OkoLica Strachu #2

Numer: #2

I jest. Drugi numer magazynu “OkoLica Strachu” trafił do czytelników. Po doskonałym debiucie przyszedł czas potwierdzić dobrą formę, a poprzeczka ostatnio została zawieszona wysoko. Czy jej pułap uda się podnieść? Czas to sprawdzić.

Na pierwszy ogień idzie wstępniak, który jest w porządku choć pobrzmiewają w nim delikatne, feministyczny nuty. Ale to tylko krótka zajawka tego, co nasz czeka, więc nie ma się czym przejmować. Dalej, zgodnie z układem z pierwszego numeru, czekają opowiadania. Te wypadają bardzo dobrze, ale po kolei.

“Pod mostem”. Tadeusz Oszubski. Historia pewnej kobiety, która spotyka bezdomnego przemawiającego głosem jej niedawno zmarłej córki. Początkowy strach, przeradza się z fascynację i chęć wyjaśnienia zagadki, która prowadzi do takiego sobie finału. Dosyć logicznego, ale jednak pozostawiającego spory niedosyt.

“Uczeń”. Agnieszka Kwiatkowska. Osadzona w Stanach Zjednoczonych opowieść, o pewnym nauczycielu i wydarzeniu, którego był świadkiem. Odwiedziny w domu pewnego czarnoskórego chłopca odkryją zaskakującą tajemnicę. Ciekawe opowiadanie, które bardzo dobrze się czyta, choć autorka potrzebowała kilku akapitów by się rozkręcić… albo ja, by się przyzwyczaić do jej stylu. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, tak na siłę, to w pewnym momencie czyjaś postura porównana jest do gracza w rugby, a skoro akcja osadzona jest w USA, to lepszym wyborem byłby football amerykański i pozycja na boisku.

“Kobiety Błogosławionych. część 2”. Wojciech Chmielarz. Druga część opowiadania, które najbardziej mi się podobało w pierwszym numerze “OkoLicy Strachu”. Opowieść nie traci impetu, a kolejne fakty wychodzą na światło dzienne. Czyta się świetnie, a zakończenie nie zawodzi. Ale czy to aby na pewno jest zakończenie?

“Alegoria”. Aleister Crowley. Autor był niezwykłą postacią, wokół której narosło wiele legend, a jego spuścizna owiana jest mgiełką tajemnicy. A jakie jest jego opowiadanie. Krótkie, ale intensywne. Czyta się jednym tchem, a plastyczność opisów momentalnie ożywia wyobraźnie. Albo to zasługa występującego w nim demona.

“Matka”. Marta M. Lasik. Posępna atmosfera, zimne widoki, niespieszna tempo i delikatna nutka grozy wpleciona w obyczajowo kryminalną historię. Mimo wszystko czyta się przyzwoicie, choć brakowało mi jakiegoś motywu, który by mnie przykuł.

“Eksperyment profesora Schaffera”. Michał Jadczak. Lovecraft i wszystko jasne. Wielu mierzyło się z jego legendą i wielu jeszcze nie raz sięgnie do jego mitologii. Jadczakowi sztuka ta się udała. Historia tytułowego eksperymentu napisana jest lekko, ale wciąga od pierwszego akapitu i nie puszcza póki nie dotrzemy do ostatniej kropki. Nic bym tu nie zmienił.

“Ta bólu rasa”. Kazimierz Kyrcz Jr & Michał J. Walczak. Wycieczka będąca nagrodą za wyniki w nauce, skończy się tak jak takie wypady w horrorach kończyć się powinny. Sprawnie napisane opowiadanie, z dość standardowymi bohaterami i zakończeniem, którego można się spodziewać. Dobrze się czyta.

Po opowiadaniach przychodzi czas na pierwszy wywiad. Sebastian Sokołowski rozmawia ze Stefanem Dardą, autorem lubianym i rozpoznawanym na polskim rynku. Jest trochę o początkach jego twórczości, trochę o planach, sporo o Nagrodzie imienia Stefana Grabińskiego i lekki wybieg polityczny, z którym można się zgadzać lub nie. Ja wiem, że kilka jego książek muszę nadrobić, a teraz chcę to zrobić jak najprędzej. W drugim wywiadzie Tomasz Czarny wywołuje do tablicy Guy’a N. Smitha. Brytyjczyk znany jest u nas przede wszystkim z ponad dwudziestu książek, które na początku lat dziewięćdziesiątych wydał pozostający dziś wspomnieniem Phantom Press. Sam wywiad jest raczej standardowy i przy jego lekturze miałem wrażenie, że już go gdzieś czytałem. Ale wynika to zapewne z tych samych początków kariery i chęci ponownego wydawania w Polsce, które przewijają się przy okazji każdej rozmowy ze Smithem. W każdym razie warto przeczytać, bo jest także trochę świeżych informacji, a jeśli nie znacie twórczości tego pana, to zalecam spróbować, a jest z czego wybierać.

