Puls

Tytuł oryginalny: Pulse

Reżyseria: Jim Sonzero

Obsada: Kristen Bell, Ian Somerhalder, Christina Milian, Jonathan Tucker, Samm Levine

Scenariusz: Wes Craven, Ray Wright

Muzyka: Elia Cmiral

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2006

Puls - okładka
Hakerzy i wirusy to realne zagrożenie, które choć mało namacalne, zagraża nam właściwie cały czas. Dziś, kiedy większość z nas jest online, a internet mamy w kieszeni, niebezpieczeństwo jest większe niż w 2006 roku, kiedy powstał “Puls”, ale już wtedy, a było to dziesięć lat temu, zagrożenie było bardzo duże. Twórcy horrorów nie mogli sobie odpuścić takiego motywu.

I nie odpuścili, chociaż całość mocno trąci “Kręgiem”, przez co nawet Bob Weinstein, początkowo zainteresowany wyprodukowanie filmu, darował sobie w końcu tę pozycję. A wspólny jest tutaj rdzeń opowieści. W słynnej japońskiej produkcji mamy kasetę wideo, a każdy kto obejrzy zapisany na niej film wkrótce umiera. W recenzowanym filmie dokładnie taką samą rolę pełni wirus, który uruchamia na komputerze ofiary film, na którym widać kogoś kto popełnia samobójstwo. Osoba będąca świadkiem takiego seansu, wkrótce również odbiera sobie życie, a fala zmarłych zaczyna przybierać rozmiary epidemii.

Trzeba przyznać, że koncepcja jest bardzo podobna, ale na szczęście amerykańska produkcja nie cierpi na zanik własnej tożsamości i poza kilkoma podobieństwami, śmiało kroczy własną ścieżką. Sam wirus nie jest zwykły programem komputerowym, a wątek jego genezy jest całkiem interesujący. Poza tym widzów, którzy zechcą zobaczyć ducha, bo taki komunikat pojawia się na ekranie, nęka coś wyraźnie nie z tego świata. Duchy, które pojawiają się w naszym świecie odbierają nawiedzonym wolę życia, co jest całkiem nieźle ukazane. A czoła im stawi dziewczyna chłopaka, który umiera jako pierwszy. Nasza bohaterka wraz z grupą przyjaciół początkowo oczywiście nie wie co jest grane, ale kolejne wydarzenia przybliżą ją do odkrycia prawdy. A droga do tego jest dynamiczna, więc nudzić się podczas seansu, nikt raczej nie powinien. Szczególnie, że same duchy wyglądają dobrze, a efekty specjalne stoją na przyzwoitym poziomie.

Gorzej, że przez większość seansu widzimy na ekranie same szarobure barwy. Owszem, tworzą one mroczny posępny klimat, a te utrzymane w niebiesko-zielonej tonacji pasują do hakerskiego rdzenia opowieści, ale z czasem zwyczajnie męczą. Podobnie jak dosyć obskurne lokacje. I nie ważne czy bohaterowie przebywają w swoich pokojach, czy na uczelni, pomieszczenia, które widzimy na ekranie odstraszają. Sytuacji nie poprawiają liczne fabularne luki i zagrywki, które sprawiają, że widz momentami czuje się trochę zażenowany. Weźmy np. takie ofiary. Jedne postaci po obejrzeniu nawiedzonego nagrania umierają szybko, a nasza bohaterka, choć widzi je dosyć wcześnie, nie tylko nie będzie przez nic nękana, ale nawet jak już do tego dojdzie, swobodnie zdoła się temu oprzeć. A to tylko taki najbardziej jaskrawy przykład.

W efekcie “>Puls” jest ciekawym filmem, zbudowanym wokół fajnego pomysłu, z wartką akcją i niezłymi efektami, ale dręczony drobnym mankamentami, które wyraźnie uwierają. No i momentów grozy mogłoby być więcej. Mimo wszystko uważam, że warto poświęcić na niego trochę czasu, bo w sumie seans uważam za satysfakcjonujący.



+ wartkie tępo
+ niezły pomysł
+ niezłe efekty

- szarobura sceneria
- mógłby bardziej straszyć
- luki fabularne

underluk

GORE

4

STRACH

5

OCENA

6