Ambulans

Tytuł oryginalny: Ambulance, The

Reżyseria: Larry Cohen

Obsada: Eric Roberts, Janine Turner, James Earl Jones, Laurene Landon, Red Buttons

Scenariusz: Larry Cohen

Muzyka: Jay Chattaway

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 1990

Ambulans - okładka
Josh Baker, zaczepia na ulicy kobietę. Kobietę nie byle jaką bo mija ją codziennie, a której widok niezwykle trafia w jego gusta. Próbuje się z nią umówić i mimo, że jego wybranka początkowo stara się go zbyć, w końcu udaje mu się nawiązać nić porozumienia. Pojawia się szansa sukcesu, ale w pewnym momencie kobieta słabnie. Okazuje się, że jest chora na cukrzycę. Szybko zostaje wezwany ambulans, który zabiera chorą do pobliskiego szpitala. W ostatniej chwili, nasz bohater obiecuje ją odwiedzić i słowa zamierza dotrzymać. Niestety, wkrótce okaże się, że w żadnym ze szpitali w mieście nie przyjęto pacjentki, której szuka. Policja nie chce wierzyć w porywającą ludzi karetkę, a cukrzyków ginie coraz więcej.

To jest film grozy dla diabetyków. Tylko osoby z tą przypadłością oraz główny bohater, są porywani w tym filmie. Z tą różnicą, że ten ostatni usilnie się o to stara. W tej roli wystąpił Eric Roberts, a kreowana przez niego postać rysownika komiksów, nie wszystkim przypadnie do gustu, choć mi osobiście bardzo jego gra się podobała. Tak jak cały film, ale nie ulega wątpliwości, że trzeba odpowiednio do niego podejść.

Jest to kino z samego początku lat dziewięćdziesiątych, więc trzeba się przygotować na potężną dawkę kiczu. Na szczęście komiks w tle i lekkie podejście Larryego Cohena, reżysera filmu, sprawia, że ta historia nie jest nakręcona na poważnie. Dzięki temu w tle nikną wszelkie nieścisłości, luki i czasami głupie zachowanie bohaterów, a zostaje całkiem przyjemnie oglądająca się historia. Przyjemnie, ale tylko pod warunkiem odpowiedniego do niej podejścia.

„Ambulans”, choć wszędzie przypinana jest mu metka horroru, tak naprawdę horrorem nie jest. Przynajmniej nie w sensie definicji gatunku, która wymaga czynnika nadprzyrodzonego. Tutaj nic takiego nie ma. Mimo wszystko sam tytułowy pojazd, momentami potrafi sprawiać wrażenie dość przerażającego. Szczególnie biorąc pod uwagę, że ludzie, którzy trafiają do jego wnętrza, znikają bez śladu.

Mamy tutaj do czynienia z filmem klasy B. Technicznie tragicznie nie jest, ale mimo wszystko wiele elementów pozostawia sporo do życzenia, choć chyba najgorszym z nich jest scenariusz. Z drugiej strony, w gatunku, jaki reprezentuje z łatwością można znaleźć dużo gorszych przedstawicieli. Jednak ilość luk i dziwnych pomysłów, jakie miał jego twórca, pozwala snuć przypuszczenia, o nie do końca prawidłowym stanie jego umysłu. Aktorsko jest dość solidnie, choć nie da się ukryć, że Eric Roberts tutaj błyszczy, o ile, jak już wspomniałem wyżej, zaakceptuje się ten rodzaj aktorskiej ekspresji.

Generalnie recenzowany obraz uważam za udany. Jest to film, który ogląda się szybko i przyjemnie. Jest sporo humoru, trochę wartkiej akcji i kilka ton kiczu. Kwintesencja przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Grozy tu niewiele, ale czas przed ekranem można spędzić przyjemnie.

underluk

GORE

1

STRACH

3

OCENA

6