Crimson Peak. Wzgórze krwi

Tytuł oryginalny: Crimson Peak

Reżyseria: Guillermo del Toro

Obsada: Mia Wasikowska, Jessica Chastain, Tom Hiddleston, Charlie Hunnam, Burn Gorman

Scenariusz: Guillermo del Toro, Matthew Robbins

Muzyka: Fernando Velázquez

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2015

Crimson Peak. Wzgórze krwi - okładka
Guillermo del Toro to reżyser, który przyzwyczaił widzów, że filmy, pod którymi się podpisuje to dzieła o ile nie wybitne, to przynajmniej bardzo dobre. Zawsze, zachwycające wizualnie i pochłaniające opowiadaną w nich historią. “Crimson Peak. Wzgórze krwi” miało być kolejnym obrazem, który potwierdzi formę jego twórcy i już w dniu premiery stanie się klasykiem kina. Tak przynajmniej obiecywały reklamy.

W efekcie udało się połowicznie. Warstwa wizualna zachwyca, o to nie musicie się martwić. Fabuła osadzona gdzieś na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku, której tłem na początku są bogate salony, a na późniejszym etapie popadający w ruinę zamek, gdzieś na angielskiej prowincji, to doskonały powód by pokazać pełne przepychu wnętrza i bogate, zachwycające ubiory. Każdy kadr, wśród których wiele mogłoby zostać wydrukowanych jako obrazy, wypełniony jest masą szczegółów. Mało tego, nawet takie ujęcia, gdzie właściwie nie dzieje się nic, same sobą potrafią zachwycić. Gra kolorów jest perfekcyjna i to jej podporządkowany jest motyw z tytułowym wzgórzem krwi, którego nazwa bierze się z krwisto czerwonej gliny, na której stoi zamek, w którym zamieszka główna bohaterka.

Również dopracowane efekty specjalne robią niemałe wrażenie. Doskonale animowane duchy wyglądają imponująco, a ich widok, niedzielnemu zjadaczowi grozy może przyśnić się po nocy. Nie widzimy ich niestety zbyt często, a baśniowe otoczenie nieco zmiękcza ich obraz, ale i tak mogą się podobać.

Nie napisałem jeszcze właściwie o fabule. Wcześniej wspomniałem, że film udał się połowicznie i jak się pewnie domyślacie elementem, który tutaj zawodzi jest właśnie opowiadana historia. Młoda aspirująca pisarka poznaje przystojnego młodzieńca. Zakochują się w sobie choć ojciec naszej bohaterki zdecydowanie nie pochwala tego związku. Wkrótce jednak tragicznie umiera i nic nie stoi na przeszkodzie ich wspólnemu szczęściu, zabarwionemu niestety nutką żałoby. No chyba, że młodzieniec nie do końca jest tym kim się wydaje, a mroczna posiadłość w Anglii kryje swoje mroczne tajemnice. I wiecie co? To nawet nie jest zła historia, szczególnie, że nieźle zagrana, tylko słyszeliśmy ją już milion razy. Jak nie więcej.

W efekcie, widz atakowany wizualnym przepychem dostaje taką trochę fabularną wydmuszkę. Typowy przepych formy nad treścią, który podczas seansu bawi, ale niewiele po nim zostaje. Poza ładnymi widokami oczywiście.

Dlatego, warto ten film potraktować jako baśń dla takiego trochę starszego widza. Wtedy jest w porządku. Niestety jako horror zawodzi, bo choć groza czasami się pojawia, to jest jednak mocno rozmiękczona przez warstwę wizualną, której by kogoś przerazić, brakuje surowości. Jakkolwiek by to nie brzmiało. Mimo wszystko, ja seansu nie żałuje. Film ogląda się przyjemnie i na pewno cieszy oko. No i te duchy nawet mi się podobały.

underluk

GORE

3

STRACH

3

OCENA

6