The Shrine

Tytuł oryginalny: The Shrine

Reżyseria: Jon Knautz

Obsada: Aaron Ashmore, Cindy Sampson, Meghan Heffern, Ben Lewis, Trevor Matthews, Monica Bugajski

Scenariusz: Jon Knautz, Brendan Moore

Muzyka:

Kraj pochodzenia: Kanada

Rok powstania: 2010

The Shrine - okładka
Młoda dziennikarka, chcąc uniknąć tematów typu umierające pszczoły, jakie są jej zrzucane przez położonego, stara się zainteresować go dziwnymi zaginięciami ludzi, gdzieś w odległej Polsce. W końcu wbrew zleceniom, samodzielnie angażuje się w temat i wraz ze swoim chłopakiem i koleżanką z pracy, wyrusza do naszego kraju. Uzbrojona w materiały o zaginionych i dziennik ostatniego z nich ustala, że ślad po tych osobach znika w miejscowości Kózki, choć w filmie wielokrotnie pada także tradycyjnie staropolska nazwa Alwainia. To, co znajdą na miejscu mocno ich zaskoczy.

Wbrew temu, co sądzą nasi zaoceaniczni sojusznicy, Kanadyjczyk Jon Knautz nie pokazał naszej ojczyzny jako kraju, w którym ludzie chodzą w futrach i mieszkają z niedźwiedziami polarnymi. Polska wieś w „The Shrine” zatrzymała się w rozwoju gdzieś na przełomie XIX i XX wieku oraz panuje na niej iście amiszowski klimat, ale co ciekawe już od małego uczy się u nas w szkole angielskiego. Dzięki temu bohaterowie spokojnie mogą się dogadać z miejscową ludnością, choć ta od samego początku nie jest do nich przychylnie nastawiona. Choć grupa naszych dzielnych „detektywów” porusza się samochodem na naszych tablicach, to o ile lasy jeszcze za polskie mogłyby uchodzić, tak już architektura, oraz wyposażenie wnętrz jest typowo amerykańskie. Na plus należy jednak zaliczyć często słyszaną mowę polską, choć wielokrotnie straszliwie łamaną. Szczególnie polszczyzna w wykonaniu typowego mieszkańca naszego kraju, czyli blondyna z wydepilowaną klatką, modną fryzurą i wyglądem typowego modela, niejednokrotnie wywołała uśmiech na mojej twarzy. Mimo wszystko docenić trzeba.

Wieś żeby trafiła do horroru, musi skrywać jakąś tajemnicę. Tutaj nie jest inaczej, a poza znikającymi ludźmi, w głębi lasu, skryta we mgle, kryje się pewna statua, którą znajdzie nasza dziennikarka i jej koleżanka. Niestety fakt ten, przesądzi o ich losie. Przy okazji okaże się, że niegościnna miejscowość, wcale bez powodu taka nie jest. Fabułą jest raczej prosta i szczególnych zwrotów akcji nie ma co się spodziewać. Również gra aktorska pozostawia dużo do życzenia. Podobnie zresztą jak efekty specjalne. Gumowe maski aż rażą, ale budżet produkcji wysoki nie był. Akcja wlecze się powoli, ale pod koniec na szczęście przyspiesza, a nawet nabiera nieco rumieńców.

Recenzje w Internecie, na jakie trafiłem są temu filmowi bardzo nie przychylne. Może to wynik frustracji na pokazaną Polskę, ale „The Shrine” w moim przekonaniu aż taki zły nie jest i spokojnie bez większego wysiłku można znaleźć filmy o kilka klas gorszych. Owszem, nie jest to dzieło wybitne, ale seans ani mnie nie zmęczył, ani nie uśpił. Sporo się pośmiałem, choć akurat taki efekt na pewno przez twórców zamierzony nie był, a kilka momentów nawet mnie zaciekawiło. Obrazowi nie można także odmówić pewnego klimatu, bo i kilka motywów jak choćby wspomniana statua we mgle, tajemnicze maski i egzekucje, są interesujące i potrafią nastrój grozy wytworzyć (szczególnie w końcówce). Skąd, więc taka ilość żółci wylewana na ten film. Nie wiem.

Czy warto, więc po recenzowany obraz sięgnąć? Być może tak, choćby po to, żeby posłuchać polskich dialogów w kanadyjskim filmie. Poza tym, pod maską słabego aktorstwa i nienajlepszych efektów specjalny, kryje się przeciętna fabuła, która choć nikogo nie zaskoczy nie jest znowu czymś tragicznym. Nie polecam, ale nikomu nie będę też odradzał.

underluk

GORE

3

STRACH

3

OCENA

4