Rogi

Tytuł oryginalny: Horns

Reżyseria: Alexandre Aja

Obsada: Daniel Radcliffe, Max Minghella, Juno Temple, Joe Anderson

Scenariusz: Keith Bunin

Muzyka: Robin Coudert

Kraj pochodzenia: Kanada, USA

Rok powstania: 2013

Rogi - okładka
Daniel Radcliffe ostatnimi czasy znajduje zatrudnienie w kinie grozy. Owszem, Harry Potter miał swoje mroczniejsze momenty, ale chodzi mi tutaj o takie obrazy jak “Kobieta w Czerni”, czy będące przedmiotem tej recenzji “Rogi”, które są ekranizacją książki pod tym samym tytułem, autorstwa Joe Hilla.

I tutaj od razu pojawia się pytanie, czy film wypada lepiej od swojego literackiego pierwowzoru? Od razu powiem, że nie. Jeśli chcecie na prawdę poznać tę historię w całej jej okazałości, sięgnijcie po książkę. Jeśli natomiast nie macie czasu, nie macie książki lub zwyczajnie nie chce wam się czytać, to film daje pewną namiastkę, jednak jest zdecydowanie nudniejszy. Ale nie chcę tutaj skupiać się zbytnio na porównaniu, bądź, co bądź dwóch odmiennych działów kultury i wracam do kinematografii.

Rogi” to historia Iga Perrisha, który pewnego ranka budzi się po grubej imprezie i zauważa, że z jego czoła wyrastają rogi. Niewielkie wyrostki z czasem rosną i nie da się ukryć, że dość mocno rzucają się w oczy. Jednak ludzie nie reagują na nie tak, jakby można było się spodziewać, a zamiast tego zdradzają bohaterowi, co na prawdę myślą. A Ig oskarżony był o brutalne zamordowanie swojej dziewczyny, więc opinia o nim nie jest najlepsza. Szczerość ludzi może jednak doprowadzić bohatera do prawdziwego mordercy.

I tak oto Ig poznaje prawdę o nocy, której zginęła jego druga połówka. Intryga nie jest jakaś mocno zaskakująca, ale jej rozwój obserwuje się z niejakim zainteresowaniem, choć nie można tutaj mówić o całkowitym zatraceniu się w obserwowanej historii.

Z technicznego punktu widzenia, “Rogi” są filmem niezłym. Fabuła nie rozłazi się na szwach, stara się początkowo podążać za książkowym pierwowzorem, ale robi to głównie na początku. Potem im dalej w las, tym rozbieżności jest więcej. Nie uniknięto tutaj także wielu skrótów, ale można to zrzucić na barki odmienności medium. Efekty specjalne są niezłe, a kilka na prawdę niezłych widoczków umila seans.

Niby wszystko jest dobrze, ale twórcy popełnili grzech nijakości, przez który film zaliczam do produkcji przeciętnych. Materiał wyjściowy wydawał się materiałem dobrym na film, ale twórcy chyba nie do końca wiedzieli, co chcą uzyskać. I tak oto przez większą część seansu mamy do czynienia z historią obyczajową, w którą wpleciono elementy filmu miłosnego, dramatu i horroru, przy czym tego ostatniego jest najmniej. Obrazu nijakości dopełnia Daniel Radcliffe, który albo nie udźwignął swojej roli, albo niewystarczająco się do niej przyłożył, co w efekcie dało nam bohatera, który nie porywa, ale uczciwie muszę przyznać, że dwie czy trzy lepsze sceny się znajdą. Niestety to są tylko wyjątki od ogólnie średniego poziomu.

Czy zatem po “Rogi” warto sięgnąć? Na to pytanie odpowiedziałem już właściwe w drugim akapicie. Dodam tylko, że to nie jest zły film i obejrzenia go nie zaliczam do straty czasu, jednak nie jest to też obraz, który wywrze na was jakiś szczególny wpływ. Przeciętne kino, które nikogo nie wystraszy, ale też i nie porwie.

underluk

GORE

3

STRACH

2

OCENA

6