Hotel śmierci

Tytuł oryginalny: See No Evil

Reżyseria: Gregory Dark

Obsada: Christina Vidal, Rachael Taylor, Steven Vidler, Penny McNamee, Glenn Jacobs

Scenariusz: Dan Madigan

Muzyka: Tyler Bates

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2006

Hotel śmierci - okładka
Morderca ganiający młodzież po opuszczonym hotelu, opustoszałym lesie czy innym domku na odludziu, to zawsze dobry pomysł na film. “Hotel śmierci” korzysta z tej pierwszej lokacji, a w mordercę wciela się gwiazda WWE. Efekt da się oglądać.

Grupa młodzieży w ramach resocjalizacji, ma pomóc oczyścić świecący od dawna pustkami hotel. Budynek niegdyś luksusowy, w części zniszczony przez pożar, dziś mocno podupadł. Może jednak otrzymać drugą szansę, ale wymaga nieco pracy. I wszystko byłoby pewnie w porządku, gdyby w budynku nie ukrywał się groźny morderca, który szybko zacznie uszczuplać członków naszej młodej ekipy sprzątającej.

WWE wyłożyło kasę na produkcję, a w rolę głównego czarnego charakteru wcielił się Kane, gwiazda wspomnianej organizacji. Gość jest duży, wrestling dał mu jakąś wprawkę w aktorskim zawodzie, a ogromny hak na łańcuchu, który jest jego atrybutem, jeszcze umacnia widza w przekonaniu, że nikt nie chciałby z nim zostać sam na sam w zamkniętym pokoju. Kane jako aktor radzi sobie całkiem dobrze, ale w niektórych scenach, w których przydałoby się nieco więcej ekspresji, ogranicza się jedynie do ciężkiego oddechu i wydymania policzków. Gdyby nosił jakaś maskę, pewnie by to nie przeszkadzało, a tak, trochę męczy.

Męczą również pozostali bohaterowie. Nie wszyscy, bo ci nijacy jakoś szczególnie nie przeszkadzają, ale poza nimi i to w większej liczbie, są jeszcze ci irytujący. Tutaj bardziej kibicowałem mordercy niż nastolatkom, a ten jak na złość, czasami guzdrał się jakby mu nie zależało tak jak mi. Aktorzy odgrywają swoje role dość przeciętnie, a zarysowane przez scenarzystę postaci są nieciekawe. Ja wiem, że to młodzież po przejściach i normalni to oni być nie muszą, ale odrobina logicznego myślenia i trochę mniej denerwujących cech, by nie zaszkodziła.

W efekcie morderca i jego… tutaj może nie zdradzę, ale postać z nim powiązana, wypadają całkiem nieźle. Szczególnie, że w filmie mamy też mocno wyeksponowane czynniki, które ukształtowały mordercze zapędy oprawcy. Ten wątek sprawia, że końcówkę ogląda się nawet z zainteresowaniem szczególnie, że jest całkiem sycąca.

Technicznie film jak to mówią, dupy nie urywa. Jest poprawny, ale momentami widać, że niektóre ściany to tylko studyjne dekoracje. Kamerze brakuje momentami nieco profesjonalizmu, ale jak ktoś jest przyzwyczajony do gal WWE, to pewnie nawet nie zauważy braków w tej sferze. Tempo akcji czasami się dłuży, ale kilka scen jest satysfakcjonujących na tyle, że seans można potraktować jako udany.

Hotel śmierci” to film może nie przeciętny, bo kilka elementów może się w nim podobać, ale balansujący mocno na tej cienkiej granicy. Na pewno znajdzie swoich zwolenników, a jeśli nawet nie przypadnie wam do gustu to momentami jest na czym oko zawiesić. O ile nie wyłączycie go po pierwszych piętnastu minutach.

underluk

GORE

5

STRACH

6

OCENA

5