Zjawa

Autor: Janusz Borys

Typ: Opowiadanie




Łóżko było jedynym widocznym miejscem w spowitym w mrokach pokoju. Chociaż nawet gdyby coś widział w ciemnościach, to i tak był w stanie spoglądać jedynie na uśmiechniętą kobietę, filuternie wylegującą się w pościeli. Na sam jej widok oczy natychmiast go zapiekły. Poczuł niepowstrzymany strumień łez spływający po policzkach. Stał tam jak zamieniony w kamień, nie potrafiąc się poruszyć.

- Zdradzałeś mnie? - zapytała kobieta, spoglądając prosto w oczy mężczyzny, stojącego pośród ciemności.

- Czynem czy w myślach? - zapytał słabym, łamiącym się głosem.

Mechaniczny dźwięk budzika zakończył sen w ułamku sekundy. Mężczyzna otworzył przekrwione oczy i podniósł się do pozycji siedzącej. Zautomatyzowane żaluzje uniosły się w górę objawiając ponure industrialne miasto, szare budynki pokryte niekończącymi się oknami. Ten markotny krajobraz towarzyszył Jakenowi każdego dnia, nie było przed nim ucieczki, nie było schronienia. Zasnute oparami smogu niebo było szare zamiast niebieskiego, jedynie licznie rozlokowane w mieście gigantyczne monitory wyświetlały wschód i zachód słońca, który został nam odebrany przez postępujące zatrucie i rozwój cywilizacji.

Nie da się zmienić przeszłości, na szczęścia można ją przeżywać wciąż na nowo. Sen, który Jaken nagrał na dysk umieszczony w jego pniu mózgowym był odtwarzany co noc, dzięki temu wciąż pamiętał o swojej misji, powinności którą mogła zakończyć jedynie jego śmierć. Dzięki temu ostatniemu nagranemu snu wciąż pamiętał twarz swojej ukochanej. I pomimo tego, że była to jedynie karykatura tego co utracił, pozbawione duszy nagranie, wciąż mógł z nią spędzić chociaż kilka chwil.

Telefon zadzwonił punktualnie o ósmej trzydzieści. Jedno spojrzenie na wyświetlacz potwierdziło obecność Burgsena czekającego na dole bloku w służbowym samochodzie. Jaken był już ubrany, zdążył wypić poranną kawę i szybko przejrzeć wyświetlacz gazety. Nic nowego, nic niespodziewanego nie wydarzyło się w mieście ostatniej nocy. Te same morderstwa i zbrodnie dokonywane przez ludzi. Mass media dalej napędzały w ludziach strach, przypominając o wojnie i konfliktach, udzielały wywiadów z bez-jajowymi politykami na temat miejsca pedofilii w współczesnym, tolerancyjnym społeczeństwie. Rzygać się chciało, szczególnie jeśli połączyć to ze smakiem mocnej kawy i równie mocnych papierosów.

Burgsen czekał oparty o samochód, patrzył na swojego wychodzącego z windy partnera, który wyglądał tak jak zwykle. Podkrążone oczy, roztrzepane lekko siwe włosy i pokryta głębokimi zmarszczkami twarz, która już dawno temu zapomniała co to szczęście. Burgsen chciał mu pomóc, nie wiedział jednak jak, i nie dziwiło go to. W końcu nawet najlepsi policyjni psychologowie nie wiedzieli jak wyleczyć jego złamane serce i przepełnioną nienawiścią duszę. Młody detektyw zbliżył do ust kubek z bezkofeinową kawą i wziął ostatniego łyka.

- Co tam młody? - zagadnął Jaken, ściskając dłoń młodszego o dwadzieścia lat detektywa.

- Gotowy na kolejny dzień tropienia Zjawy? - zapytał poważnie Burgsen.

Burgsen odpalił elektroniczny samochód odciskiem palca i już po chwili mknęli przez miasto, pośród gigantycznych megastruktur, które nazywali domem. Młody detektyw szybko wywołał zaawansowany interfejs, który w ułamkach sekundy wyświetlił przed jego oczami dzisiejsze zadania i sprawy, które były istotne dla wydziału. Lubił być na bieżąco, zawsze przygotowany, liczył w końcu na awans i miał zamiar zrobić wszystko, aby go uzyskać. A ostatnim krokiem do rozwoju jego kariery było schwytanie przestępcy nieuchwytnego. Kogoś, kto był tak uzdolnionym hakerem, że wielu uważało go za jedynie ducha. Stąd też wziął się przydomek przestępcy, którego policjanci nazywali po prostu Zjawą.

- Zawsze zastanawiało mnie, czy jednoczesne prowadzenie i wywoływanie interfejsu nie jest niebezpieczne młody? - zapytał Jaken tuż przed zapaleniem kolejnego papierosa.

