemdziesiąt procent objętości magazynu, byłbym za.

To jak wypada ta zapowiadana gdzieniegdzie jako rewolucja na naszym rynku “OkoLica Strachu”? O rewolucji zapomnijcie. W zamian otrzymaliśmy porządny magazyn grozy. Szczególnie podkreślam tę grozę, gdyż po pierwszych zapowiedziach obawiałem się, co zostało mi nawet wytknięte, że słówko kryminał, które pojawia się na okładce zagarnie dla siebie zbyt duże pole. Na szczęście moje obawy okazały się na wyrost, co nie znaczy oczywiście, że w kolejnych numerach sytuacja się nie odwróci. W każdym razie ten pierwszy, o którym trochę się tutaj rozpisałem to kawał dobrej roboty. I pogłaszczę autorów. I poklepie ich po pleckach. A i w czerwcu kupię drugi numer.

underluk