Puls 2

Tytuł oryginalny: Pulse 2, Pulse 2: Afterlife

Reżyseria: Joel Soisson

Obsada: Jamie Bamber, Karley Scott Collins, Todd Giebenhain, Georgina Rylance

Scenariusz: Joel Soisson

Muzyka: Elia Cmiral

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2008

Puls 2 - okładka
Puls” nie był złym filmem. Miał fajny pomysł, poprawną realizację i nawet dziś spokojnie można po niego sięgnąć. I najwyraźniej odniósł na tyle duży sukces, że postanowiono nakręcić sequel. Niestety.

Wirus, którego genezę poznaliśmy w pierwszym filmie, rozprzestrzenia się na szeroką skalę i nikt nie jest w stanie temu zaradzić. Pewna kobieta zauważa, że nie ma jej córki. Zaczyna jej rozpaczliwie szukać, a przed widzem rozpoczyna się festiwal głupot, marności i zwyczajnej nudy. Wkrótce do poszukiwań włączy się też ojciec dziewczynki, który upora się z tym zadaniem dość sprawnie i odkryje tajemnicę matki.

Przyznam się, że zasiadając do seansu nie spodziewałem się tak słabego filmu. Jedynka mimo swoich wad, generalnie przypadła mi do gustu i wspominam ją dość przyjemnie. Może dlatego po oglądnięciu kontynuacji czułem tak duży zawód. A słabe jest tutaj na prawdę wszystko. Fabuła jest prosta i choć scenarzysta wyraźnie starał się wpleść w nią jakiś element zaskoczenia, to zwyczajnie mu to nie wyszło. W pierwszej części mieliśmy genezę powstania wirusa, grupkę ludzi, którzy starali się zrozumieć zaistniałą sytuację i jakoś się jej przeciwstawić. Narastające napięcie, ciekawe efekty i fabułę, która była dość rozbudowana. W dwójce zapomnijcie o tym wszystkim. Ludzie się zabijają albo starają schronić w oazach gdzie nie ma komputerów i zasięgu sieci komórkowych. Bohaterowie ciskają się od lokacji do lokacji bez ładu i składu. Matka szuka córki bardzo chaotycznie. Do tego stopnia, że nagle wpada na pomysł, że może zostawiła ją u swoich rodziców. No bo przecież kto by tam przywiązywał uwagę do swojego dziecka. Inna scena, która utkwiła mi w pamięci to gdy ojciec z córką tankują benzynę na stacji benzynowej i dowiadują się, że bezpieczne strefa jest trzydzieści kilometrów od miasta. Dojazd tam (a właściwie próba dojazdu) zajmuje im niebotyczną ilość czasu bo w jego trakcie zdąży się ściemnić, a bohaterowie postanowią przenocować w samochodzie, gdzieś w szczerym polu. I takich kretynizmów jest tutaj na pęczki.

Za mizerną fabułą idą jeszcze gorsze efekty specjalne i warstwa wizualna filmu. Ja rozumiem mały budżet, ale żeby bluebox wyłaził z co drugiego kadru to już przesada. Szczególnie, że zrobiony jest słabo i sztuczność tych ujęć po prostu kłuje w oczy. Do tego dochodzi tragiczne oświetlenie tych scen, przez co ich lipny efekt jest jeszcze spotęgowany. Nie lepiej wygląda sprawa z pojawiającymi się od czasu do czasu zjawami. Spece od FX albo byli jakimiś praktykantami, albo robili do za darmo bo nie wiem czy ktoś byłby skłonny zapłacić za takie efekty specjalne. Bieda na każdym kroku.

Pulsu 2” nic nie ratuje, ale znalazły się dwie sceny, które jako tako wyszły. Koleś podpalający się na stacji benzynowej i laska w połowie wtopiona w podłogę. Nie są to może widoki jakichś wysokich lotów, ale na tle słabej całości, jakoś się wyróżniają. Na siłę może jeszcze scenę z kotem dorzucił bym jako trzecią, godną jakiejś uwagi. I to tyle z zalet. Choć i te muszę przyznać, są nieco wymuszone.

Najśmieszniejsze jest to, że jeśli nie wiedzieliście pierwszej części, to fabuła dwójki, choć prosta jak tok myślenia typowej blondynki z kawałów, okaże się w wielu kwestiach niezrozumiała. Ludzie się zabijają, ale dlaczego? Nie wiadomo. Jasne, powiedziane jest, że panuje jakiś wirus, ale jaki? Skąd? Dlaczego zmusza ludzi do samobójstwa? I dlaczego jedni odbierają sobie życie, a inni nagle rozpadają w proch? Nikt na te pytania nie odpowiada. Ale w sumie jakie to ma znaczenie, skoro “Puls 2” to strata czasu i nikomu go nie polecam. Nawet osoby, które lubią filmy tak złe, że aż dobre nie znajdą tutaj nic dla siebie. To jest po prostu kiepski obraz.



+ dwie w miarę udane sceny

- efekty specjalne
- wszędobylski bluebox
- nudny
- fabuła
- bohaterowie

underluk

GORE

1

STRACH

2

OCENA

2