- Nie przy dzisiejszym poziomie techniki. Za interfejs i moje prowadzenie odpowiedzialne są dwa niezależne systemy. Wiedziałbyś o tym, gdybyś nie był tak wrogo nastawiony do wszystkiego co nowe - odpowiedział Burgsen z niesmakiem, wciągając papierosowe powietrze i krzywiąc się wyraźnie.

- Tu nie chodzi o strach przed nowością, po prostu tego nie potrzebuję i wolałbym pozostać człowiekiem. Chyba ci to nie przeszkadza, co młody? - odpowiedział wpatrzony w boczną szybę Jaken.

- Bardziej przeszkadza mi, że palisz w samochodzie.

Miejsce zbrodni znajdowało się na terytorium starego Gdańska. Domy biedoty nie były w żadnym stopniu podobne do apartamentów, w których mieszkali obaj detektywi. Tutaj było ciężko o bieżącą wodę, elektryczność czy filtry oczyszczające powietrze ze szkodliwej, wszechobecnej chemii. Powybijane szyby starych, przebudowanych kamienic straszyły pustką i ciemnością. Wszechobecne odpadki pokrywały ulicę dywanem, przez który nie dało się dostrzec asfaltowego chodnika. Ku zdziwieniu Jakena, Burgsen wyglądał na trochę przestraszonego. Nie wiadomo czy to za sprawą wszechobecnych gangów czy też sama bieda tak go przerażała, że wolał tu nie przebywać.

- Nie... nie mogę jedynie uwierzyć, że ludzie żyją w takich niegodnych warunkach. Czemu państwo im nie pomaga? Już dawno powinni podnieść zasiłki dla bezrobotnych i zapewnić lepszą pomoc dla tych ludzi - rzucił Burgsen.

Wypowiedziane przez Burgsena słowa działały na Jakena jak trucizna. Neosocjalne pomysły, które wbijano młodym ludziom do głowy od najmłodszych lat szkolnych, po chociażby akademie policyjną kończąc, przerażały go.

- Im wyższe zasiłki, tym gorzej tu będzie, młody. A jeszcze trochę z nas zedrą w podatkach, to obaj będziemy musieli się tu przeprowadzić - skwitował Jaken.

- Może nie zaczynajmy tej dyskusji tutaj, co? - skarcił, a raczej spróbował skarcić młody. - Mamy tu robotę, pamiętasz?

W podupadającej, pokrytej grafitti kamienicy czekali policjanci w ciężkich pancerzach, uzbrojeni w ostrą broń. Jak nic dystrykt Gdański odpowiedzialny za utrzymanie jako takiego spokoju. Niezbyt lubiani przez miejscowych ze względu na używanie siły, branie łapówek i przyjmowanie zleceń od co ważniejszych mafijnych bossów i lokalnych polityków. Oczywiście wszystko to były jedynie plotki i tylko szaleniec postanowiłby drążyć sekrety starego miasta.

Wnętrze mieszkania śmierdziało gorzej niż klatka schodowa. Ciemności były tak gęste, że niemal nie do przejrzenia, mimo to dwaj detektywi, teraz już z wydobytą bronią, szli coraz głębiej w nieznane. Co prawda miejsce było zabezpieczone i czekający teraz na zewnątrz policjanci sprawdzili wszystko, nie zapewniało to jednak szczególnej ochrony przeciwko tym, których tropił Jaken i Burgsen. Neo-wampy potrafiły stawać się niewidzialne. Najpotężniejsze z nich mogły się nawet teleportować, a był to jedynie wierzchołek góry lodowej. Super siła, umiejętność wytwarzania iluzji, generowanie energii kinetycznej z własnego ciała. Razem z rozwojem technologi, rozwinęli się także przestępcy. Niektórzy z nich byli na tyle przebiegli, aby skonstruować własną mniejszość demograficzną. Tak też powstały neo-wampy, ludzie którzy zapragnęli stać się wampirami. Od tamtej też pory nadeszła fala zbrodni niewidziana od czasów ostatniej wielkiej wojny o wyzwolenie narodów. Nie było praktycznie rzeczy, której nie robiłyby neo-wampy. Morderstwo, porwania, wymuszenia, wszystko co tylko moglibyście sobie wyobrazić - możecie być pewni, że ci odmieńcy są w to zamieszani. Najgorsze jednak było to, że jeden z ich reprezentantów Hidon Eufer wystąpił publicznie i zaczął nawoływać do tolerancji wobec naszpikowanych wojskową technologią potworów, które robiły wszystko, aby tylko szybko się wzbogacić i zaspokoić swoje chore żądze. Do walki z potworami rodem z filmów grozy została powołana specjalna jednostka policji nazywana po prostu Łowcami. I tak oto dwóch z nich znalazło się w grobowcu jednego z poszukiwanych wampów.

