Plazma

Tytuł oryginalny: The Blob

Reżyseria: Chuck Russell

Obsada: Kevin Dillon, Shawnee Smith, Jeffrey DeMunn, Joe Seneca, Art LaFleur

Scenariusz: Frank Darabont, Chuck Russell

Muzyka: Michael Hoenig

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 1988

Plazma - okładka

Czy galaretowata substancja z kosmosu może dziś budzić emocje? Och, jak najbardziej. Ostatnio przypomniałem sobie “The Blob”, film znany u nas pod tytułami “Plazma” lub “Blob zabójca” i powiem wam, że ten obraz cały czas trzyma formę. A ma na karku już ponad trzydzieści lat.


Historia opowiedziana w tym dziele brzmi dość banalnie. Z kosmosu spada przypominająca gluta tajemnicza substancja, która okazuje się mieć nadzwyczajny apetyt na ludzką tkankę. Wkrótce w miasteczku zaczynają ginąć ludzi, pojawia się uzbrojone wojsko w skafandrach ochronnych, a kosmiczna galaretka z każdym posiłkiem rośnie.


Brzmi jak fabuła horroru z lat pięćdziesiątych lub sześćdziesiątych? I nic w tym dziwnego, bo to jest remake filmu z 1958 roku. Tak, nowe wersje starych filmów to nie jest wymysł trwającego obecnie stulecia. Już w 1982 roku John Carpenter dopuścił się tego niecnego czynu przy “Coś”, a w 1988 Chuck Russell poszedł jego śladem. Jak widać, panowie robili remaki zanim to było modne. I to z jakim efektem!


Plazma” zachwyciła mnie panującym w niej klimatem. Uwielbiam filmy z lat osiemdziesiątych, w końcu na nich się wychowałem i sentyment nie pozwala przechodzić mi obok nich obojętnie. Małe nudne miasteczko musi stawić czoła niezwykłemu zabójcy, który może czaić się dosłownie wszędzie. Czoła stawi mu dwójka nastolatków, która okaże się skuteczniejsza niż armia uzbrojonych ludzików w białych kitlach ochronnych. Bohaterowie odkryją też tajemnicę, która kryje się za całym zamieszaniem i to oni będą musieli ocalić życie mieszkańców miasteczka i swoje własne, niejako przy okazji.


Jasne, fabuła ma kilka naciąganych momentów, ale one w niczym nie przeszkadzają. Szczególnie, że całość rozgrywa się w doskonałym tempie i nie ma tu żadnych przestojów, które mogłyby dać się widzowi we znaki. Wszystko okraszone jest fantastycznymi efektami specjalnymi, którym dzisiejsze komputerowe wstawki mogą buty czyścić. Oczywiście kilka scen trąci dziś nieco myszką, ale za to kilka innych to dzieła sztuki. Akcja w szpitalu, budka telefoniczna pochłaniana przez gluta, czy scena przy zlewie… mistrzostwo. Świetnie też wypadają ofiary kontaktu z Blobem, bo ten jak na maszynę do zabijania przystało, nie tylko pełza w rurach i przeciska się przez najmniejsze nawet szczeliny, ale potrafi też dotkliwie poparzyć przy kontakcie z jego ciałem.


Blob zabójca” to film, który każdy powinien poznać. Szczególnie jeśli uwielbiasz kino z lat osiemdziesiątych i takie obrazy jak “Coś”, “Postrach nocy”, czy “Reanimator” mają stałe miejsce na Twoim ekranie. Warto.

underluk

GORE

5

STRACH

5

OCENA

8