Zombie SS

Tytuł oryginalny: Død snø, Dead Snow

Reżyseria: Tommy Wirkola

Obsada: Stig Frode Henriksen, Ane Dahl Torp, Charlotte Frogner, Lasse Valdal, Jeppe Laursen

Scenariusz: Tommy Wirkola, Stig Frode Henriksen

Muzyka: Christin Wibe

Kraj pochodzenia: Norwegia

Rok powstania: 2009

Zombie SS - okładka
Ośmioro studentów medycyny chce spędzić wolny czas w osamotnionej chatce, gdzieś w norweskich górach. Przyjaciele zaczynają beztroską zabawę, którą na moment przerywa im pojawienie się pewnego nieznajomego, który opowiada im historią z czasów II Wojny Światowej, o grupie niemieckich żołnierzy, którzy siejąc postrach wśród okolicznej ludności, uzbierali sobie pokaźny skarb. Uciśnieni postanowili się jednak zemścić i wyrazić czynem swoją niechęć do ucisku. Niemcy wraz z oficerem SS zmuszeni do ucieczki chronią się w górach, gdzie prawdopodobnie zamarzają. Ale czy aby na pewno, czeka ich tam tylko mroźna śmierć?

Zombie są wdzięcznym tematem dla filmowców, dla których fakt wyeksploatowania tematu do granic możliwości, nie wydaje się być jakąś przeszkodą. Na szczęście od czasu do czasu trafi się jakiś film z ożywieńcami w roli głównej, który w nieco odmienny lub bardziej humorystyczny sposób podchodzi do tej gałęzi horroru. “Dead Snow” jest takim właśnie filmem z przymrużeniem oka. Dzięki sporej dawce humoru, fala krwi i wnętrzności, jaka wylewa się z ekranu nie wydaje się tak brutalna, jaka jest w rzeczywistości. Obie strony nie szczędzą sobie efektownych scen zejścia. Rozrywanie czaszki, rozczłonkowanie, patroszenie, dekapitacje i masa mniejszych lub większych obrażeń ciała to coś, czego tutaj na pewno nikomu nie zabraknie. Szczególnie w drugiej połowie filmu, bo pierwsza buduje atmosfera, rozwija historię i budzi sympatię widza do postaci na ekranie.

Sama fabuła może nie powala, ale ma być tylko pretekstem do dobrej zabawy. Znajdzie się kilka nielogiczności, albo elementów szytych grubymi nićmi, (po co wkładać komuś ukradkiem monetę do kieszeni?), ale nie nudzi, a to chyba najważniejsze. Dzięki temu czas przed ekranem mija szybko i rozrywkowo. Strasznych jest tu kilka momentów, ale fanów grozy jakoś szczególnie one nie poruszą. Mniej odporni mogą się wzdrygnąć, ale “Dead Snow” nastawiony jest głównie na efekty gore, których jest tutaj pod dostatkiem. Ich wykonanie nie stawia na maksymalny realizm, ale spełnia swoją rolę i nawet nie odstrasza sztucznością. Krew tryska obficie, urwane kończyny nie śmieszą, a amputacja jest dość drażliwa. Na szczęście wszystko jest nie do końca na poważne i widać, że ekipa dobrze się bawiła na planie.

Aktorsko i muzycznie jest dobrze. Początkowo może trochę wydaje się sztywne, ale po chwili przestaje się na to zwracać uwagę. Plusem są także piękne widoki norweskich gór i kilka zapadających w pamięć scen. Sama charakteryzacja zombie pozostawia trochę do życzenia, ale źle nie jest. Jeśli ktoś lubi czarne komedia ze szczyptą grozy i odrobiną sosu gore, powinien być usatysfakcjonowany. “Dead Snow” to dobry film, który świetnie się ogląda i podczas wieczorku ze znajomymi sprawdzi się idealnie.

underluk

GORE

7

STRACH

5

OCENA

7