Wilkołak (rozszerzona wersja reżyserska)

Tytuł oryginalny: The Wolfman

Reżyseria: Joe Johnston

Obsada: Benicio Del Toro, Anthony Hopkins, Emily Blunt, Hugo Weaving

Scenariusz: Andrew Kevin Walker, David Self

Muzyka: Danny Elfman

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2010

Wilkołak (rozszerzona wersja reżyserska) - okładka
Wilkołak to jedna z tych postaci, która towarzyszy horrorom od zarania dziejów. Wilkołactwo, intrygowało ludzkość od zawsze i w niejednej społeczności można znaleźć historie o ludziach przemieniających się w wilki. Nic także dziwnego, że mit ten szybko trafił do kinematografii i z lepszym lub gorszym skutkiem stara się straszyć nas do dziś.

Lawrence jest odnoszącym sukcesy aktorem, który po śmierci swego brata wraca do rodzinnego domu. Na miejscu okazuje się, że członek jego rodziny nie był jedyną ofiarą, jaką ostatnimi czasy odnaleziono w okolicy, a miejscowa ludność wyraźnie czuje się zagrożona. Jakaś bestia czyha na nieroztropnych ludzi, a nasz bohater wkrótce stanie z nią oko w oko i nie wyjdzie z tej konfrontacji bez szwanku. Jednak jego rany szybko się goją, a pełnia księżyca odkryje przed nim zupełnie nowe jego oblicze.

Klasyczna historia ubrana w spory budżet? Tak, bo „Wilkołak” z 2010 roku jest remakem filmu pod tym samym tytułem („The Wolfman”) z 1941 roku. Jest to nowa wersja starego obrazu, która choć nie ustrzegła się kilku zmian, dość dobrze trzyma się swego pierwowzoru i robi to bezkompromisowo oraz z pełną powagą.

Dziewiętnastowieczne realia (a właściwie już sama końcówka XIX wieku), w których została osadzona fabuła filmu, potrafią zachwycić. Ich odwzorowanie, na które składają się stroje, wnętrza, fragmenty miasta, budowle i mroczne plenery z obowiązkową mgłą, tworzą doskonały gotycki klimat, który jest najsilniejszym punktem tej produkcji. Charakteryzacji ciężko coś zarzucić. Również same wilkołaki wyglądają miło dla oka, a aktorzy dobrze odgrywają swoje role. Szczególnie grający główną rolę Benicio Del Toro, którego sam wygląd zawsze przywodził mi na myśl likantropa właśnie, wydaje się idealnie wpasowany w przeznaczoną dla niego rolę.

Jednak nie tylko aktorzy i doskonałą scenografia decydują, o jakości filmu. Być może większe znaczenie ma fabuła. Jeśli jest słaba, to i najpiękniejsze widoki oraz najdoskonalsze aktorstwo nie uratują filmu. Historia przedstawiona w „Wilkołaku” jest do bólu klasyczna i ukazana z chorobliwą powagą. Niestety jej klasyczność jest także jej przekleństwem, bo ciężko oczekiwać by mit, który znany jest każdemu, zdołał kogoś zaskoczyć, co w linii prostej wywołuje momentami poczucie znudzenia. A to wielka szkoda.

Szkoda tym większa, że technicznie nie ma się, do czego przyczepić. „Wilkołak” to piękne widowisko, któremu niestety brakuje jakiejś świeżości. Może gdyby twórcy odeszli nieco od klasycznej historii, wprowadzili nieco świeżego powiewu do skostniałego już bądź, co bądź motywu, efekt byłby lepszy. Tym czasem dostajemy ucztę dla oka, która niebezpiecznie wędruje w kierunku pięknie ozdobionej wydmuszki. Jednak i tak uważam, że po film warto sięgnąć i chociaż oko nacieszyć. A jeśli nie znacie tej historii, to pewnie i z seansu będziecie czerpać większą radość.

underluk

GORE

4

STRACH

4

OCENA

6