Antychryst

Tytuł oryginalny: Antichrist

Reżyseria: Lars von Trier

Obsada: Willem Dafoe, Charlotte Gainsbourg, Storm Acheche Sahlstrøm

Scenariusz: Anders Thomas Jensen, Lars von Trier

Muzyka: Kristian Eidnes Andersen

Kraj pochodzenia: Dania, Francja, Niemcy, Polska, Szwecja, Włochy

Rok powstania: 2009

Antychryst - okładka
Śmierć dziecka jest olbrzymią tragedią dla rodziców, a od tego zaczyna się właśnie “Antychryst”. Matka chłopca popada w rozpacz, z której będzie starał się wyciągnąć ją jej partner, światowej sławy psycholog. Krok po kroku docierając do sedna problemu i strachu, odkrywając poszczególne tajemnice, postara się wspomóc czas w leczeniu bólu. Nie będzie to łatwa droga, ale u jej końca nie czeka nic dobrego. Ale o tym przekonacie się sięgając po ten film.

A czy warto sięgnąć? Myślę, że tak, choć obrazem idealnym on nie jest. Największa wadą jest nuda, jaka wylewa się z pierwszej części filmu. Po dramatycznym wstępie zaczyna się faza leczenia, która choć początkowo interesująca, z czasem w dziwny sposób nudzi. Niby nie dzieje się mało, ale to wszystko jakoś nie przykuwa. Poznajemy tutaj poszczególne fazy, jakie rodzą się w psychice osoby dotkniętej tragicznymi wydarzeniami oraz bezpośrednie metody radzenia sobie z nimi oraz ich leczenia. Ile w tym prawdy? Nie wiem, ale ten etap filmu wygląda dość wiarygodnie, choć zdecydowanie nuży. Potem gdy bohaterowie przenoszą się do leśnej chaty, fabuła zaczyna nabierać tępa, a zwroty akcji zaskakują i potrafią całkowicie wypaczyć odbiór zarówno wcześniejszych wydarzeń jak i bohaterów filmu. I to jest z kolei największa zaleta tej produkcji. A zaraz obok niej postawił bym obraz.

Zdjęcia nazwałbym surowymi. Kamera często prowadzona jest z ręki, co w wielu momentach wzmaga doznanie realności przedstawianych wydarzeń i pomaga wczuć się w surową atmosferę filmu. Mimo to,  nie zabrakło bardziej efektownych zabiegów w postaci pojedynczych, długich scen, które mogą kojarzyć się z jakimiś sennymi marzeniami (może koszmarami raczej), na których główną rolę odgrywa plener i ledwo poruszająca się postać. Dużo wyblakłych kolorów, las i chatka pośrodku niego doskonale budują klimat “Antychrysta”. Na nastrój w filmie mocno wpływa także spora dawka erotyki, a może nawet powinienem napisać, że pornografii. Tak jak kamera nie ucieka przed makabrą, tak samo nie ucieka przed nagim ciałem ze wszystkimi jego elementami. W opisywanym filmie zobaczycie więcej niż w niejednej “Różowej landrynce” czy innym “Pamiętniku pantofelka”. Lars von Trier nakręcił film surowy i dosłowny.

Na nastrój duży wpływ mają także odtwórcy głównych ról, którzy nie mieli łatwego zadania przed sobą. Postaci są złożone psychologicznie, a scenariusz nie raz wystawia je na próbę charakteru i stawia przed aktorami sceny trudne. A tych ostatnich z seansu przynajmniej kilka zapadnie Wam w pamięci. Nie chcę tutaj niczego zdradzać, żeby nie psuć przyjemności z oglądania, ale kilka ujęć i wydarzeń potrafi zrobić wrażenie. Wiele rzeczy pokazanych jest tutaj dosłownie, bez przerysowania i uciekania kamery gdzieś w bok, co zdecydowanie kwalifikuje film jako obraz dla widzów dorosłych.

Sama fabuła trochę zawodzi, choć dużo nie można jej zarzucić. Po początkowym trzęsieniu ziemi obserwujemy dramat rodziny, która straciła dziecko. Rozpad jej dotychczasowego trybu życia i walkę o każdą odrobinę normalności. Tutaj jest trochę nudno, ale gdy akcja przenosi się do Edenu i na jaw zaczynają wychodzić poszczególne fakty, automatycznie robi się ciekawiej. Historia nabiera tępa i interesuje. Akcja z dramatycznej płynnie przechodzi w bliższą horrorowi. Z grozy egzystencjalne, którą oglądamy od początku, powoli wędruje w kierunku metafizyki i makabry, co w połączeniu z czujnym okiem kamery, sprawia dosyć niepokojące wrażenia.

Po “Antychrysta” warto sięgnąć i warto przetrzymać te kilkadziesiąt początkowych minut. To co dzieje się później powinno wynagrodzić te chwile oczekiwania, a wcale nie jest powiedziane, że i pierwsza część filmu nikomu nie przypadnie do gustu. Mnie trochę znudziła, ale przyznam, że oczekiwałem czegoś innego. Mimo wszystko nie czuję się zawiedziony i nie uważam czasu przed ekranem za stracony. Poza tym wiem, że tego filmu długo nie zapomnę i chyba dlatego także warto po niego sięgnąć.

underluk

GORE

6

STRACH

6

OCENA

7