Smiley

Tytuł oryginalny: Smiley

Reżyseria: Michael J. Gallagher

Obsada: Caitlin Gerard, Melanie Papalia, Andrew James Allen, Roger Bart

Scenariusz: Glasgow Phillips, Michael J. Gallagher

Muzyka: Nicola Marsh

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2012

Smiley - okładka
Główną bohaterką omawianej produkcji jest Ashley, rozpoczynająca samodzielne życie świeżo upieczona studentka. Wprowadza się ona do swojej koleżanki Proxy, zatwardziałej imprezowiczki, która postanawia zaznajomić Ashley z urokami życia z dala od domu. W tym celu zabiera ją na, organizowane przez swoich znajomych z internetowego forum, przyjęcie. Na zabawie uczestnicy opowiadają dziewczynie o znanej w kampusie miejskiej legendzie opowiadającej o zabójcy Smiley’im. Pojawia się on za każdym razem, kiedy ktoś na chacie internetowym napisze trzykrotnie „Zrobiłem to dla śmiechu”. Aby uwiarygodnić swoją opowieść nowi znajomi pokazują Ashley w internecie filmik, na którym to Smiley zabija dziewczynę, która zobaczyła na ekranie swojego komputera powyższą wiadomość. Współlokatorka, żeby udowodnić przestraszonej dziewczynie, że to tylko wymysł, postanawia wysłać wiadomość o wiadomej treści nieznajomemu mężczyźnie spotkanemu na chacie, w wyniku czego zostaje on zabity przez niesławnego Smileya.

Wyprodukowany za małe pieniądze obraz youtubera Michaela Gallaghera został po swojej premierze zmiażdżony przez fanów horroru i krytykę. Czy słusznie?
Rozpoczynając seans recenzowanego filmu spodziewałam się typowego slashera – ledwo co zarysowanych charakterologicznie bohaterów, których liczba powoli, acz nieuchronnie zmniejsza się za sprawą milczącego, groźnego zabójcy. Dużo wrzasków, trochę gonitw za uciekającymi ofiarami, i dużo scen morderstw. I, o dziwo, mało z tego zostało mi zaprezentowane przez twórców „Smileya”. Głównej bohaterce poświęcono w filmie dużo uwagi i jej postać, jak na standardy slasherów, została niezwykle pogłębiona. Twórcy bowiem przedstawioną historię nakierowali bardziej na rozchwianie emocjonalne i psychiczne Ashley postępujące pod wpływem zdarzeń, których przez współlokatorkę stała się uczestnikiem. Wprowadzone wątki dramatyczne stanowiły dla mnie przyjemne zaskoczenie, choć Gallagherowi nie udało się w pełni wykorzystać potencjału tkwiącego w tych elemencie opowieści.

Trzeba zaznaczyć, że fani krwawych i wymyślnych scen morderstw nie mają na tym filmie czego szukać. Scen tych jest jak na lekarstwo, a te, które zostały pokazane, oprócz dwóch wyjątków, są kilkusekundowymi migawkami na ekranie komputera. Jedynie sekwencję pierwszego morderstwa Smiley’a można uznać za dobrą. Pierwsze zetknięcie z tytułowym mordercą jest klimatyczne, a na pochwałę zasługuje także maska zabójcy. Klimat niestety znika wraz z trwaniem seansu.
Odtwórczyni głównej roli, Caitlin Gerard, całkiem dobrze sobie poradziła, szczególnie że rola wymagała od niej trochę więcej niż grymasów zdziwienia i przerażenia. Miejscami jednak jej gra aktorska staje się przerysowana i może nieco rozbawić. Aktorzy kreujący postaci drugoplanowe także spisują się całkiem nieźle, chociaż bohaterowie przez nich odgrywani są skrajnie irytujący i odpychający. Nie można zdobyć się na żadne ciepłe uczucia w stosunku do nich, człowiek dosłownie cieszy się, że już nie będzie musiał więcej oglądać ich na ekranie. Wyjątkiem jest tutaj postać profesora, na którego zajęcia Ashley uczęszcza i u którego zasięga porady. Jest intrygujący, prezentuje dość nietypowe poglądy oraz (w odróżnieniu od reszty planu drugiego) wzbudza sympatię. W postać tę wcielił się znany m.in. z "Nocnego pociągu z mięsem" Roger Bart, który nie starając się chyba za bardzo, przyćmił całą młodą obsadę.

Co zaskakujące, twórcy postanowili w film wpleść szereg rozważań filozoficznych o naturze człowieka, przyszłości gatunku ludzkiego, czy technologii. Jednak co za dużo, to nie zdrowo. W małych ilościach może i nadawałoby to całości jakiegoś smaku czy naprowadzało na odpowiedni odbiór filmu, jednak w obrazie Gallaghera bohaterowie co i rusz wplątują się w dysputy filozoficzne. Widz zdaje sobie sprawę, że stan zagrożenia życia czy powolne popadanie w paranoje nie jest najlepszym momentem na dyskusje o kondycji rasy ludzkiej, więc zaburza to znacznie odbiór filmu.

Tym, co zdaje się pogrążać „Smiley” w oczach większości komentujących jest zakończenie. Nie da się ukryć, że sposób przywołania tytułowego zabójcy jest zaczerpnięty z "Candymana" (lub jak kto woli - innej miejskiej legendy - Krwawej Mary), zakończenie jest jednak wierną kopią innego bardzo znanego hollywoodzkiego filmu z lat 90. Najgorszy jest jednak nie fakt, że zakończenie zostało zapożyczone, ale to, że takie wyjaśnienie całej historii jest całkowicie nielogiczne i zupełnie przeczy przedstawionym wcześniej wydarzeniom.

Wydaje się, że film raczej nie przypadnie go gustu miłośnikom krwawych slasherów z powodu niewielu sekwencji morderstw. Jest również znikoma szansa, że spodoba się fanom filmów psychologicznych, reżyserowi bowiem daleko do Polańskiego i genialnie ukazanego rozkładu psychicznego we „Wstręcie”. Na pewno nie można posunąć się do stwierdzenia, że „Smiley” jest całkowitą porażką. Z całą pewnością powstało bardzo dużo obrazów gorszych od recenzowanego. Ciężko jest więc zrozumieć aż tak wielką krytykę, z jaką spotkali się jego twórcy, szczególnie że są to osoby rozpoczynające dopiero swoją karierę w kinematografii. Niestety za obraz bardzo dobry, a nawet dobry, także nie można go uznać. Jest to typowy średniak, który jednak zawiera elementy nietypowe dla gatunku, który prezentuje i chociażby dlatego zasługuje na uwagę.



Screeny pochodzą z www.rottentomatoes.com

st_aska

GORE

2

STRACH

3

OCENA

4