Kleszcze

Tytuł oryginalny: Ticks

Reżyseria: Tony Randel

Obsada: Rosalind Allen, Ami Dolenz, Seth Green, Virginya Keehne, Alfonso Ribeiro

Scenariusz: Brent V.Friedman

Muzyka: Daniel Licht , Christopher L. Stone

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 1993

Kleszcze - okładka
Pajęczaki niewielu uważa za zwierzęta przyjemne. Szczególnie takie, które z wielką ochota garną się do naszej krwi, jak np. kleszcze. Idealne istoty do horroru. No może po lekkiej modyfikacji, by sam ich widok siał grozę. No i w 1993 roku, doczekały się swojego filmu, o wszystko mówiącym tytule.

Gdzieś w leśnej głuszy, miejscowi mieszkańcy prowadzą swój cichy biznes. Plantacja marihuany rozwija się dobrze, a dla zwiększenia efektywności, rośliny podlewane są specjalną mieszanką, której część trafia także na pobliskie łono przyrody. Tam świetnie wpływa na kleszcze, które osiągają imponujące, jak na te pajęczaki rozmiary, co w połączeniu z ich niepohamowanym apetytem, daje dość krwiożerczy efekt. A żerować będą miały na czym, bo niedaleko pojawia się małżeństwo z córką i grupką niesfornej młodzieży pod ich opieką. Wycieczka poza miasto, wkrótce przerodzi się w rozpaczliwą walkę o przeżycie.

Nie będę ukrywał, że „Kleszcze” nie są filmem wybitny, choć jak na swoją tematykę obraz wyszedł przyzwoicie. Na tyle dobrze, że czasu spędzonego na jego obejrzenie nie uznam za stracony. Tym bardziej, że widziałem go już nie raz i pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę.

Film pochodzi z początku lat dziewięćdziesiątych i widać to na pierwszy rzut oka. Moda, aktorstwo i sposób realizacji nie pozostawia złudzeń. Całe szczęście całość zrobiona jest z przymrużeniem oka, co sprawia, że z oglądania można nawet czerpać przyjemność. Aktorstwo jest w porządku. To oznacza, że niektórzy aktorzy wywiązali się ze swoich ról dobrze, a niektórzy nieco gorzej, choć może to być też poniekąd wypadkowa postaci, jakie mieli do odegrania. A tych mamy całą galerię od opiekuńczego ojca, przez jego buntującą się córkę, miejskiego twardziela, lalunię, cwaniaczka po trochę nierozgarniętego opiekuna plantacji. Charakterów jest sporo, ale wszystkie stereotypowe.

Jednak największą atrakcją recenzowanej produkcji są tytułowe stworzenia. Kleszcze są duże i agresywne. Gdy tylko wyczują w pobliżu żywe stworzenie, zrobią wszystko by dorwać się do jego krwi. Rozmnażają się w imponującym tempie, a ich kokony szybko staną się istotnym elementem okolicznej przyrody. Nie wyglądają do końca naturalnie, ale jest to dobra rzemieślnicza robota. Dużo przyjemniejszy efekt niż dzisiejsze komputerowe animacje.

„Kleszcze” nie są złym filmem. Niosą ze sobą bagaż typowy dla obrazów powstających na początku lat dziewięćdziesiątych, ale mimo wszystko ogląda się je dobrze. Szczególnie, że nie są zrobione do końca na poważnie, więc mimowolnie przymykamy oko na niektóre elementy. Spokojnie można po nie sięgnąć, bo co by nie mówić, to solidna produkcja.

underluk

GORE

4

STRACH

5

OCENA

6