Mandy

Tytuł oryginalny: Mandy

Reżyseria: Panos Cosmatos

Obsada: Nicolas Cage, Andrea Riseborough, Linus Roache, Ned Dennehy

Scenariusz: Panos Cosmatos, Aaron Stewart-Ahn

Kraj pochodzenia: Belgia, USA, Wielka Brytania

Rok powstania: 2018

Mandy - okładka

Mandy” nie jest filmem łatwym do zrecenzowania. Z jednej strony ma swoje niezaprzeczalne zalety. Z drugiej nie brakuje mu też wad. Chociaż sądzę, że jeśli jest się miłośnikiem pewnego rodzaju kina, te minusy wcale nie muszą być ujemne. W dużej mierze to jak obraz zostanie odebrany, zależy w ogromnej mierze od preferencji widza. Ja nie będę ukrywał, że trochę się wynudziłem, ale i zachwyciłem. Dziwne? Postaram się to wyjaśnić.


Ale najpierw krótko o fabule. Tę w sumie można by określić jednym zdaniem. Zabili mu kobietę, a on teraz będzie się mścił. Proste, prawda?


Oni to pewna religijna sekta, która porusza się wanem. Jak na sektę przystało, składają się na nią pewien guru i jego oddani mu wyznawcy. On, to prosty drwal, którego spotyka coś niemiłego. Jego ukochana wpada w oko przywódcy wspomnianego ugrupowania, ale będąc odporną na jego urok (i mały doping dodajmy), zostaje żywcem spalona na oczach naszego bohatera. Temu udaje się przeżyć, a zemsta będzie słodka.


Cały film od początku do końca odznacza się mocno onirycznym klimatem. Wszystko dzieje się ospale i niespiesznie. Pełno tu ciekawych kadrów oraz mnóstwo zabawy światłem (ze szczególnym umiłowaniem tego w czerwonych odcieniach). Kamera pracuje przemyślanie, ukazując widzowi starannie zaplanowane ujęcia, które mogą się podobać. “Mandy” jawi się niczym narkotyczna wizja. Szczególnie, że występujące w niej postaci same wydają się mocno balansować na granicy snu (koszmaru) i jawy. Piekielni motocykliści czy członkowie sekty nieźle wpasowują się w ten klimat. Tak samo jak Nicolas Cage, który gra tutaj pierwsze skrzypce. Początkowo zwyczajny facet, który kocha swoją kobietę, szybko przekracza granicę normalności. Gdy jego ukochana ginie, wytapia sobie topór i bierze zemstę w swoje ręce. Sceny kiedy odpala papierosa od płonącej czaszki, lub ta gdy w jego umazanej krwią twarzy widać tylko białka oczu i biel zębów odsłoniętych w upiornym uśmiechu… mistrzostwo. Takie samo jak balansowanie na granicy pastiszu samego siebie. Czego jak czego, ale filmowi nie można odmówić gęstej atmosfery.


Inna sprawa, że nie każdemu takie powolne tempo przypadnie do gustu. Sam trochę ziewałem, a jak ktoś bardziej stawia na akcję, wynudzi się po wsze czasy.


Choć film urzeka plastyką obrazu, światłem i atmosferą to czasami gubi się w logice. Metalowy topór? Serio? Nie dość, że jego ciężar byłby niepraktyczny, to trzonek nie tłumił by żadnych drgań. Tortura, a nie broń.


Jeśli lubisz filmy wlokące się niczym narkotyczny trip, albo tęsknisz za sekciarskimi obrazami z lat siedemdziesiątych (nie wiem, jakoś tak mi się skojarzyło) to “Mandy” jest horrorem, który może trafić w Twoje gusta. Nie ma tu może za dużo strachu, ale klimatu są całe połacie. O ile wcześniej nie zaśniesz, co jestem w stanie sobie wyobrazić bo tempo momentami naprawdę jest ślamazarne. A może to dobry sposób walkę z bezsennością? Nie wiem. Ja w sumie bawiłem się nawet nieźle, choć drugi raz raczej nie wrócę.

underluk

GORE

4

STRACH

3

OCENA

6