Zajazd pod duchem

Tytuł oryginalny: The Innkeepers

Reżyseria: Ti West

Obsada: Sara Paxton, Pat Healy, Kelly McGillis

Scenariusz: Ti West

Muzyka: Jeff Grace

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2011

Zajazd pod duchem - okładka
The Innkeepers” opowiada historię dwojga pracowników hotelu (Luke’a oraz Claire), pełniących dyżur podczas weekendu, po którym bankrutujący pensjonat ma zostać zamknięty. Luke opowiada Claire historię o duchu rzekomo nawiedzającym to miejsce. W skutek nudy panującej na nocnej zmianie dziewczyna postanawia poszukać śladów obecności bytów nadprzyrodzonych. Nie wie jeszcze, że jej ciekawość sprowadzi na nią, Luke’a, a także gości hotelu niebezpieczeństwo.

The Innkeepers” (w Polsce dystrybuowany pod idiotycznie brzmiącym tytułem „Zajazd pod duchem”) jest produkcją, która wyszła spod ręki Ti Westa. Dla miłośników horroru nazwisko to może brzmieć znajomo – West bowiem w 2005 r. nakręcił bardzo dobry „Dom Diabła”, utrzymany w konwencji horroru satanistycznego. Wcześniejsze dokonania pana Westa dają więc nadzieje na bardzo klimatyczny, pozbawiony zbędnego rozlewu krwi straszak.

Warstwie technicznej omawianego obrazu nic nie można zarzucić. Wspaniała scenografia staromodnego hotelu, piękne zdjęcia wnętrz obiektu (które budzić mogą skojarzenia z „Lśnieniem” Kubricka), praca kamery oraz świetnie dobrana muzyka sprawiają, że paręnaście pierwszych minut seansu może nastroić widza bardzo pozytywnie. Na późniejszym etapie zdaje sobie on jednak sprawę, że coś Westowi w „The Inkeepers” jednak wyraźnie nie wyszło. Głównym mankamentem obrazu wydaje się niepotrzebnie rozwleczona pierwsza część obrazu. West zapoznaje widza z postaciami głównych bohaterów – infantylnej Claire oraz pesymistycznego Luke’a. W wyniku nikłego ruchu w hotelu, a co za tym idzie ogarniającej ich nudzie prowadzą oni liczne konwersacje, które pozwalają z nimi sympatyzować, szczególnie, że West zdecydował się na okraszenie prawie wszystkich pogaduszek lekką nutą komediową. Lecz po pewnym czasie, nawet pomimo przywiązania widza do głównych postaci i sympatii jaką może ich darzyć, z ekranu zaczyna wiać nudą. Ile bowiem można wysłuchiwać rozmów, obserwować wyprawy bohaterów do różnych części obiektu? Tej części seansu nie ratują nawet dwie (jedynie dwie przez pierwszą godzinę seansu) bardzo dobrze zrealizowane sceny, w których ukazane jest działanie sił nadprzyrodzonych. Klimat, jaki stara się budować West skutecznie zabijany jest za sprawą wspomnianej wcześniej nudy, jak i zachowania bohaterów, którzy jakby przechodzą do porządku dziennego nad działalnością ducha w ich miejscu pracy. Skoro oni się tym nie przejmują, to jak widz ma poczuć jakikolwiek niepokój?

Ogromnym plusem omawianej produkcji jest ostatnie pół godziny seansu. Z racji braku stopniowego budowania napięcia końcowa sekwencja uderza więc w widza jak grom z jasnego nieba. Świetne klimatyczne sceny w pokojach hotelowych oraz dynamiczne ujęcia w półmroku piwnicy robią niesamowite wrażenie. Także wygląd zjaw przedstawia się bardzo dobrze.

Gra aktorska również stoi na przyzwoitym poziomie. Na szczególną uwagę zasługuje kreacja Sary Paxton, którą widzowie kojarzyć mogą m.in. z remake’u „Ostatniego domu po lewej”. Równie dobrze spisuje się jej filmowy kolega, nieznany mi wcześniej, Pat Healy. Bardzo autentycznie kreują swoje postaci, co ułatwia utożsamiane się i empatyzowanie z nimi.

Wspaniała realizacja obrazu oraz jego ostatnie pół godziny nie potrafią niestety zatrzeć w pamięci widza wspomnienia co najmniej 45 minut totalnej nudy. Sprawia to, że seansu „The Innkeepers” nie można zaliczyć do udanych. A szkoda, bowiem West udowodnił w „Domie diabła”, że potrafi perfekcyjnie budować napięcie i utrzymać uwagę widza nawet przy bardzo powolnym tempie akcji.



Screeny zaczerpnięte z filmweb.pl

st_aska

GORE

2

STRACH

5

OCENA

4