Drakula

Tytuł oryginalny: Dracula

Reżyseria: Jonny Campbell, Paul McGuigan, Damon Thomas

Obsada: Claes Bang, Dolly Wells, Jonathan Aris, Morfydd Clark

Scenariusz: Mark Gatiss, Steven Moffat

Kraj pochodzenia:

Rok powstania: 2020

Drakula - okładka

Platforma Netflix wraz z BBC dostarczyła nową ekranizację klasycznej powieści Brama Stokera w postaci mini-serialu “Drakula”. Składają się na niego trzy półtoragodzinne odcinki, które opowiadają poszczególne etapy podróży znanego wszystkim wampira z jego rodowej siedziby do Anglii.


I tak w pierwszym filmie obserwujemy jak Jonathan Harker, przybywa do zamku hrabiego z umową sprzedaży siedziby na wyspach, ale wbrew jego oczekiwaniom, nie będzie mógł wrócić do domu tak szybko, jak się spodziewał. Uwięziony odkrywa, że jego klient ma swoją mroczną tajemnicę, a to, co odnajdzie w zimnych komnatach zamczyska nieźle go przerazi.


Pierwszy odcinek jest najlepszy. Fabuła rozwija się w przyzwoitym tempie i z przyjemnością odkrywamy kolejne tajemnice ukryte w poszczególnych komnatach. Poznajemy też bohaterów, choć co oczywiste, nie wszyscy przetrwają do końca. Sceneria może się podobać, kryjące się tu i tam potwory budzą respekt, a całość trzyma poziom. Nabrałem apetytu na więcej.


Drugi odcinek to podróż hrabiego do Anglii. Całość zaczyna się w portowym miasteczku, by szybko przenieść się na pokład Demeter. Wkrótce po wypłynięciu, okręt spowija tajemnicza mgła, a z każdym dniem jego załoga się uszczupla.


Ten odcinek jest trochę jak historia z kryminału. Ludzie na ograniczonej przestrzeni muszą zmierzyć się z zabójcą, bo najwyraźniej taki jest wśród nich, ale kto nim jest? Oczywiście widz wie doskonale, za to załoga będzie musiała się tego dowiedzieć. Tym razem przez ekran przewinie się wiecej postaci niż w pierwszym odcinku i każda jest jakaś. Dzieje się nawet sporo, ale strach generowany jest głównie przez zaszczucie bohaterów i kilka scen gdy hrabia się pożywia. Seria nadal mi się podoba, choć powoli na wierzch wyłażą pewne nielogiczności.


Aż dochodzimy do ostatniego epizodu. Drakula w końcu dociera do celu podróży, ale rzeczywistość jaką zastaje, lekko go zadziwia. Szybko jednak odnajduje się w nowych okolicznościach i stawia czoła przeciwnością.


I tutaj wszystko się wali. Zdecydowanie najsłabszy odcinek. Logika leci na łeb na szyję. Bohaterka, która kreowana jest na ósmy cud świata i wszyscy do niej wzdychają, na pierwszy rzut oka jest zwykłym pustakiem, który nie jest w stanie niczym widza zainteresować. Hrabia miota się bez sensu, a fabuła plącze i gubi bez sensu. Na domiar złego zakończenie pozostawia spory niedosyt. Cóż za piękna katastrofa.


O ile dwa pierwsze odcinki są niezłe, trzeci wszystko niszczy. A szkoda, bo do tej pory było całkiem przyjemnie, klimatycznie i interesująco. Na uwagę na pewno zasługuje sam hrabia Drakula. Wcielający się w niego aktor jest charyzmatyczny i doskonale sprawdza się w swojej roli, a sama postać obdarzona została szczyptą czarnego humoru. Podobnie sprawa wygląda z siostrą Aghatą. Te postaci świetnie ze sobą współgrają i jedna jest niezłą przeciwwagą dla drugiej. Postaci drugoplanowe też często dają radę. Tak samo jak efekty specjalne. Nieumarli, którzy od czasu do czasu pojawiają się na ekranie prezentują się odpowiednio koszmarnie i budzą dreszczyk grozy. Technicznie nie mam się do czego przyczepić. Gra klasycznymi wampirycznym motywami też mi nie przeszkadzała, choć niektóre wyjaśnienia są naciągane lecz nadal do przełknięcia. Również zabawa konwencją i źródłem w postaci powieści Brama Stokera jak dla mnie jest na plus. 


Gorzej wygląda sprawa z fabułą. Ta ma mnóstwo nielogiczności, a ostatni odcinek pod tym względem wręcz przytłacza. Rozmowa Drakuli z siostrą Aghatą w drugim odcinku nie wiadomo kiedy i gdzie się odbywa, a przedstawione wydarzenia nie pozwalają osadzić jej w logicznym kontekście. Fakty, które wychodzą na jaw w trzecim odcinku często są niewiarygodne i bez sensu. Można byłoby się pokusić o przemyślenie tego i jakieś chociażby drobne wyjaśnienie. Nie chcę wchodzić w szczegóły, żeby nie spoilować, ale opowiadana historia momentami rwie się w szwach.


A szkoda bo był potencjał na całkiem niezłą opowieść, która obiecująco się zaczyna, by w finale okazać się kolosem na glinianych nogach. Jak już wspomniałem. Pierwszy i drugi odcinek dają radę i tu nawet byłbym skłonny wystawić siódemkę, ale trzeci proponowałbym zakopać, zapomnieć o nim i nakręcić od nowa. Całość może nie jest stratą czasu, ale pozostawia spory niedosyt i posmak zawodu. Zapowiadało się lepiej.

underluk

GORE

3

STRACH

4

OCENA

4