OkoLica Strachu #5

Numer: #5

I nowa „OkoLica Strachu” wylądowała. Czas sprawdzić, co tym razem wypełnia jej sto pięćdziesiąt stron.


Opowiadania to jak zwykle połowa magazynu. Na rozgrzewkę Marianna Szygoń prezentuje “Zbrodnię niedoskonałą”, czyli opowieść o kobiecie, która w mieszkaniu zmarłej ciotki znajduje niezwykły album z wycinkami. Pozwoli to zabawić jej się w detektywa, ale na końcu nie spodziewajcie się lokaja, który zabija. Na początek może być. Następnie Tomasz Krzywik w tekście “Mrok, który pochłania” przedstawi czytelnikowi pewne lustro, które… tego oczywiście nie zdradzę. Damian Zdanowicz do magazynu o grozie napisał opowiadanie o magazynie o grozie. Czujecie to? “Pokrewieństwo z pustką” nie zachwyca, ale jest zbyt krótkie by znudzić. Marek Grzywacz poruszy temat opętania. “Oczy ognia” to takie trochę inne ujęcie tego motywu i całkiem udane zresztą. Dalej Wojciech Gunia w “I kiedy płomienie” pobawi się ogniem. Chociaż to za dużo powiedziane. Bardziej tajemniczym właścicielem pewnej posiadłości i niczym nikogo nie powinien zaskoczyć. Chociaż napisane sprawnie. Marek Stelar proponuje “Sam przeciw wszystkim”, czyli historie pewnego człowieka i jego lalki. Tak ogólnie pisząc by za dużo nie zdradzić. Fajne. Fajniejsze niż Kenneth Grant i jego “Talizman”, którego fabuła kryje tajemnicę pewnego architekta i jego zaginięcia. Klasyczne i mało zaskakujące, ale mimo wszystko klimatu odmówić mu nie mogę. Paweł Lach zabierze czytelnika do Wietnamskiej dżungli, gdzie znajdziemy “Coś, co nie powinno istnieć”. Kilku żołnierzy na gigancie trafia na wroga, którego się nie spodziewali. Wbrew pozorom nie ma tu za dużo walki, ale jest trochę magii.


Opowiadania tym razem są w moim odczuciu na nieco niższym poziomie, niż przyzwyczaiłem się w przypadku “OkoLicy Strachu”, ale cały czas trzymają przyzwoity poziom. Jakbym miał wskazać to, które podobało mi się najbardziej, “Sam przeciw wszystkim” byłoby chyba moim wyborem.


Krótkie historie są tylko jedną ze składowych magazynu. Następną atrakcją są wywiady. Tym razem padło na reżysera - Paco Cabezasa i pisarkę - Małgorzatę Saramonowicz. I choć twórczości obojga przepytanych nie znam, to w sumie po tym, co przeczytałem, nabrałem ochoty nadrobić zaległości. Wywiady w takim razie na plus.


Pora na publicystykę. Ta rozpoczyna się od Przerażającej wiary dawnych Słowian, którą przybliży nam Małgorzata Saramonowicz do spółki z Mikołajem Kołyszko.  Jest to temat rozleglejszy niż kilka stron, więc nic dziwnego, że potraktowany mocno powierzchownie, ale dający jakiś punkt zaczepienia do dalszego, samodzielnego drążenia. Bardziej kompletny (daleki jednak od kompletnego czy szczegółowego) wydaje się artykuł Olgi Kowalskiej traktujący o Wendigo. Krótki rys historyczny, trochę o genezie wiecznie głodnego stwora i szybki ślizg po jego karierze w popkulturze (co jak co, ale o książce Mastertona wypadało tutaj wspomnieć). Piotr Borowiec startuje z nowym cyklem poświęconym powiązaniu klasycznej literatury grozy i środków psychoaktywnych. Temat ciekawy, ale w jego realizacji czegoś mi brakuje. Wiecie jak to czasami bywa. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale podskórnie czuje się, że brakuje w tym iskry. Jeśli  natomiast jarają Was dziwolągi, to Wanda Dittrich ma dla Was próbę ich syntezy. Później Krzysztof “Korsarz” Biliński rozpocznie cykl poświęcony muzyce inspirowanej grozą i robi to świetnie. Podobnie jak Dominik Łuszczyński, który także startuje ze świeżą serią felietonów, ale poświęconych komiksowi. Na  koniec Simon Zack powspomina pierwszy swój kontakt z filmowych horrorem. “Crittersy” i “Gremliny” na pewno mają swoje stałe miejsce u wielu fanów grozy wychowujących się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.


To co mi się podoba najbardziej w piątym numerze “OkoLicy Strachu” to nowe startujące cykle. Te poświęcone muzyce i komiksowi, trafiają w mój gust i szczególnie dla ich kontynuacji wyglądał będę numeru szóstego. Nie znaczy to, że pozostałe materiały nie są godne lektury. Magazyn cały czas trzyma wysoki poziom i myślę, że jest lekturą obowiązkową dla fanów grozy, którzy chcą wiedzieć coraz więcej o fascynującym ich gatunku. Zawiodłem się co prawda trochę na opowiadaniach, ale nie da się zawsze na tym samym poziomie dostarczać mrożących krew w żyłach historii, szczególnie, że poprzeczka wcześniej została zawieszona na bardzo wysokim poziomie. Zresztą to jest też rzecz gustu, a o tych jak wiadomo się nie dyskutuje. Publicystyka w każdym razie daje radę i cieszy mnie, że tym razem nie znajdziemy w niej uniwersyteckiego bełkotu jaki wcześniej kilka razy się trafił.


Czy warto w takim razie sięgnąć po nową “OkoLicę Strachu”? Lepiej łap się czym prędzej, zamiast zadawać głupie pytania.

underluk