Dziewczyny śmierci

Tytuł oryginalny: The Final Girls

Reżyseria: Todd Strauss-Schulson

Obsada: Malin Åkerman, Taissa Farmiga, Alexander Ludwig, Adam DeVine, Nina Dobrev

Scenariusz: M.A. Fortin, Joshua John Miller

Muzyka: Gregory James Jenkins

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2015

Dziewczyny śmierci - okładka
Czasami zdarza się film, który ma całkiem niezły pomysł, ale po seansie mamy wrażenie, albo nawet pewność, że nie został on do końca wykorzystany. “Dziewczyny śmierci” to doskonały przykład takiego niewykorzystanego potencjału.

Max jest córką zmarłej już aktorki znanej z horroru “Camp Bloodbath”, czyli idealnego przykładu slashera z lat ‘80. Gdy w miasteczku, fani filmu przygotowują mini maraton z tym dziełem oraz jego sequelem, jednemu z nich, który jest przyrodnim bratem przyjaciółki naszej bohaterki, udaje się namówić ją by przyszła na seans. Na sali wybucha jednak pożar i grupa przyjaciół wraz z Max ucieka z kinowej sali przez ekran, za którym miały być drzwi. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej, bo zamiast wydostać się na zewnątrz… trafiają do filmu, który przed chwilą oglądali. Teraz oni, wraz z bohaterami slashera będą musieli stawić czoła morderczemu Billy’emu, a scenariusz ułoży się nieco inaczej.

Mamy tutaj do czynienia z zabawą konwencją filmów o prawie nieśmiertelnym mordercy, który zabija nastolatków w obozie gdzieś nad jeziorem. Campowy slasher w czystej postaci i jednocześnie pewien hołd dla gatunku. Mamy tutaj mnóstwo na wiązań do innych tego typu filmów, ze szczególnym wskazaniem na “Piątek trzynastego” od zapożyczeń, z którego tutaj się po prostu roi. I nie jest to wada, bo zrobiono to z należytym szacunkiem. Mamy speca od horrorów, który wyłoży nam teorię (Randy’iemu z “Krzyku” do pięt nie dorasta). Mamy sztampowe i nieco przerysowane postaci i aktorów, którzy przeważnie nieźle wywiązują się ze swojego zadania. Mamy wreszcie ostry jak brzytwa obraz i elementy techniczne na wysokim poziomie i odrobinę humoru, która podkreśla całość.

Dlaczego więc uważam, że ten film nie wykorzystał swojego potencjału?

Przede wszystkim jest zbyt złagodzony. Mam wrażenie, że ktoś na siłę wymagał by efekt końcowy otrzymał jak najniższą kategorię wiekową, co w efekcie dało nam film ani nie straszący, ani nie cieszący oka żadnymi efektami gore. Kilka ładnych, a czasami nawet bardzo ładnych kadrów się znajdzie, ale zapomnijcie o krwawych widokach. Co jest tym bardziej dziwne, że jest nawet jedna dekapitacja, ale krwi ani kropli. Scenariusz choć bogaty w różne odniesienia do klasyków gatunku jest mocno przewidywalny i raczej niczym nie zaskakuje. Ma też kilka momentów zupełnie niedorzecznych, ale zrzucę to na przyjętą konwencję. W końcu w slasherach wiele momentów szytych jest grubymi nićmi, więc ciężko takich rzeczy czepiać się tutaj. Do gustu nie przypadła mi też postać Max. Szkoda tym większa, że jest ona główną bohaterką przez co nie można nawet liczyć, że morderca szybko ją zabije i w efekcie irytuje przez cały seans.

Na zakończenie napiszę tak. Film oglądało mi się nawet dobrze, ale jest to obraz, który nikogo nie przestraszy. Gdyby twórcy wylali gdzieniegdzie trochę krwi, ocena końcowa byłaby przynajmniej o jeden punkt wyższa. I ja naprawdę nie jestem jakimś zwolennikiem brutalności. Nie lubię po prostu, jak slasher, gatunek bądź co bądź na morderstwach, cyckach i krwi bazujący, zostaje zupełnie pozbawionych tych dwóch ostatnich filarów. Za to wielki minus, a film choć spokojnie można obejrzeć, pozostawia spory niedosyt.



+ zabawa konwencją
+ odrobina humoru
+ doskonały technicznie

- niby slasher, a bez krwi i piersi
- zapomnijcie o brutalności
- pozostawia niedosyt

underluk

GORE

2

STRACH

2

OCENA

5