OkoLica Strachu #3

Numer: #3

Trzeci numer “OkoLicy Strachu” przeleżał trochę u mnie na półce zanim zabrałem się za jego lekturę, ale zwłoka nie wynikała z braku chęci by zabrać się za czytanie, zwłaszcza, że apetyczna okładka wyciągała do mnie swoje macki z kolejki jaka mi narosła. W końcu jednak przyszła pora i na OLSa.

I tak po rzucie oka na wstępniak, gdzie naczelny uprzedza, że dalej znajdę trochę kryminału (ech… tak, tak wiem, że od początku było wiadomo, że ten gatunek będzie trafiał na łamy czasopisma, ale jednak niesmak i tak wystąpił) wgryzłem się w mięsko opowiadań. Na początek Joanna Łańcucka postraszy “Włosami”, które bohaterka będzie znajdowała w różnych miejscach i jest to całkiem dobra historia by zaostrzyć apetyt czytelnika. I jak się później okaże, najstraszniejsza chyba w tym numerze. Gdy już uporałem się z “kłakami”, wpadłem na “Igłę w oku wielbłądaAleksandry Zielińskiej i choć sama historia rozwijała się całkiem nieźle, to jednak zakończenie mnie zawiodło. Wzruszyłem jednak ramionami, przewróciłem stronę i stanąłem oko w oko z Aleisterem Crowleyem, który już zdążył się zadomowić w OLSie. Tym razem miałem okazję poznać próbkę jego kryminalnej twórczości w postaci opowiadania “Niewystarczająco dobry”. Kryminalnej, więc pozwolę sobie tylko napisać, że tekst czyta się dobrze, choć bez większych emocji. Kilka stron dalej rozpocząłem lekturę “Kiedy wszyscy wrócimy do domuKarola Zdechlika. O ile autor nazwisko ma stworzone do horroru, tak próbka jego twórczości zawodzi. Jest co prawda posępnie, ale jednocześnie nudno i w pewnym momencie dosyć dziwnie. I to nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Choć jak ktoś lubi bizarro (ja nie lubię) to może odbierze ten tekst inaczej. Choć dla niego pewnie jedna kiepska scena to będzie za mało. Za to mchu tu od groma. Posępnie jest też w “To, co za drzwiami czekaKrzysztofa Wrońskiego z tą różnicą, że historia pewnej karczmy jest zdecydowanie ciekawsza. Jak ktoś woli jednak krwawsze opowieści, to Juliusz Wojciechowicz dostarczył “Zwłoki najłatwiej pociąć w wannie” czyli historię pewnych, powiedzmy biznesmenów, z których jeden popełnia błąd. Bardziej niesamowitych doznań dostarcza “Randka”, na którą zaprasza Artur Urbanowicz. Raczej przewidywalna historia, która zawiera jednak pewną dawkę niesamowitości. “Jesień życia”, za którą stoi Iwona Mejza to kolejny w tym numerze kryminał i jednocześnie chyba opowiadanie, które podobało mi się najbardziej. Tak, mimo, że nie jest horrorem.

Kolejnym punktem w spisie treści jest wywiad. Tym razem jest tylko jeden, ale za to świetny. Magdalena Kamińska, autorka “Upiora w kamerze okazuje się mieć wiele do powiedzenia i robi to ciekawie. Na tyle ciekawie, że w sumie zacząłem się zastanawiać nad zakupem jej książki. Bo jeśli pisze tak jak odpowiada na pytania, to chyba warto.

Dalej czeka już publicystyka. Ten dział rozpoczyna Agnieszka Brodzik tekstem “Ballada o czarnym Rolandzie”, gdzie dowodzi, że nie ma nic złego w graniu przez czarnoskórych bohaterów postaci białych w pierwowzorze (np. w książce), ani zmiana płci bohaterów. Niby ok, ale ani nie traktuje to o horrorze, ani o kryminale. Zahacza co najwyżej o popkulturę, ale nie dla takich artów kupuję OLSa. W przeciwieństwie do “Rączka czy nóżka…Olgi Kowalskiej, gdzie autorka rozwodzi się na kanibalizmem. Wydaje mi się, że zaliczenie do tego grona wampirów jest trochę zbyt dużym krokiem, ale sam tekst jest całkiem konkretny i dobrze się czyta. Kazimierz Kyrcz Jr obieca “Cycki”, ale obietnicy w sumie nie spełni. Ksenia Olkusz przedstawi “Wędrówki potworów”, gdzie pochyli się nad serialowymi wcieleniami klasycznych postaci z horrorów. Zrobi to jednak z akademicką manierą przez co tekst choć ciekawy, czyta się tak sobie. Piotr Borowiec zabierze nas w dalszy ciąg wędrówki po Londynie, śladami opowieści grozy mających to miasto w tle. “Transylwania nad Tamizą” to przykład ciekawej publicystyki, bogatej w przykłady i ciekawostki, które normalnie mogłyby czytelnikowi umknąć. Mikołaj Kołyszko w “Groza zawsze będzie święta” przekonał mnie, że religia i horror mają ze sobą wiele wspólnego, choć nigdy nie przyszło mi do głowy rozważać tych aspektów pod tym kątem. Na koniec Mariusz “Orzeł” Wojtczak zachwyci się obfitością słowiańskich motywów we współczesnym polskim horrorze. I ciężko się z nim nie zgodzić bo “Słowiańska groza” ostatnimi czasy jest na fali.

Generalnie, trzeci numer “OkoLicy Strachu” nie zawodzi. Po raz kolejny dostajemy porządną dawkę opowiadań (choć wydaje mi się, że tym razem ta część wypadła nieco słabiej), doskonały wywiad i konkretną porcję porządnej publicystyki (chyba lepszej niż w poprzednim numerze). Powyżej przyczepiłem się tu i tam, ale i tak jestem przekonany, że każda strona magazynu warta jest swojej ceny. Wkradło się tu trochę kryminału (ble), ale byłem świadomy, że wcześniej czy później musiało się to stać. W końcu Okiem na Horror, z którego OLS niejako się wywodzi, też mimo horroru w nazwie brudzi sobie porządnie paluszki kryminałem. Zresztą sam magazyn na okładce ostrzega, że takie treści wewnątrz mogą się pojawić, więc czujcie się ostrzeżeni. I to nie jest tak, że ja mam coś do kryminałów. Absolutnie. Czytałem je zanim to było modne. Tylko bardzo nie lubię stawiania tego gatunku obok horroru, który cenię sobie zdecydowanie bardziej. I jakbym nad tym nie biadolił, faktem jest, że “OkoLica Strachu” to rzecz porządna, godna uwagi i polecenia. Jeśli jeszcze nie macie, nie wiem na co czekacie? Ja już odłożyłem kasę na kolejny numer.

underluk