Piątek 13go

Tytuł oryginalny: Friday the 13th

Reżyseria: Sean S. Cunningham

Obsada: Kevin Bacon, Betsy Palmer, Adrienne King, Harry Crosby, Jeannine Taylor

Scenariusz: Ron Kurz, Victor Miller

Muzyka: Harry Manfredini

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 1980

Piątek 13go - okładka
Wśród filmowych legend, trudno odnaleźć taki obraz, który dorówna sławią „Piątkowi trzynastego”. Produkcji, która wraz z „Halloween” zdefiniowała gatunek, jakim jest slasher i zapoczątkowała szaloną modę na tego typu kino, jaka wybuchła w latach osiemdziesiątych. Jest to jednocześnie pierwsza odsłona, jednego z dłuższych cykli, jaki widział świat horroru. Czy zyskał taką sławę zasłużenie? I co może ważniejsze, czy dziś dzieło Seana S. Cunninghama wyjdzie obronną ręką z pojedynku, jaki rzucił mu nieubłagany czas?

Kiedyś nad jeziorem Crystal Lake był obóz, na którym młodzież aktywnie spędzała czas. Pewnego dnia doszło jednak do nieszczęśliwego wypadku. Utonął upośledzony syn pracującej tam kucharki. Potem ktoś zamordował kilku opiekunów. Miejsce zostaje zamknięte, jednak kilka lat później, jego podwoje ponownie przygotowują się na przyjęcie obozowiczów. Parę dni przed otwarciem, zaczynają się tam zjeżdżać pracownicy, których zadaniem będzie przygotowanie obozu do podjęcia gości. Krawego obozu, jak ten teren nazywają miejscowi. I jak się wkrótce okaże, krew po raz kolejny zrosi tamtejszą glebę.

Trzydzieści lat, jakie minęły od premiery musiały pozostawić swój ślad. I pozostawiły. Widać to najwyraźniej w realizacji tej produkcji, która choć nie można jej odmówić pewnego uroku, trąci dziś już trochę myszką. Również efekty specjalne nie zachwycają. Krwi nie leje się jakoś dużo, a wszystkie sceny morderstw odbywają się dosyć szybko. Poderżnięte gardło, przebicie ciała czymś ostrym itp. Dla fanów wszelkich „Pił” i „Hosteli” zwyczajna nuda. Szczególnie, że akcji, wartką nazwać nie można, ale na szczęście poszczególne mordy nieco ją urozmaicają.

Jest jednak w tym filmie kilka elementów, które nawet dziś przy odpowiednim nastawieniu mogą się podobać. Pierwszym jest momentami niepokojąca muzyka, a w szczególności motyw przewodni, jeśli można go tak nazwać. Wkręca się szybko i długo po seansie zostaje w pamięci. Niby są to tylko raptem dwa dźwięki, ale swoje robią. Ukłon w kierunku Harry'ego Manfredini'ego. Drugą rzeczą godną uwagi jest obecność mordercy poza kadrem. Prawie przez cały seans, mimo licznych zabójstw ich sprawca nie zostaje ukazany. Często nawet akcję oglądamy z perspektywy jego oczu. Wiadomo, że najbardziej boimy się tego, czego nie widać. Strachu może tutaj dużo nie ma, ale pytania, co do głównej złej postaci się mnożą. Dopiero pod sam koniec filmu dowiadujemy się, kto zabija i jakie są jego motywy. A to jak ktoś nie zna tej historii, może być pewnym zaskoczeniem dla widza, do czego zresztą pił nawet sam Wes Craven w swoim „Krzyku”.

Pozostałe elementy są na dobrym poziomie, ale niczym szczególnym się nie wyróżniają. Obozowisko nad jeziorem, ukryte w lesie, kreuje niezły klimat. Aktorstwo nie odstrasza, a w jednej z ról zobaczymy późniejszą gwiazdę, na jaką wyrósł Kevin Bacon. Tutaj, ginie dość szybko. Fabuła, choć może nieszczególnie wyszukana jest do przełknięcia. Solidnie, ale nic ponadto.

Nie będę ukrywał, że „Piątek trzynastego” na dzisiejszym widzu, przyzwyczajonym do szybkiej i krwawej akcji, szczególnego wrażenia nie zrobi. Jest to produkcja, z którą czas nie obszedł się łagodnie. Trzydzieści lat temu film odniósł nieco zaskakujący sukces i stąd jego aura kultowości. Dziś stracił nieco swego blasku, ale to nadal dobry film, który jest silnym punktem historii kina spod znaku slashera. Znać trzeba, choć wielbić już nie koniecznie.

underluk

GORE

5

STRACH

4

OCENA

6