Coś

Tytuł oryginalny: The Thing

Reżyseria: Matthijs van Heijningen Jr.

Obsada: Mary Elizabeth Winstead, Joel Edgerton, Ulrich Thomsen, Eric Christian Olsen

Scenariusz: Eric Heisserer

Muzyka: Marco Beltrami

Kraj pochodzenia: Kanada, USA

Rok powstania: 2011

Coś - okładka
Coś” z 1982 roku jest jednym z tych filmów, które przewijają się przez wszystkie zestawienia najlepszych horrorów. Zasłużenie zresztą. John Carpenter stworzył film bardzo klimatyczny, potrafiący przestraszyć i z niezwykle ciekawą formą obcej istoty w roli straszydła. Stąd pewnie wynika jego kultowość i każdy kto zamierza zmierzyć się z jego legendą, może być pewny reakcji fanów. Jednak znaleźli się tacy, co postanowili nakręcić prequel.

Naukowcy na Antarktydzie odbierają dziwny sygnał. Kierując się w kierunku jego źródła pod lodem odkrywają statek, najwyraźniej obcego pochodzenia, a w lodzie zamrożone ciało obcego. Wsparcie przez dodatkową grupę fachowców, chcą dokładnie zbadać niezwykłe odkrycia. Niestety obcy zamrożony w lodzie od tysiącleci okazuje się zaskakująco żwawy, a jego aktywność szybko przerodzi się w prawdziwy koszmar. Grupa badaczy stanie nie tylko do walki o swoje życie, ale być może także o losy całego gatunku ludzkiego.

Jest obcy, są śnieżne widoki i pada kilka ofiar. Podstawowe elementy rodzące nadzieję, na udany film w klimacie “Coś”, obecne. I od razu powiem, że efekt końcowy jest interesujący.

To co może się podobać w najnowszym “Coś”, to obcy i ich wygląd. Sam koncept istoty z kosmosu, która doskonale potrafi upodabniać się do żywych organizmów w takim stopniu, że nigdy nie wiemy kto jest obcym, a kto prawdziwym człowiekiem, zasługuje na uznanie i celnie trafia w moje gusta. Szczególnie, że w recenzowanym filmie, gdy kosmita objawia swoją naturę to efekt wizualny jest świetny. Wykręcone potworki cieszą oko, ich ataki są zabójcze, a film zyskuje plusik za design. Swoje robi też umiejscowienie akcji w bazie badawczej na Antarktydzie, gdzie ciężko o bliskiego sąsiada, przez co poczucie odcięcia od świata jest mocniejsze, a kameralność wydarzeń potęguje klimat produkcji. Wśród aktorów znajdziemy kilka znanych twarzy i na role przez nich odtwarzanych ciężko narzekać.

Ale parę rzeczy, do których można się przyczepić się znajdzie. Przede wszystkim po seansie można odnieść wrażenie, że norwescy naukowcy to generalnie brodaci, nieco nieporadni faceci, którzy zamiast przeprowadzać badania, wolą chyba zaglądać do butelki. Technika na stacji jest mocno zaawansowana, bo jej mieszkańcy mają np. nieskończone źródło paliwa do miotaczy płomieni. Nie bardzo wiadomo jak obcy zaraża innych, bo choć wspomina się, że przez kontakt z samą istotą lub jej krwią, to zarażonym okazują się bohaterowie, którzy takiego kontaktu nie mieli. Przynajmniej nie ukazano tego na ekranie. No i wyjaśnienie dlaczego obcy jest poza statkiem, i dlaczego sam statek jest w lodzie jest mocno naciągane. Historia świata, sugerowałaby, że w czasach kiedy ów przybysz do nas przybył, Antarktyda jako kontynent była w trochę innym miejscu i raczej na pewno nie było na niej śniegu. Ale co tam, skoro jest teraz to zapewne był tam od zawsze.

W efekcie otrzymujemy film, który z jednej strony jest interesujący, może pochwalić się niezłym klimatem i podczas którego zdecydowanie jest na czym oko zawiesić (mimo pustawych lokacji), to jednak podczas seansu cały czas doskwierały mi małe, ale upierdliwe potknięcia bądź nielogiczności. Mimo wszystko oceniam film na siedem, choć jeśli nie lubicie fabuł z lukami, albo kiedy pewne wydarzenia są grubymi nićmi szyte, odejmijcie sobie punkcik. Mi mimo wszystko “Coś” z 2011 roku się podobało. No i cieszę się, że nie zabrakło kilku małych odniesień i mrugnięć okiem do fanów filmu Carpentera. W końcu mamy tutaj do czynienia z prequelem, więc jakieś nawiązania wystąpić musiały.

underluk

GORE

6

STRACH

5

OCENA

7