Smętarz dla zwierzaków

Tytuł oryginalny: Pet Sematary

Reżyseria: Kevin Kolsch, Dennis Widmyer

Obsada: Jason Clarke, Amy Seimetz, John Lithgow, Jeté Laurence,

Scenariusz: Jeff Buhler

Muzyka: Christopher Young

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2019

Smętarz dla zwierzaków - okładka

Smętarz dla zwierzaków” to jedna z tych historii Stephena Kinga, która za młodu zrobiła na mnie spore wrażenie. Pomogła jej też ekranizacja Mary Lambert z 1989 roku, która choć nie jest może filmem wybitnym, na pewno warto ją zobaczyć. Mi przynajmniej się podobała i jak odświeżyłem ją sobie jakiś czas temu, muszę przyznać, że nadal się podoba. Czy w takim razie potrzebny był nowy film? Ktoś w Hollywood uznał, że tak i dał zielone światło produkcji, która w tym roku trafiła na ekrany kin. Z powiedzmy to sobie od razu, mocno takim sobie efektem.


Rodzina Creedów przeprowadza się z dużego miasta na prowincję, gdzie Louis dostał pracę w miejscowym ośrodku zdrowia. Jest to dla niego miła odmiana po nocnych dyżurach w wielkomiejskim szpitalu. Ich życie może zwolnić, a dorośli mogą poświęcić więcej uwagi swoim dzieciom Ellie i Gageowi. Jednak szybko się okazuje, że sielanka ma małe rysy na swoim szkle. Obok domu biegnie ulica po której jeżdżą rozpędzone ciężarówki, w pobliskim lesie znajduje się tytułowy smętarz dla zwierzaków, a na rękach naszego bohatera umiera pewien uczeń. Ten przed czymś go ostrzega. Na domiar złego, pod kołami ginie rodzinny kot. Sąsiad zna jednak stare indiańskie cmentarzysko, na którym wkrótce zwierzak zostaje zakopany. Następnego dnia wraca, ale jest jakby odmieniony. Wkrótce dojdzie do większej tragedii…


Twórcy nowej wersji filmu postanowili trochę zamieszać w historii znanej z książkowego pierwowzoru. Dlaczego? Nie wiem. Może nie chcieli kręcić drugi raz tego samego, choć przecież nakręcili. Może uznali, że wiedzą lepiej i postanowili poprawić Kinga, choć efekty ich poprawek są dosyć dyskusyjne. Może chcieli się odróżnić od obrazu z Mary Lambert, ale coś im nie wyszło. W każdym razie efekt zmian uważam, za nie do końca udany, a Gage w starej ekranizacji był bardziej przerażający niż Ellie w nowej. Spoiler? Przecież i tak wiecie co się stanie.


Generalnie film wyszedł bardzo bezpłciowy. Aktorzy grają poprawnie, ale wydaje mi się, że bez większego zaangażowania. Louisa odwiedza duch, prowadzi go do lasu, a na koniec bohater budzi się brudny po nocnej wędrówce we własnym łóżku i zdaje sobie sprawę, że to nie był tylko sen. Nie robi to na nim większego wrażenia. Zresztą jak samo pojawienie się ducha. Może to dla niego normalka. Nie wiem.


Słabo wypadają też sceny grozy. Są ze dwa krwawe efekty specjalne, ale napięcia czy strachu trzeba tu ze świecą szukać. Nawet sceny, które z definicji powinny zjeżyć włoski na karku, tego nie robią. Jasne, moment z ciężarówką daje radę, ale trudno byłoby to zepsuć. Za to Ellie, która powraca z grobu jest mocno nijaka. Jak cały film zresztą.


Żeby nie było, że tylko marudzę, to podobał mi się kot. Ten tutaj jest fajniejszy niż ten z pierwszej ekranizacji. Church jest miły dla oka gdy żyje, a gdy wraca z martwych spełnia swoją rolę. Ciekawym elementem są też dzieci w maskach zwierząt. Trochę niewykorzystanym, ale w niezły sposób rozpoczynają film.


Nowa wersja “Smętarza dla zwierzaków” ogólnie rzecz biorąc zawodzi. Lepiej sięgnąć po produkcję sprzed trzydziestu lat. Ta z tego roku jest po prostu przeciętna. Zarówno pod względem realizacji jak i grozy. Jest tu trochę dramatu i trafi się ładne ujęcie, ale nie po to sięga się po horrory. Jeśli nie znasz książkowego pierwowzoru i pierwotnej ekranizacji, myślę, że da się obejrzeć i być może czerpać większą satysfakcję z seansu. W innym przypadku można sobie darować. Jeszcze kogoś zirytują zmiany w fabule, a po co się denerwować.

underluk

GORE

3

STRACH

3

OCENA

5