Bateria

Tytuł oryginalny: The Battery

Reżyseria: Jeremy Gardner

Obsada: Jeremy Gardner, Adam Cronheim, Alana O'Brien, Niels Bolle

Scenariusz: Jeremy Gardner

Muzyka: Ryan Winford

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2012

Bateria - okładka

Zawsze miałem wrażenie, że kino niskobudżetowe lubiło się z zombie. Wydaje się, że wystarczy skrzyknąć grupkę aktorów, garstkę statystów z lepszym lub gorszym makijażem, wrzucić wśród nich kilka sztucznych kończyn i gotowe. Choć trzeba przyznać, że od czasu gdy żywe trupy wdarły się na salony, budżety urosły. Podobnie jak hordy. Te zaczęły wlewać się z każdej strony i być coraz szybsze. Momentami wręcz zaskakująco szybkie. A same zombie zaczęły się przejadać.


Może dlatego takim powiewem świeżości wydała mi się “Bateria”. Choć z tą świeżością też bym nie przesadzał bo film powstał w 2012 roku i dziś ma już na karku siedem lat. Niemniej jego kameralność okazała się dla mnie miłym zaskoczeniem.


Dwójka bohaterów, byłych baseballistów, przemierza kraj starając się sobie jakoś radzić w świecie opanowanym przez zombie. Ich plan jest prosty. Unikać dużych skupisk ludzkich i trzymać się raczej terenów leśnych i mniej cywilizowanych. W końcu tam gdzie było mniej ludzi, powinno być też mniej zombie, a co za tym idzie powinno być bezpieczniej. Proste.


I to tyle jeśli chodzi o fabułę. No prawie, bo w późniejszym etapie filmu jeden z bohaterów nawiąże przez krótkofalówkę kontakt z innymi ocalonymi, ale tamci wyraźnie dają mu do zrozumienia, że nie chcą ich u siebie. Chłopak nie da tak łatwo za wygraną.


Jak już wspomniałem, “Bateria” jest filmem nad wyraz kameralnym. Przez większość czasu, na ekranie widzimy tylko dwójkę bohaterów. Sporadycznie natrafią oni na jakichś ożywieńców, ale tych będzie można policzyć na palcach jednej ręki (i to nie angażując wszystkich), a walka z nimi nie zajmie im zbyt dużo czasu. To na chwilę zmieni się pod koniec, ale i tam nie można mówić o jakimś niezwykłym wysypie zombie, a i sami twórcy dosyć szybko poradzą sobie z ukryciem ich liczebności.


Co w takim razie może być interesującego w filmie o zombie, w którym zombie to towar deficytowy?


Otóż zamiast epatowania przemocą, efektami gore, czy liczebnością żywych trupów, twórcy świadomi swojego niewielkiego budżetu, postawili na psychologię. I moim zdaniem był to strzał w dziesiątkę. Już sam tytuł niesie tutaj pewne przesłanie. Bo o co chodzi z tą baterią? Otóż w prostej linii chodzi o zwykłe baterie, z których bohaterowie często korzystają. Szczególnie jedne z nich, z namiętnością oddający się słuchaniu muzyki z discmana. Ale baterię można też utożsamiać z ludźmi, którzy napędzają zombie. W końcu to oni poniekąd definiują ich zachowanie. Wreszcie bateria może być przenośnią samych bohaterów. Tak jak pierwszy lepszy paluszek ma dwa przeciwne bieguny, tak Ben i Mickey są przeciwstawnymi charakterami. Jeden woli odludzie, drugi tęskni za łóżkiem i kontaktem z cywilizacją. Jeden nie ma oporów przed likwidowaniem szwendaczy, drugi sięga do przemocy tylko w ostateczności.


Inna spraw, to fakt, że właściwie nie wiemy co się wydarzyło. Bohaterów poznajemy już w drodze. Nie kieruje nimi nic ponad chęć przetrwania. W pewnym momencie trafiają na innych ocalonych, ale niczego się o nich nie dowiadujemy. Może poza tym, że są ekstremalnie zamkniętą grupą. Wiele pytań. Żadnych odpowiedzi.


Bateria” to powolny film. Mało tu akcji. mało tu zombie. Mało tu przemocy, a nawet jeśli ta się trafia, często jest ukryta. Jednocześnie jest to film, który oglądało mi się zaskakująco dobrze. Podobała mi się fajnie dobrana muzyka. Wielokrotnie urzekało mnie kadrowanie. Nie mogę przyczepić się do biegunowości bohaterów, ich odtwórcy wywiązali się ze swych ról (Ben to jednocześnie reżyser i scenarzysta tej produkcji) przyzwoicie. W tym wszystkim nie brakuje momentów napięcia i całkiem wyraźnego przesłania, które nie jest szczególnie pozytywne. Dobre wrażenie robi też zakończenie, które w finale skutecznie przykuwa do ekranu.


Jasne, znajdzie się kilka wad, ale nie wpływają one szczególnie na obraz całości. Mało tego, dodaję mu tylo uroku. Uważam, że “Bateria” to film mało straszny, z klasycznie powolnymi i głupimi zombiakami, któremu warto dać szansę, bo wynagradza widza w innych aspektach. Po prostu ma coś w sobie. A co, musicie już sprawdzić sami. Moim zdaniem, warto.

underluk

GORE

2

STRACH

2

OCENA

8