Knock Knock

Tytuł oryginalny: Knock Knock

Reżyseria: Joseph Ariola

Obsada: Sal Sirchia, Lou Savarese, Kim Taggart, Asher Grodman, Jim Ford, Antonio Mastrantionio

Scenariusz: Joseph Ariola

Muzyka: Scott Anderson

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2007

Knock Knock - okładka
W okolicy zaczynają ginąć młodzi ludzie. Morderca wydaje się nie mieć planu, a policja nie radzi sobie z sytuacją. Ofiar przybywa, a zamordowani poza młodym wiekiem nie wydają się być ze sobą powiązani. Za to sposób ich śmierci zdaje się mieć coś wspólnego z zawodem wykonywanym przez ich ojców. Kim jest morderca? Czy ma jakiś plan? Co nim kieruje?

Schemat, na jakim opierają się slashery był wałkowany już na wszystkie sposoby i raczej trudno wymyślić w tej kwestii coś nowego. Wydawać by się mogło, że złote lata ’80 dla tego gatunku, wycisnęły wszystko, co się dało z koncepcji mordercy nastolatków. Jednak od czasu do czasu jakiś twórca grozy sięga po ten podgatunek horroru i stawia mu czoło. Tylko nieliczni z takiego starcia wychodzą zwycięsko, ale to nie przeszkodziło Josephowi Arioli, podjąć wyzwania. Jego „Knock Knock” powstał w 2007 roku i wydaje się czerpać, co najlepsze ze starszych braci, ale nie wszystko tu zagrało.

W filmie mamy całkiem zgrabnie opowiedzianą historię mordercy, który jak się dowiemy pod koniec seansu, ma swoje powody do zemsty, a i obrana przez niego ścieżka osiągnięcia celu nie jest przypadkowa. Pomysł na scenariusz widać, że był i mimo kilku dłużyzn, wyszedł całkiem zgrabnie. Szczególnie dobrze prezentują się motyw z tytułowym pukaniem i jego narodziny. Na plus należy także zaliczyć wachlarz sposobów zabijania, jakimi nasz oprawca się popisuje. Szkoda tylko, że na tle tego wszystkiego, sam morderca wydaje się wyblakły i trochę nijaki.

Nad całością produkcji, co akurat mi się podoba, unosi się nutka kina klasy B. Dzięki temu na wiele niedociągnięć spokojnie możemy przymknąć oko, a i da się odczuć lekki powiew przeszłości. Aktorzy wypadają różnie, ale choć mają swoje lepsze i gorsze momenty, przynajmniej nie drażnią. Efekty specjalne wykonane są dobrze. Kiedy ma być krwawo to jest, a kiedy ma być brutalnie to również tak wypada. Przyczepiłbym się tylko do twarzy mordercy, która w pierwszej chwili przywiodła mi na myśl maski szyte przez Laterface, ale jak się później okazało jest efektem poparzenia. Cóż, jak na spaloną skórę wygląda trochę słabo.

Przydałoby się także, więcej momentów narastającej grozy. Kilka scen rozegranych zostało zbyt szybko, ale może takie było zamierzenie twórców. W każdym razie „Knock Knock” do historii slasherów nie przejdzie, ale te półtorej godziny z nim spędzone nikt nie powinien uznać za zmarnowane. Szczególnie, jeśli tęskni za klimatem złotej epoki takiego kina. W końcu zabójca jest, gore jest, a i cycki się znajdą. Gdyby tylko morderca bardziej zapadał w pamięć, była by siódemka, a tak mamy solidną szóstkę.

underluk

GORE

6

STRACH

4

OCENA

6