Martwa cisza ciężko spoczywała na obu detektywach. W końcu po dokładnym przeczesaniu salonu ruszyli dalej do sypialni. Tam też odnaleźli to, czego się spodziewali. Do potężnego super komputera podłączony leżał wychudzony, co jakiś czas drgający w spazmach człowiek, a raczej szkielet obleczony skórą. Zapach jego odchodów i moczu uderzył w detektywów z taką siłą, że młodszy z nich zgiął się w pół i zwymiotował sobie na buty. Jaken jedynie stał i uśmiechał się patrząc na żałosne stworzenie podłączone do maszyny niezliczoną ilością kabli. Ktoś go odłączył. Ktokolwiek za tym stał, jak podejrzewała policja, musiał być najbłyskotliwszym hakerem w historii współczesnej. Odłączenie w takim momencie, oznaczało porażenie mózgu i nieodwracalne zmiany przywodzące na myśl lobotomie.

- Kolejna ofiara Zjawy - zauważył Jaken. - Dobrze, że to tylko jeden z tych neo-wampów.

Zanim detektywi zdołali dokonać rozpoznania i zidentyfikować mężczyznę przed komputerem, ściana pokoju eksplodowała w istnym deszczu ceglanych odłamków. Obaj detektywi wyrzuceni w powietrze przez siłę eksplozji uderzyli o ścianę. Ogłuszony Jaken zareagował pierwszy, uniósł pistolet i zaczął strzelać w kierunku eksplozji. W tym czasie Burgsen podniósł się na równe nogi i zaczął coś krzyczeć, nie dało się jednak określić co dokładnie wykrzykiwał młody detektyw wśród kakofonii wybuchów i strzałów. Do pomieszczenia wpadli policjanci w ciężkich pancerzach, uzbrojeni w broń automatyczną. Zanim jednak zorientowali się o co chodzi, srebrzyste, niemal niewidoczne nici wystrzeliły w ich kierunku z miejsca, gdzie jeszcze nie dawno doszło do wybuchu. Pojedynczy dotyk nitki zamieniał ciało w wyschniętą, zmumifikowaną skórę. Wysysał całą krew i siłę witalną ze swojej ofiary. Policjanci w korytarzu, porażeni tą niesamowitą bronią wrzeszczeli, a ich wrzask był jak nic innego co do tej pory słyszał Jaken. Agonalne zawodzenie rozdzierało dusze i budziło w człowieku najmroczniejsze instynkty, pragnienie zemsty. Zemsty, która nie była obca Jakenowi. Kiedy ostatni z gdańskich policjantów padł na ziemię, zapadła chwila ciszy i z ciemności wystąpiła postać. Obleczony w czarny, gustowny garnitur, młody, żylasty mężczyzna uśmiechał się, patrząc na wciąż żywych detektywów.

- W końcu się spotykamy. Jak miło, móc dopaść mordercę tak wielu moich braci - zaintonował neo-wamp górujący nad detektywami.

- Cała przyjemność po mojej stronie - z trudem wysyczał Jaken.

Wampir spojrzał na Burgsena i uśmiechnął się, objawiając długie stalowo szare kły.

- A on wie o twoim małym sekrecie? Wie co masz na sumieniu, wie o twoim małym projekcie, o tym, że jesteś zwykłym mordercą?

Burgsen wytrzeszczył oczy i zapragnął o coś zapytać, nim jednak miał szansę, Jaken odepchnął go w kierunku korytarza, sam zaś przetoczył się po podłodze, by w samą porę uniknąć jednej ze srebrzystych nici. Wampir zasyczał, niezadowolony ze swojego pudła. Zanim udało mu się wyprowadzić kolejny atak, pocisk rozerwał jego ramię, a strumień krwi opryskał ścianę. Ledwo trzymając się na nogach, uśmiechnął się słabo i cicho powiedział:

- Poddaję się, nie zabijajcie mnie.

Burgsen opuścił broń i sięgnął po kajdanki, jednak Jaken podjął inną decyzje i nim jego kolega zbliżył się do wampira uniósł broń i wystrzelił trafiając zabójcę prosto w głowę. Oderwana, górna część czaszki poszybowała w powietrze. Fontanna krwi, odłamki czaszki i kawałki mózgu poleciały we wszystkich kierunkach nim znowu zapadła cisza.

