Freddy kontra Jason

Tytuł oryginalny: Freddy vs Jason

Reżyseria: Ronny Yu

Obsada: Robert Englund, Ken Kirzinger, Monica Keena, Odessa Munroe

Scenariusz: Damian ShannonMark Swift

Muzyka: Howard Jones , Brad Kane

Kraj pochodzenia: Kanada, USA, Włochy

Rok powstania: 2003

Freddy kontra Jason - okładka
Freddy Krueger i Jason Voorhees, dwie niekwestionowane ikony horroru w jednym filmie? Ktoś o takim crossoverze myślał już przynajmniej od 1993 roku, kiedy to na ekrany wszedł „Piątek trzynastego IX: Jason idzie do piekła”, w którym w ostatniej scenie widzimy uzbrojoną w ostrza dłoń chwytającą maskę doskonale znanego wszystkim mordercy. Jednak na występ obu bohaterów w jednym filmie musieliśmy poczekać dziesięć lat, kiedy to w 2003 roku do kin wszedł „Freddy kontra Jason”.

Na ulicy Wiązów nikt już nie ginie. Przeszłość trzymana jest w tajemnicy, albo w szpitalu psychiatrycznym. Jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Ale Freddy cały czas istnieje. Jest za słaby by ponownie mordować, ale by odzyskać siły postanawia wykorzystać Jasona Voorheesa, który zaczyna zabijać na dawnym terenie działań Kuruegera. Legenda ożywa, a nastolatkowie zaczynają ponownie bać się Freddyego. A im strach jest większy, tym morderca z sennych koszmarów staje się silniejszy. Niestety rządza mordu Jasona jest nienasycona, co nieco psuje szyki mordercy z ulicy Wiązów. Prędzej czy później musi dojść do starcia między mordercami, ale zanim to nastąpi, liczba nastolatków w okolicy drastycznie spadnie.

Freddy jak zwykle jest cwany, a Jason w jak najprostszy sposób prze do celu. Pierwszy do mordowania wykorzystuje sny, co pozwala mu na kilka spektakularnych akcji. Drugi finezją nie grzeszy, ale i jemu przypadnie w udziale kilka miłych dla oka slasherowego fana sytuacji. Całość ubrana jest w solidne efekty specjalne i momentami robi wrażenie.

Niestety fabuła jest już taka sobie. Niby mamy tutaj kilka smaczków, a na całość był jakiś pomysł, jednak jego wykonanie pozostawia sporo do życzenia. Bohaterowie nie są szczególnie sympatyczni, a drętwe dialogi z czasem dają się we znaki. Aktorzy równają do poziomu scenariusza, a kamerzysta chyba specjalnie dobierał kadry tak, by mieć jak najlepszy widok na dekolty aktorek.

Najlepiej wypadają tytułowi mordercy. Ich akcje są pomysłowe, a wcielający się w nich aktorzy odwalili kawał dobrej roboty. Szczególnie Robert Englund po raz kolejny udowodnił, że nikt nie jest w stanie zagrać Freddiego tak jak on. Niestety ich finałowy pojedynek nie wypada tak dobrze jakby mógł, a Krueger najwyraźniej wziął kilka lekcji wschodnich sztuk walki. Niemniej jest, na co popatrzeć.

Całość ogląda się lekko i przyjemnie, ale ciężko pozbyć się wrażenia, że nie wszystko jest tutaj przemyślane. Sceny grozy wypadają na plus, ale to, co dzieję się pomiędzy nimi, czasami zwyczajnie męczy. Reżyser postawił na widowisko i Freddy jak i Jason pojawiają się na ekranie często i sieją porządny zamęt, dzięki czemu chyba każdy fan jednej lub drugiej postaci, spokojnie dotrwa do końca. A jak ktoś nie lubi „Koszmaru z ulicy Wiązów” i „Piątku trzynastego”? No cóż, raczej nie ma tu czego szukać.

+ Freddy i Jason
+ widowiskowość
+ dekolty

- taka sobie fabuła
- nie wszystko tutaj ze sobą współgra

underluk

GORE

5

STRACH

5

OCENA

6