W końcu przyszedł czas na publicystykę, która po pozytywnym przyjęciu w pierwszym numerze i wielu ciepłych słowach od czytelników, została poszerzona. Na początek Filip Szyszko przybliży nam to, co czeka nas wszystkich. Bo śmierć przyjdzie po każdego, ale teraz będziesz już wiedział, co będzie działo się w Twoim ciele po ostatnim oddechu i co je czeka przed włożeniem do trumny. Szybko, lekko i pobieżnie, ale kto by tam chciał wnikać w takie tematy. Następnie Sylwia Jankowy, przedstawi czytelnikowi dybuka. Genezę jego mitu, najważniejsze utwory w jakich występuje i ogólną charakterystykę opętania jakiego dokonuje. Autorka dobrze zaczyna i nieźle kończy, ale środkowa część przez nagromadzenie dużej ilości cytatów i tylko zdawkowej analizie, czyta się słabo. Ja w każdy razie bardzo nie lubię takiej formy przedstawienia tematu. Potem Kazimierz Kyrcz Jr przedstawi kilka sprawdzonych sposobów na wypromowanie siebie, a niejako przy okazji także swojej twórczości. Dobry czarny humor zawsze w cenie. Justyna Czupiłka postara się przekonać Was, że street art może mieć w sobie sporą dawkę grozy, terroru, a nawet horroru. Moim zdaniem, trochę nadinterpretuje momentami pewne przykłady, szczególnie nawiązując do tej trzeciej sfery, ale co tam. Wolno jej, a sam tekst jest świetnym wstępem do własnej analizy i daje kilka punktów zaczepienia do własnych poszukiwań. Magdalena Ślęzak porozwodzi się nad feminizmem i uprzedmiotowieniem kobiet do zarania dziejów i w ogóle jak to mężczyźni strasznie boją się płci przeciwnej, a chrześcijaństwo to już brak słów, co ono nawyprawiało. Nom, ale w sumie dobrze się czyta bo i autorka nieźle przelewa swoje myśli na papier, a na dodatek trochę racji ma. Dorota Wasiucionek drąży temat polskiego filmowego horroru z feministycznym zacięciem, sięgając bardzo wybiórczo do przykładów, które potwierdzają jej tezę. Niebezpieczne jest to o tyle, że jeśli ktoś nie zna obrazów, do których autorka nawiązuje, a także tych, które pomija, to może jej uwierzyć. Poza tym uwielbiam, kiedy kobiety analizują męską psychikę przez pryzmat tej kobiecej. Krzysztof “Korsarz” Bliński pisze o… nie wiem czym. Jest już późno. Chyba zbyt późno gdy to czytam, bo mój mały umysł nie ogarnia takiego natłoku informacji, a całość powoduje tylko, że czuję się głupi. Jeśli ciekawi Was sposób wywoływania wstrętu u czytelnika w twórczości Słowackiego to felieton Magdy Nabiałek będzie dobrym adresem. O ile lubicie teksty bijące w uniwersytecką nutę. Czas kończyć ze szkolną analizą tematu, a zbawienny oddech przynosi Mariusz “Orzeł” Wojtczak, który przyzna, że horror jest dziś powtarzalny i mało oryginalny, ale paradoksalnie może to być jego zaletą. Trudno się z nim nie zgodzić. Na koniec swój felietonowy debiut zaliczy Marek Stelar próbując sprzedać wam książki przez seks, albo może seks przez książki… nie ważne. Ważne, że robi to mało przekonująco i ja tego nie kupuję.

Tym razem opowiadania stawiam wyżej niż felietony. Przedstawione historie są zazwyczaj bardzo dobre i właściwie w każdym są elementy, które mogą się podobać. Wywiady zawsze dobrze się czyta, a publicystyka ma swoje gwiazdy, ale trochę mnie zawiodła. Po pierwsze nie wszystkie tematy mnie zainteresowały. Ale w końcu też nie musiały. Po drugie, niektóre z felietonów napisane są z taką mocno, nazwijmy to, uniwersytecką manierą, gdzie ich autorzy wydają się ścigać na ilość trudnych słówek i ciekawych określeń, jakby od tego zależała ocena i mądrość przekazu. Czyta się to tak sobie, a ich sedno momentami całkowicie się rozmywa. Albo ja po prostu za głupi jestem lub za leniwy i nie chce mi się wystarczająco skupiać na czytanej treści. Na szczęście są to tylko wyjątki, które sprawiają, że inne teksty zamieszczone w tym numerze wydają się przez swoją przystępność, jeszcze lepsze.

W trakcie lektury, przyszły mi do głowy dwa małe braki. Pierwszy, podczas czytania artykułu poświęconego street artowi. Otóż miło byłoby rzucić okiem na miniatury prac, o których pisze autorka. Oczywiście nie pozwala na to forma “OkoLicy Strachu”, a choć zdjęcia można by wrzucić, to w czerni i bieli straciłyby w tym przypadku sens. A szkoda, bo sam felieton byłby wtedy pełniejszy. Druga sprawa, to brakuje mi trochę działu z recenzjami. Nawet takiego z szybkimi notkami na temat pozycji, które miały ostatnio premierę. Myślę, że nawet dwie strony załatwiłyby sprawę.

Muszę przyznać, że “OkoLica Strachu” broni się jako magazyn i drugi numer potwierdza, że stojący za nim ludzie, wiedzą co robią, a w swoim działaniu są konsekwentni. I chwała im za to. Technicznie nie mam nic do zarzucenia (choć mógłbym wytknąć jakieś dwa sklejone akapity), treści są ciekawe, a ich spektrum szerokie. Wiadomo, że nie każdy artykuł musi trafić do każdego czytelnika, bo ci są w końcu różni, ale każdy czytelnik na pewno znajdzie tutaj coś dla siebie. Nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować autorom wykonania dobrej roboty i polecić wszystkim zapoznanie się z efektem ich pracy. Ja, ogólnie rzecz biorąc się nie zawiodłem.

underluk