Jeszcze tego samego dnia Jaken został przewieziony na komisariat, gdzie złożył zeznania. Potem zaś usłyszał od swojego szefa słowa o tym, jak to ma się pogodzić z przeszłością, przestać nienawidzić neo-wampy i zacząć żyć na nowo. Detektyw jedynie przeklął szefa w myślach. Pogodzić? Jak można pogodzić się z tym, że ukochana kobieta była torturowana, a następnie zamordowana? Nikt się z tym nie pogodzi, szczególnie jeśli po wszystkim co przytrafiło się tej niewinnej kobiecie, widział jej zbroczone krwią, oszpecone ciało. Nie do zapomnienia.

Jaken otworzył drzwi do swojego mieszkania, zapalił papierosa i wszedł do salonu. Osłupiał, kiedy zobaczył czekającego w fotelu Burgsena. Szybko jednak domyślił się, że młody zna prawdę, iż słowa neo-wampa, którego zastrzelił, utkwiły w jego pamięci. Jaken z uznaniem musiał przyznać, że nie spodziewał się, że to właśnie młody wpadnie na to, iż to on jest Zjawą.

- Nie mogę uwierzyć Jaken... nie mogę uwierzyć, ty stary skurwysynu. Jak długo jeszcze zamierzałeś zwodzić mnie i cały wydział policyjny? - Burgsen ledwo panował nad sobą.

- Jak długo? Jak długo tylko się da - Jaken uśmiechnął się smutno.

- Wiesz ile pieniędzy zmarnował wydział? Nie mogę uwierzyć, przez cały ten czas szukaliśmy Zjawy, a okazało się, że to ty! Jak niby tego dokonałeś? Wszyscy policjanci, wszystkie łącza i systemy, nawet ich domowe systemy, są monitorowane.

- Jak tego dokonałem? - Jaken pozwolił sobie na kolejny uśmiech i zanim zaczął mówić dalej zaciągnął się papierosem. - A normalnie, włamywałem się do ich domów, wyciągałem wtyczkę i wkładałem z powrotem.

Burgsen zbladł, rozejrzał się jakby oczekiwał, że zaraz wyskoczy ekipa telewizyjna i krzykną, że to tylko żart.

- Jak mogliśmy na to nie wpaść? Ale oczywiście, niby jak, jeśli ty sam prowadziłeś śledztwo Zjawy. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że to ty. Do chwili, aż nie naprowadził mnie ten wamp... Jesteś mordercą!

- Mordercą? Burgsen nie przesadzaj, to wampy - oburzył się Jaken.

- I to ma być twoje uzasadnienie?! Skazujesz ich na los gorszy od śmierci, smażysz im mózgi i jeszcze na to patrzysz? Tylko dlatego, że to wampy? Chodzi o twoja żonę, prawda? Dlatego, że jeden z nich zabił twoją kobietę, robisz im coś takiego?

Tylko dlatego, że zabił moją żonę? Dość tego, pomyślał Jaken i krzyknął odpowiednią komendę. Nim Burgsen zdążył zareagować, poraził go prąd, który wyrwał z jego gardła potępieńczy krzyk. Kiedy napięcie ustało, Burgsen zauważył, że Jaken mierzy prosto w niego ze swojego służbowego pistoletu.

- Nawet nie rozbroiłeś mojego systemu zabezpieczeń? Dzieciaku, myślałeś, że się poddam i mnie aresztujesz? Ja nie tylko walczę z wampami, walczę też z systemem, tą chorą tolerancyjnością, obejmującą każde skrzywienie i każde przestępstwo. Nie masz tego dość, młody? Obserwowania jak kryminaliści, których zamykamy wychodzą po dwudziestu latach? Te cholerne neo-wampy żyją nawet po tysiąc lat! Dlatego się nas nie boją, dlatego tyle ich jest - Jaken był zrezygnowany, zapalił kolejnego papierosa i przyglądał się sparaliżowanemu Burgsenowi.

- Taka jest demokracja, wszyscy jesteśmy równi Jaken, nie rozumiesz tego?

Demokracja, Jaken aż zatrząsł się na wspomnienie tego słowa. W trakcie rozmowy toczył ze sobą wewnętrzną walkę, od dłuższego czasu zastanawiał się co ma zrobić z Burgsenem i dochodził zawsze do tego samego wniosku.

- I co teraz Jaken, zastrzelisz mnie? Cała policja będzie cię ścigać, nie ukryjesz się - mówił pewny siebie Burgsen.

Jaken nie zaszczycił go odpowiedzią. Jeden strzał w klatkę piersiową zakończył życie jego partnera. Zanim opuścił mieszkanie jeszcze długo zastanawiał się czy nie palnąć i sobie w łeb. Nie mógł, nie mógł się poddać i zrezygnować. Nie, będzie dalej ścigał neo-wampy, wszystko to dla niej. Dla zemsty.