Zabójca

Tytuł oryginalny: Rouge

Reżyseria: Greg McLean

Obsada: Radha Mitchell, Michael Vartan, Sam Worthington, Geoff Morrell

Scenariusz: Greg McLean

Muzyka: Frank Tetaz

Kraj pochodzenia: Australia, USA

Rok powstania: 2007

Zabójca - okładka
Wycieczki czasem przemieniają się w koszmar. Wycieczki w horrorach, zawsze przemieniają się w koszmar. A w co może zmienić się wyprawa statkiem po australijskiej rzece…? Nie mylicie się.

Grupa turystów wyrusza w rejs małą wycieczkową łódką. Na jej pokładzie poza przewodniczką, znalazł się między innymi znudzony dziennikarz podróżnik, fanatyk sprzętu fotograficznego, wdowiec pragnący pożegnać swoją żonę oraz nie do końca zgodne małżeństwo z córką. Typowa galeria osobowości. Gdy statek ma zwrócić i ruszyć w drogę powrotną, jego pasażerowie zauważają racę. Pani kapitan postanawia sprawdzić, co się stało i czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Po dotarciu na miejsce ich środek transportu zostaje przewrócony, a nasi bohaterowie zostają uwięzieni na małej wysepce, która wraz z przypływem będzie tonąć. Ale najgorszy jest olbrzymi krokodyl, dla którego ta okolica jest terenem żerowania. Rozpoczyna się walka o przeżycie.

Pierwsze, co w tym filmie rzuca się w oczy to zdjęcia przyrody. Australia jawi się tutaj, jako dzika i nieprzystępna kraina, ale jakże urzekająca swym pięknem. Rozległe równiny i żłobiąca w ich skale swe koryto rzeka, wygląda naprawdę ładnie. To niewątpliwy plus tej produkcji. Zresztą nie jedyny, bo i na aktorów nie ma, co narzekać, a akcja z czasem nabiera coraz większych rumieńców. Wzrost poziomu wody skutecznie wzmaga napięcie wśród rozbitków, a okazyjne ataki gada nie polepszają ich sytuacji. Upływający czas, zdecydowanie nie działa na ich korzyść.

Niestety, na drugiej szali trzeba położyć wady. A tych jest sporo. Pominę większe i mniejsze luki w scenariuszu, ale muszę wspomnieć o tych, które mi najbardziej przeszkadzały. Po pierwsze niektóre postaci są strasznie irytujące, ze szczególnym wskazaniem na trzyosobową rodzinę i kobietę, której mąż będzie pierwszą ofiarą naszego wodnego stworzenia. Są to postaci, które dość mocno mnie męczyły i w sumie czekałem tylko, aż krokodyl je dorwie. Co do gada, to jego ataki są szybkie i dość przewidywalne, a on sam wykonany jest dość przeciętnie. Jego komputerowa animacja jest taka sobie, choć trzeba twórcom przyznać, że starali się oddać zachowanie i sposób poruszania prawdziwych zwierząt z tego gatunku. Tylko, że krokodyle nie mają problemu z wyjściem na ląd, gdzie spokojnie mogłyby upolować grupę turystów chroniącą się na bardzo ograniczonym terenie, na którym nie mieliby nawet gdzie uciekać. Niestety ten zaangażowany do „Zabójcy”, ma chyba jakąś fobię, bo nigdzie poza swoją jamą nie wystawia łapy poza wodę. Przed seansem trzeba się jeszcze przygotować na głupotę bohaterów i mocno naciągane zakończenie. No, bo niech ktoś mi wyjaśni, jak kobieta…, a zresztą nie będę za dużo zdradzał z finału, bo ktoś z was może kiedyś sięgnie po ten tytuł.

Czy mimo wszystko „Zabójca” to film, po który warto sięgnąć? I tak i nie. Jest to produkcja bardzo przeciętna. Strachu tu nie za dużo, gore też niewiele, ale obejrzeć można, bo horrorów o krokodylach znowu tak dużo nie ma. Spodziewałem się czegoś więcej, szczególnie, że reżyserem jest Greg McLean, który wcześniej nakręcił bardzo dobry „Wolf Creek”.

underluk

GORE

4

STRACH

4

OCENA

6