Mr. Jones

Tytuł oryginalny: Mr. Jones

Reżyseria: Karl Mueller

Obsada: Jon Foster, Sarah Jones, Mark Steger

Scenariusz: Karl Mueller

Muzyka: Herwig Maurer

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2013

Mr. Jones - okładka
Scott i jego dziewczyna fotografka Penny, postanawiają wyjechać na odludzie i na czas kręcenia przez Scotta dokumentu, zamieszkać w położonym w głębi lasu domku. Po jakimś czasie okazuje się, że Scott zupełnie nie ma pomysłu na temat swojego filmu. Prowadzi to do kłótni między nim a Penny, która by uczestniczyć w planach Scotta porzuciła pracę i przyjaciół. Nieoczekiwanie jednak odkrywają, że w bliskim sąsiedztwie ich domku zamieszkuje dotąd nieuchwytny artysta – tytułowy pan Jones. Decydują, że to właśnie on będzie tematem dokumentu i pomimo ostrzeżeń osób, które miały kontakt z artystą, postanawiają wtargnąć do jego domu i go przeszukać.

Mr. Jones” jest debiutem reżyserskim Karla Muellera, odpowiedzialnego za scenariusz całkiem niezłego thrillera sci-fi „The Divide”. Jest również kolejnym przedstawicielem nurtu found footage.

Aż trudno uwierzyć, że twórcy dalej decydują się na przedstawienie swoich pomysłów właśnie w takiej formie. Wydaje się bowiem, że styl mockumentary już jakiś czas temu zaczął po prostu drażnić widzów, nawet tych którzy początkowo byli mu przychylni. Oczywistym jest, że decydując się na taki krok, twórca powinien mieć do zaproponowania odbiorcy coś nowego, co odróżniłoby jego dzieło od innych, które aktualnie zalewają rynek filmowy. Pierwsze parędziesiąt minut seansu nie sugeruje, że Mueller ma coś takiego do zaproponowania. Ta część „Mr. Jones” posiada wszystkie wady gatunku i to nawet w stopniu większym niż większość obrazów tego typu. To, co zazwyczaj w found footage przyczynia się do budowania tajemnicy oraz wzbudza w widzu niepokój, tutaj jest wykorzystywane w nadmiernym stopniu, co w pewnych momentach irytuje i psuje jakąkolwiek radość płynącą z seansu. Ptaki tłukące o szyby mieszkania, nocne przechadzki po lesie, wycieczki po wyglądającym na opuszczone domostwie sprawiają, że widz rzeczywiście może poczuć zaniepokojenie. Niestety, nabudowany w takich sekwencjach klimat, nagminnie zabijany jest przez posunięte do granic absurdu wymachiwanie kamerą w momentach, kiedy może dojść do eskalacji grozy. Na minus zaliczyć trzeba także zbyt częste urywanie scen w momentach zupełnie nieusprawiedliwionych przedstawianymi w nich wydarzeniami, a także ciągłe wprowadzanie zakłóceń w pracy kamery nagrywającej poczynania bohaterów. Do twórców obrazu pretensje można mieć także o zupełne niewykorzystanie potencjału tkwiącego w lokalizacji akcji filmu. Leśna gęstwina stwarza spore pole do popisu w kwestii stworzenia pięknych, a zarazem niepokojących zdjęć. Mueller jednak zafundował na samym początku obrazu kilka ujęć na las z lotu ptaka, potem jednak jakby zapomniał o tym aspekcie.

Pod koniec seansu dochodzi jednak do rzeczy bardzo zaskakującej. Główny bohater tkwi w koszmarze. Nie wiedząc co istnieje naprawdę, a co jest jedynie wytworem wyobraźni, próbuje uciekać, przeciwstawić się swoim przywidzeniom. Widz także pozostaje zagubiony, twórca bowiem nie daje żadnych wskazówek co do tego co jest prawdą, a co jedynie fikcją. Styl mockumentary, który z założenia ma maksymalizować subiektywizację przekazu, okazuje się doskonale współgrać z prezentowanymi przez twórców zdarzeniami w tej sekwencji obrazu. Trzeba przyznać, że wrażenie jest naprawdę piorunujące, szczególnie, że Mueller zrezygnował w tym momencie z natrętnego ucinania scen. Na pewno jest to najmocniejszy punkt „Mr. Jones” można pokusić się nawet o stwierdzenie, że jest to jeden z lepszych momentów całego stylu found footage.

Do odegrania ról Penny i Scotta zaangażowano aktorów serialowych – Sarah Jones oraz Jona Fostera (chociaż tego ostatniego miłośnicy horrorów mogą kojarzyć ze „Stay alive” Williama Bella). Spisują się oni naprawdę dobrze, szczególnie odtwórczyni roli Penny zdaje się dawać z siebie wszystko. Jest to powód, który sprawia, że pomimo miejscami głupich zachowań bohaterów, widz z nimi sympatyzuje.

W „Mr. Jones” na pewno można polecić ostatnią pół godzinną część filmu, która nasuwa myśl, że może podgatunek mockumentary ma coś jeszcze do zaoferowania. Zdecydują się na to jednak pewnie jedynie zapaleńcy nurtu found footage, którzy przeczuwają, że dadzą radę pokonać pierwszą godzinę seansu.



Screeny zostały zaczerpnięte z imdb.com

st_aska

GORE

1

STRACH

4

OCENA

4